Śledź mnie na:

No no, zapomniałem już, że miałem tego RiSa w piwnicy. Szczególnie po tym, jak smakował na świeżo. Jakieś zboczenie zawodowe najwidoczniej... A może wyjdzie to na dobre? Może coś te 3 lata dały? Zobaczmy.

 


Jakoś tak mało na blogu pojawia się zagranicznych piw. Jak z tego żartu o polskiej piwnej blogosferze: "Zagranica? A tak znam znam. Anchor i Mikkeller przecież!" A tak na serio zwyczajnie w świecie mamy za dużo dobroci u nas nad Wisłą. Zagramanice to można sobie jakąś porządną raz na ruski rok kupić dla przyjemności.


Z tym, jakże kultowym piwem była trochę zgoła inna historia. Znajomi akurat siedzieli w pubie Mikkellera i mi kupili, wraz ze szkłem, które uwielbiam (widoczne np. tutaj). Przeleżało trochę... jakieś 8 miesięcy w piwnicy. Nic się mu raczej nie stało...



Etykieta mikkellerowa, z tym ich rozpoznawalnym na pół świata panopkiem. Mają swój styl graficzny, która jakoś tak dziwnie mi się podoba. Szkoda tylko, że naklejają etykiety na odpier... no. Piwo czarne, chociaż jak się przyjrzy człowiek dobrze, to zauważy jakieś brązowe refleksy. Piana szybko redukuje się na wysokość jednego palca i potem dość długo się tak utrzymuje.



Chciałoby się pohejtować zagraniczny znany browar, ale się nie da w tym przypadku. Aromaciks wbija w ziemię, mimo średnio intensywnego przywalenia w nos. Jest tu wszystko: od przypalanych słodów i lekko spalonego karmelu po kakao, ciemną czekoladę i kawę zbożową. Utrzymuje się to wszystko do ostatniego łyku, co jest jeszcze bardziej zadziwiające.


Oprócz przyjemnego ciałka (ale nie aż tak pełnego) i dość wysokiego nagazowania (to mogłoby być ciut niższe) czuć w ustach coś jeszcze... jakby jakaś pochodna smaków wpływała na teksturę piwa i nie mam na myśli tu "gładkości" czy innych takich. Trochę podobne odczucie jak przy gorzkiej czekoladzie minimum 80%. Musicie sami wypić, aby się przekonać o co mi chodzi. W smaku znowu wbicie butem w ziemię, z dodaniem kolanka na plery co by się człowiek za szybko nie podniósł. Na przedzie gorzkawo: kakao, (s)palone słody, ciemna czekolada. Pośrodku lukrecja, która nie mogła sobie znaleźć lepszego miejsca według mnie i trochę, ale to tak naprawdę trochę śliwki. Po ogrzaniu wychodzi też delikatny karmel, ale z zacięciem spalenizny (na plus). Goryczka subtelna, gdzieś tam się kręci pomiędzy tym wszystkim. Na finiszu wychodzi spalony owies i cholernie przyjemna, czarna jak węgiel kawa z fajnie zalegającym kwaskiem. Pięknie złożone jest to piwo, nie zapomnę go nigdy. Szczególnie po tym, że mimo dominacji wytrawnej części słodycz, która gdzieś tam się przebija jest wystarczająca, przynajmniej dla mnie.


----------

Styl: Oatmeal Coffee Stout

Alk: 7,5%

Ekstrakt: b/d

IBU: b/d

Skład: słód (pils, owies, wędzony, caramunich, brązowy, czekoladowy), prażony jęczmień, płatki owsiane, chmiel (Centennial, Cascade), kawa, drożdże.

Do spożycia: 02.10.23


Facebook Browaru

 


Dawno już się tak nie sfrustrowałem przy nalewaniu piwa. Otwieram sobie puszkę z browaru Gwarek, wyciągam szkło z Mikkellera i co? Pryska mi to na klawiaturę GAMINGOWĄ, a nie było wstrząśnięte, ani nawet zmieszane. Przy poprzedniej wersji tego piwa było podobnie...


Inna sprawa, że przy nalewaniu leje się po puszce i na biurko. Jakby wykrojnik do capów puszki miał wadę jakąś. No nie ładnie Panie Gwarek, już dwie rzeczy mi się lepią od piwa. Tak wracając do tematu piwa, TM 2 był całkiem spoko trunkiem (mimo dziwacznie niskich ocen na Untappd).



Etykieta to taki trochę przyjemny chaos. Rzadko komu udaje się ogarnąć tyle detali na grafice nie robiąc z tego papki kolorystycznej. No i ta nazwa, o której o dziwo żaden inny browar wcześniej nie pomyślał. Samo piwo... hazy, czyli mętne o złotym kolorze, lekko wchodzącym w pomarańcz. Piana niska, ale całkiem dobrze trzyma się ścianek.



Jest tego trochę w aromacie. Może i delikatnie na jedno kopyto, ale czego się człowiek ma spodziewać po kazylionowej z kolei IPce na rynku. Mnóstwo cytrusów, grapefruita, mango, marakui i białej skórki, czyli albedo. W tle lekkie nuty żywiczne i słodowe. No ładnie, ładnie. Ipoholicy będą zadowoleni, to na pewno.


Po pierwszym łyku zdaje się być dość... pełne, co nie powinno w sumie dziwić przy tej odmianie stylu. Jakbyście brali na grilla to jedno max myślę. Na swój sposób gładko wchodzi jednak. Wysycenie średnie, mogłoby być wyższe. Takie też słodkawe bardziej, goryczka podupada jak na mój gust. Smakowo jednak bardzo dobrze jest: grapefruit, mango, trochę liczi i limonki. Do tego żywica w tle i nuta nafty. Wcześniej wspominania goryczka ma profil albedowy i naprawdę mogłaby mieć większego kopa, nawet jak na hazy IPA. Finisz mi się najbardziej podoba ze wszystkiego. Jest słodycz melona (dziwne nie?), którą kontruje żywica i delikatnie zalegająca skórka grapefruita. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek pił piwo z takim miksem na finiszu. Alkohol, którego jednak trochę jest, bardzo dobrze ukryty. 


----------


Styl: DDH Hazy Triple IPA

Alk: 8% Obj.

Ekstrakt: 20° BLG

IBU: 3/5

Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), płatki (owsiane, pszeniczne), chmiel (Lemondrop, Citra, El Dorado, Centennial, Columbus), drożdże.

Do spożycia: 08.01.2022


www.browargwarek.pl


I znów nastał ten dzień, kiedy postanawiam zrobić wpis o piwie, którego pewnie już nie kupicie nigdzie. Nie wiem, może kiedyś uda mi się zdegustować Pintę Miesiąca na premierę... Ale my nie o tym. 


Piękna jest to inicjatywa Pinty, powinni zostać przy niej jak już po 231 fali otworzą w końcu gastro (wcześniej ta seria była lana głównie w kegi). Oczywiście puszeczki, tylko i wyłącznie. Im więcej browarów przekonuje się u nas do tego tym bardziej zaczynam nienawidzić butelki. Nawet jeśli chodzi o grubaśne i sztosowe RiSy na przykład.



Coś jest (przynajmniej według mnie) w fioletowych barwach na puszkach. Cholernie przyciągają moją uwagę, nawet jeśli sama grafika jest nijaka. Tak samo mam z czarnym i czerwonym. W tym przypadku ta "nijakość" pasuje mi jednak jakoś tak... grafik dobrze dobrał kształty do tekstu chyba. Piwo jest złociste, hehe i zmętnione przyjemnie. Piana wysoka z początku, ale dziurawa i szybko redukująca się. Trzyma się jednak ścianek szkła.



Mimo "lekkiego" opóźnienia aromat nie uleciał (no wiecie, na fejsbukowych grupach wyzywają ludzi co nie piją IPA prosto z tanka). Jest brzoskwinia, morela, trochę nut winogrona i agrestu, dalej delikatna pszenica. Mocno w tle jakieś funky coś, które czasami przechodzi w kiszonkę. Na szczęście nie za często. Całość intensywna, jak na puszkę IPA przystało.


Już zapomniałem jak to jest z takimi piwami, ale o tym zaraz. Fajna konsystencja, ciałko średnie, wysycenie prawie, że wysokie. Orzeźwiające, ale nie wiem czemu pasowałoby mi najbardziej na wiosnę, a nie np. na lato. W smaku sam zest prawie że. Limonka, pomarańcza, trochę cytryny, a to wszystko na przyjemnej chmurce z pszenicy. Przez zest całość zdaje się być też lekko kwaskowata. Goryczka średnia, trochę albedowa. Finisz wytrawny, albedowo-grapefruitowy. Niestety czasami pozostaje taki posmak kiszonki zalegający, ale krótki na szczęście. Nie ma funku, sianka, czegokolwiek co by tłumaczyło w nazwie "farmhouse". Tak o zwyczajnie dobra, zwiewna IPA zestowa.


----------

Styl: Farmhouse IPA

Alk: 6,5% Obj.

Ekstrakt: 14°

IBU: b/d

Skład: zawiera alergeny: słód (jęczmienny, pszeniczny), płatki owsiane.

Do spożycia: 26.10.2021


www.browarpinta.pl

 


Boję się, na serio. Piwo, które opisałem przy okazji premiery (grudzień 2013) i które było dla mnie ideałem może być... takie se. Możecie uważać to za dość trywialny problem, ale ja na serio nie chcę, aby Imperator z Pinty się popsuł. Co najważniejsze, nie chcę, aby moje piękne wspomnienia o nim zostały zbezczeszczone spieprzoną warką... a tak się niestety zapowiada patrząc np. na między innymi Untappd.

 


Odkryłem ostatnio bardzo niepokojącą rzecz. Mianowicie oprócz przyciągających oko etykiet, mój portfel uszczuplają też... puszki. Przychylniej patrzę na piwo w amelinium niżeli w butelce. To nie jest zgodne z Duchem Craftu do jasnej cholery!


Ale na serio, wolę puszki. Są ładniejsze i wygodniejsze. Tylko pytanie brzmi: kupilibyście Imperatora z Pinty w puszce? Jakiś taki niesmak jest nawet na samą myśl, co nie? Swoją drogą mam obie tegoroczne wersje, pewnie je otworzę za jakieś pół roku... Ale o czym my tutaj... aaa tak, Birbant i ich najnowsze, ciężkie dziecko.



Birbant potrafił odnaleźć się w nowych realiach graficznych jak mało kto. Każda ich puszka wygląda zajebiście. No popatrzcie tylko na tę grafikę i otoczkę (zastosowanie mixu matowego tła i odblaskowego). Co prawda sam papier przyciąga odciski palców jak magnes, no ale tak to już jest. Piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Piana z początku wysoka i drobna, szybko redukuje się do kożucha z bardzo porządnym lacingiem na ściankach.



Mimo uwalonych palców smarem (i węglem w dodatku) czuć wyraźnie, że Nocturna nie będzie owijać w bawełnę. Kontrastowo do drugiego piwa z tej serii. Co zabawne, na pierwszym planie czuć przyjemną czekoladę, lekko mleczną i kokos. Kawa pojawia się dopiero gdzieś w tyle, przyjemnie komplementując całość. 


Nooo, tutaj czuć ciałko mimo już trochę passe 24,5° Plato. Fajnie oblepia przełyk i jest dość nisko wysycone. Powtórki z aromatu nie ma, bo kawa przejmuje pałeczkę. Jest wyraźna, ale nieinwazyjna w smaku. Zdaje się być średnio palona i może delikatnie owocowa. Wróćmy jednak do piwa, bo tam grasuje czekolada, tym razem gorzka i kokos. Szczerze to dziwię się mocno, że udało im się z niego tyle wycisnąć bez aromatów. Po ogrzaniu wchodzi dość dużo palonych słodów, co mnie uradowało niezmiernie. Goryczka średnia, raczej krótka i delikatnie ziołowa. Na finiszu głównie palone ziarna kawy i raz po raz uderzenia gorzkiej czekolady. No nie jest to słodka końcówka, to temu piwu trzeba przyznać. Takie przyjemne "z buta w twarz" na koniec można powiedzieć. Ogólnie całość nie jest jakoś masakrycznie zacukrzona. Jak dla mnie balans został zachowany idealnie.


----------


Styl: Imperial Stout with Coffee and Coconut

Alk: 10,2% Obj.

Ekstrakt: 24,5° Plato

IBU: 3/6

Skład: słód (pale ale, czekoladowy, pszeniczny, cafe, cafe light, black, maltodekstryna: pszeniczny), płatki owsiane, laktoza, chmiel, kawa Kyoto Mexico Finca El Olmo, kokos, drożdże.

Data rozlewu: 18.11.2020

Facebook Browaru

 


W takich chwilach żałuję trochę, że już nie zbieram puszek/butelek z etykietami (jak i samych etykiet). Ta znajdowałaby się w kategorii "to be inba, or not to be". Co prawda nic szczególnego (jeszcze) nie wyszło przy tym piwie, ale sam browar z tego co pamiętam lubi takie śmieszkowe akcje.


Tak samo z resztą jak ja lubię ich. Jak sobie teraz przypomnę najlepsze warki ich stoutu Coffeelicious... obosz, aż mi ślinka cieknie. Przy IPA (jakakolwiek by nie była) ciężko u mnie o takie bodźce, jak wiecie stoję po tej ciemniejszej stronie craftu. Nie oznacza to jednak, że czasami nie najdzie mnie ochota na coś nachmielonego do granic możliwości.



Ja to wiem i Wy to wiecie, że... kupiłem tę puszkę głównie przez etykietę. Już tam pal licho smak, równie dobrze mogłoby jechać starą szmatą. Dla samych grafik Piwnego Podziemia warto bowiem wydać parę złotówek. Pomijam już fakt, he he, zacnej postaci na niej. Samo piwo ma złotą, mętną barwę z całkiem wysoką i drobnopęcherzykową pianą jak na IPA.



Pachnie to to nieziemsko, nawet zmrożone piwnicznym chłodem (na serio mam delikatną Antarktydę w garażu przy tej pogodzie). Jest cytrusowo, tropikalnie, wręcz się człowiek prawie topi w soczystości. Liczi, mandarynki, marakuja, a za nimi trochę żywicy. Po ogrzaniu może i jest trochę karmelu gdzieś w tle, ale przez to się człowiek robi jakiś taki sentymentalny... ahh te początki craftu w Polsce.


Nooo... aż dziw jak bardzo to piwo jest wyraźne przy tak niewyraźnej personie na etykiecie. Ciałko spore, tak na pograniczu zapychalności. Nie zmienia to faktu, że całość i tak pozostaje dość orzeźwiająca jak na new englanda. Wysycenie też takie jakieś wysokie momentami (jak na ten styl), aż szczypie w język przyjemnie. Na początek bomba owocowa: liczi, mandarynki, pomarańcze (te trochę z belgijskim zacięciem) i grapefruit. Potem spoko podstawa słodowa i delikatne nuty nafty. Goryczka średnia, ale wyraźna (książkowa wręcz jak na NE IPA). Profil ma klasyczny, czyli takie albedo z pomelo czy też grapefruita. Na finiszu robi się cholernie wytrawnie, albedo przejmuje pałeczkę wraz z żywicą i naftą. Kurde, agresywne się to piwo zrobiło. Podoba mnie się to. Alkoholu nie czuć. Całość określiłbym jako "do pociumkania" z racji ciała i ogólnych wrażeń, ale cholera... szybko znika ze szkła.


----------


Styl: North East Double IPA

Alk: 8,2% Obj.

Ekstrakt: 18° BLG

IBU: b/d

Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny, owsiany), płatki owsiane, chmiel (Citra, Mosaic, Simcoe), drożdże.

Do spożycia: 16.09.2021


Facebook Browaru

 


Karma czuwa, pamiętajcie. Nie będę owijał w bawełnę: miałem już gotową wersję roboczą wpisu o podstawowej wersji tego piwa - Nitro Beans. Sęk w tym, że była to dobra kawa wymrażana, a nie piwo. Biłem się z myślami, bo w końcu znam ich trochę...


Wtem! Szpunt ogłosił wersję imperialną. Pomyślałem sobie, że tym razem mogło im to wyjść. W końcu imperialny stout powinien się spokojnie przebić przez coldbrew, które samo w sobie lubi dominować. Czy tak jest naprawdę? Sprawdzę sobie przy okazji składania dość felernego modelu gunpla...



Etykieta "pomazana" i w dodatku mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy. Przy Szpuncie oznacza to zazwyczaj piwo specjalne, "lepsiejsze". Stout z speciality kawą raczej się do tego grona zalicza, co nie? Jest czarne, według mnie bez przebłysków. Piana ładnie zbita i wysoka. Niestety szybko się redukuje do dość sporego kożucha.



Pachnie naprawdę spoko. Może i średnio piwnie, ale bardzo kawowo. ColdBrew pełną gębą przy wyraźnych palonych ziarnach z lekką nutą ciemnych owoców (jeżyny). Po ogrzaniu dochodzi czekoladka, raczej mleczna. Jak nie próbowaliście nigdy kawy na zimno to polecam, kompletnie inne doznania smakowe.


Problem z wersji podstawowej znikł na szczęście. Jest ciałko, wystarczające. Trochę niskie jak na tyle Plato, ale sam dodatek kawy robi swoje przecież. Wysycenie średnie, pasuje. Ogólnie gładkie w teksturze, zapewne przez płatki owsiane. W smaku dość dziwaczne (ale w pozytywnym sensie) połączenie kawy z piwem. Zazwyczaj w stoutach mamy całość jako jedną paczkę, nawet w tych gdzie kawa była dodawana oddzielnie. Tu jest inaczej, czuć coldbrew i czuć też samego stouta. Pięknie się miksują, jak pierwsza w życiu łycha z colą na domówce w czasach liceum (you know you know). Sama kawa przeważa, ale nie tak jak w podstawce. Spokojnie można wyczuć czekoladę deserową, palony słód i delikatne orzechy (ale one chyba bardziej od kawy pochodzą, razem z jeżynami). Goryczka nawet jakaś jest, palona lekko i średnia w mocy. Finisz zmienia profil piwa na wytrawny i jest głównie kawowy, z taką specyficzną kwaskowatością na końcu języka. Fajnie się to pije, najlepsze jest to, że całość nie jest ani za słodka, ani karmelowa. Dopiero pod koniec człowiek uświadamia sobie, że to nie jest coldbrew, a piwo z 9,5% alkoholu... Przed zawodami rowerowymi mogłoby to być samobójstwo raczej (mam w zwyczaju pić coldbrew/kawę przed). Jeszcze jedno na koniec... nie jest to RiS. Wiele osób tak próbuje oceniać w necie to piwo. Dla mnie jest to porządny stout z porządną kawą.


----------


Styl: Nitro Cold Brew Imperial Stout

Alk: 9,5% Obj.

Ekstrakt: 26° Plato

IBU: b/d

Skład: słód (jęczmienne, owsiane, karmelowe), płatki owsiane, kawa cold brew Boliwia Kusillo Red Caturra, chmiele, drożdże.

Do spożycia: 09.11.2022


Facebook Browaru

 


Święta, święta i po świętach. Ale czy na pewno? Nowy rok, nowe rozstawienie jak to mawiają ludzie. Jednym z pierwszych świąt craftowych jest masonowy Baltic Porter Day, w dodatku jest to jeden z ważniejszych tego typu dni, jeżeli chodzi o nasz światek piwny.

 


Nawet nie zdajecie sobie sprawy ile ze mną przewędrowały te dwa bączki z Browaru Trzech Kumpli. Kupiłem je bodajże zaraz po premierze, leżakowały sobie jeszcze w piwnicy na starym mieszkaniu. Nawet chyba wziąłem je do plecaka dwa razy, ale nie było warunków na degustację z tego co pamiętam. Dlatego dzisiaj wypijemy sobie je w bardzo luźnych warunkach, składając model Gundam oczywiście.

 


Znalazłem sobie nowe hobby... składanie modelów Gundam (tzw. Gunpla). Od dawna o tym myślałem, bo pasuje to idealnie do mojego zbieractwa (np. figurek POP). Poziom skomplikowania poszczególnych modeli może doprowadzić do bólu głowy, ale ja tam lubię takie rzeczy (składanie, a nie ból głowy...). 


Do zakupu pierwszego przekonał mnie Michał swoim postem (ooo tutaj). Dzisiaj zacząłem składać już swój drugi, większy, klasy MG (więcej szczegółów, części, w skali 1:100). Piwo do tego jest jak najbardziej wskazane. Szczególnie, że w jeden dzień nie da się tego zrobić (kręgosłup już nie ten co kiedyś). Akurat walała mi się w piwnicy butelka z browaru, o którego istnieniu nie miałem zielonego pojęcia. Czy Karczewski zaskoczy mnie tak samo pozytywnie, jak model F91 Gundam ver 2.0?



Etykieta przypomina mi trochę te z dawnych browarów regionalnych, nie wiem tylko dokładnie dlaczego. Nie wyróżnia się niczym i jest wręcz nijaka. Piwo pochodzi z serii "Łączymy pasje", o której więcej tutaj. Kolor ma raczej czarny, ale można wymusić na nim rubinowe refleksy o dziwo. Piany... nie ma, mimo dość burzliwego nalewania. Nie wróży to dobrze...



Pachnie to trochę, jak taki pierwszy stoucik. Wiecie na pewno o co mi chodzi... któż nie pamięta swojego pierwszego, zapewne regionalnego stouta w życiu? Taka paloność słodowa, kawa zbożowa i delikatne warzywa gotowane. Te ostatnie w ogóle mi nie przeszkadzają, głównie przez sentyment do "tego pierwszego razu" z craftem ciemnym.


W ustach niemiłe zaskoczenie. Gładkość (płatki owsiane się postarały) opisana na etykiecie traci na wartości przez praktycznie zerowe wysycenie. Szkoda, bo ciałka jest trochę, a tak to Pisarz momentami zdaje się być zwyczajnie w świecie wodnisty. W smaku nadrabia palonością i przyjemnie gorzką kawą. Gdzieś w tle pojawia się też ohydna słodycz... taka najprostsza, karmelowa. Za cholerę nie pasuje do profilu piwa. Nic poza tym nie ma. Nawet goryczka jest marginalna, a finisz to głównie kawowa cierpkość. Dobra podstawa do kawowego stouta. Niestety przez niedociągnięcia przypomina mi o drugiej, częstej przypadłości regionalnych browarów: nijakości i warzeniu na odpie... no.


----------


Styl: Oatmeal Stout

Alk: 6,2% Obj.

Ekstrakt: 15% Wag.

IBU: b/d

Skład: słód (pilzeński, monachijski, karmelowy 600 EBC, czekoladowy 1200 EBC), płatki owsiane, jęczmień palony, chmiel (Magnum, Styrian Goldings), drożdże US-05.

Do spożycia: 13.05.2021


www.browarkarczewski.pl



 


Jak to jest, że od paru lat, rok w rok mam jakieś przeboje w okresie świątecznym? Ostatnio latałem za dentystą jak szalony. Teraz... jakieś kwarantanny wymyślili. Najgorsze jest to, że mnie zrzucili z podium rywalizacji rowerowej (na ilość KM) w pracy przez to. Jak żyć?


No jak to jak? Usuwając backlog wpisów na blogu. Heroda z Artezana piłem jakoś na początku grudnia chyba, bo pierniki robiliśmy wtedy. Darowana jest to wersja, bo browar zrobił (bodajże jako pierwszy) paczki świąteczne dla blogerów. Do wersji sprzed 3 lat miałem wąty z tego co pamiętam, jak będzie tym razem?




Etykieta nie zmienia się od lat. Pasuje do nazwy i co roku przypomina mi traumę z dzieciństwa, kiedy musiałem (1 klasa podstawówki jakoś) grać Heroda w szkolnym przedstawieniu. Pamiętam, że chciałem czołgami iść na Jezusa... Piwo czarne, nieprzejrzyste i bez najmniejszych refleksów. Piana zbita, puszysta, długo utrzymująca się.


Przy pierwszym niuchu wchodzi, i to w podbitych butach, kakaowiec. Gorzki, sypki i bez litości. Tak, jakby moje zmysły odzwyczaiły się od tego przez te wszystkie pastry-srejstri. Dopełnieniem jest przyjemna paloność i odrobina mlecznej czekolady gdzieś w tle. Zapowiada się taka trochę grudniowa klasyka trzeba przyznać.


No i o takiego piernika, tfu, stouta świątecznego nic nie robiłem! Treściwe, na swój sposób lepkie i nisko wysycone. Napisałem "na swój sposób", bo znowu ma człowiek odczucie sypkiego, gorzkiego kakao już od pierwszego łyku. Oj to nie będą (były już w sumie) słodkie święta. Zaraz po kakao prażone orzechy (tutaj zapewne migdały) i przyjemnie dopełniające palone słody. Że niby w pełni palony stout w 2020 roku, i to jeszcze na święta?! No chyba, bo to jeszcze nie koniec. Po lekkim ogrzaniu dochodzą nuty czekolady deserowej i odrobina kawy zbożowej. Goryczka średnia do niskiej. Coś tam ugrywa, ale nie za dużo, bo po co. Profil ma oczywiście palony. Na finiszu uwydatnia się kawa, lekko kwaskowata, ale i tak górą jest gorzka czekolada z palonością słodową. Czy jest to świąteczny stout? Dla mnie tak, bo jest to po prostu wyśmienite, gorzkie i palone piwo, które nie potrzebuje dodatków w stylu marcepanu lub przypraw korzennych. Pasuje idealnie pod chłodne wieczory, jak i do ciężkich, polskich dań świątecznych. No i ten wyśmienicie ukryty alkohol!


----------


Styl: Christmas Imperial Stout with Cocoa and Almonds

Alk: 11% Obj.

Ekstrakt: 26% Wag.

IBU: b/d

Skład: b/d

Do spożycia: 30.06.2021


www.artezan.pl



Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com