Śledź mnie na:

Spotkaliście się kiedyś z takim czymś jak "piwo stołowe"? Ja osobiście sobie nie przypominam. Dlatego zdziwiłem się gdy w sklepie zobaczyłem takowe od Pinty. "Co oni znowu wymyślili?" pomyślałem. Z początku wydawało mi się, że chcieli tak po prostu ukryć zwykłego lagera mocno chmielonego amerykańcami. Ale nie.

Piwo stołowe to nic innego jak lekkie pale ale, z dość niską jak na nasze standardy ilością alkoholu. Podobno korzenie belgijskie ma ten styl, ale jak to zazwyczaj bywa USA musiało wprowadzić swoje zmiany. Tak np. wzrosła zawartość alkoholu (jeżeli wierzyć internetom oryginalnie było to 1,5-3%) i w takim mocno chmielonym przekraczać ona może nawet 4%. Cały plan z wypiciem paru przy obiedzie szlag trafia wtedy. Na szczęście pintowa wersja nie jest aż tak przesadzona.



Oho, nawet mam jakieś skojarzenia z tą etykietą (jak nigdy jeżeli chodzi o zazwyczaj nudne butelki Pinty). Grafika nawiązuje trochę do logo Pepsi, tylko że w tym przypadku mamy topiącą się w piwie szyszkę chmieli. Na pewno lepiej to wygląda niż 80% etykiet z tego browaru. Piwo też niczego sobie. Ma złocisty kolor, lekko zamglone. Średniopęcherzykowa piana, z początku wysoka, szybko redukuje się do sporego kożucha i "takiej sobie" koronki na szkle. 


Ładny zapaszek ma to piwo. Taki rześki i bez niepotrzebnych zachwytów nad jego złożonością. Jest słodowo z dodatkiem nowofalowych chmieli. Wyraźnych, ale nie dominujących warto zaznaczyć. Bardziej nieokreślony miks cytrusowy, trawa i bardzo delikatna słodycz tropików mi osobiście kojarząca się z mango (to chyba Mosaic wymrażany tak się przebił). No ładnie ładnie.

No to już wiem jaki zamiar miała Pinta nazywając to piwo stołowym. Ze spokojem mogłoby zastąpić lagery, pilsy i inne często spotykane na grillach trunki. Fajne ciałko. Wydaje się być lekkie i orzeźwiające, ale nie powiedziałbym, że ma tylko 9° Plato. Bardziej jakieś 11-12. Średnie wysycenie, w niczym nie przeszkadzające. Na pierwszym planie cytrusy z wyróżniającą się cytryną i takim lekkim posmakiem ropy. Do tego fajna podstawa słodowa i to w dodatku nie za słodka. Ogólnie piwo wydaje się być bardziej po tej wytrawnej stronie mocy. Chmielowa goryczka średnia, zaznacza swoją obecność, ale jakoś nie chce zostać na dłużej. Ma bardzo, ale to bardzo słaby grapefruitowy profil. Finisz to połączenie ziemistości, cytrusów i żywicy. Aż się sam zdziwiłem jak bardzo się zmieniło pod koniec. Niby takie nic, lekkie piwo stołowe znaczy się, a tyle różnych doznań smakowych daje. Bardzo fajne, w końcu Pincie coś wyszło na 100%.

----------

Styl: Hoppy Table Beer
Alk: 4% Obj.
Ekstrakt: 9°
IBU: b/d
Skład: słód (pale ale, Carapils, Caraamber), chmiel (Columbus, Cascade, Ekuanot, Citra, Mosaic, CryoHops Mosaic), drożdże Safale US-05.
Do spożycia: 27.04.2018


Tak mnie ostatnio Browar Gościszewo zachwycił swoim wędzonym porterem, że aż musiałem spróbować ich nowości. W moje ręce wpadła niepozorna i niskoalkoholowa letnia APA. Szanuję, piwa z tak małą zawartością alkoholu powinny górować nad innymi w okresie wakacyjnym. A jak browar uwarzy je poprawnie i bez często zdarzającej się wodnistości to już niebo na ziemi jak to mówią.

Większość hejterów picia piwa podczas jazdy rowerowej nie ma wtedy argumentu do puszczania piany z ust. Od takiego 3% piwa nawet chuderlak nie ma prawa mieć nic w organizmie przy takim wysiłku fizycznym. Dlatego zabrałem naszego Hipiska nad jezioro, co by go na spokojnie na pomoście skosztować wieczorową porą.



Etykiety z Gościszewa zawsze mi się podobały. Browar trzyma się jednego pomysłu graficznego i to się chwali. Tak samo wykonanie, bo całość naprawdę ładnie się prezentuje na butelce. Kapsel firmowy, jubileuszowy na 25 lecie browaru. Piwo zadziwiająco ciemne, miedziane. Spodziewałem się czegoś w kolorze jasnego złota a nawet słomki. Delikatnie zmętnione. Piana bardzo niska, ale w większości drobnopęcherzykowa. Coś tam się nawet próbuje łapać ścianek szkła.


W aromacie przyjemnie i rześko. Hameryka na pierwszym planie pod postacią lekkiego miksu cytrusów i tropików. Liczi, cytryna, mandarynka, głównie te owoce przychodzą mi do głowy. Gdzieś w oddali pojawia się też zmora wszelakich pale aleów polskich czyli karmel, ale w ilościach za niskich aby się nim przejmować.

W smaku jest tak jak się tego człowiek spodziewał czyli lekko, rześko i orzeźwiająco. Wysycenie średnie, jak dla mnie na propsie (dobrze wiecie, że nie lubię mocno nagazowanych piw). Chmiele rządzą od samego początku pod postacią cytrusów (tutaj głównie grapefruit) przyprawionych delikatnie ziemistością. No i to zdziwienie, bo w całym tym chmielowym szaleństwie pszenica okazała się być dość wyraźnie zaznaczona. Goryczka wyraźna i chyba trochę za mocna jak na tak lekkie piwo. Czyste albedo z grapefruita, które niestety nieco się psuje pod koniec i pestkowo zalega niepotrzebnie. Finisz bez zmian, no może z lekko dominującą pszenicą i kwaskiem od niej. Karmel na szczęście nie przedostał się do smaku. Mi tych pestek pod koniec całkiem udane i co najważniejsze smaczne piwo.

----------

Styl: Summer American Pale Ale
Alk: 3,1% Obj.
Ekstrakt:
IBU: b/d
Skład: słód (pale ale, wiedeński, carapils, pszeniczny, zakwaszający), chmiel (Cascade, Citra, Centennial, Simcoe, Amarillo), drożdże Safale US-05.
Do spożycia: 19.01.2018



Było gorąco, wiatru prawie wcale. Przy takiej pogodzie ludzie zazwyczaj chowają się w domach albo kąpią się nad jeziorem. Co robię ja? Wsiadam na rower i męczę organizm mimo lekko zawyżonego rytmu serca.

Taa... Pisałem Wam ostatnio, że seria szortów będzie mi służyć jako zastępstwo Brodacza Miesięcznego. Ot szybkie posty opisujące ciepłe jeszcze tematy piwne, ale też te nie związane z naszym ulubionym trunkiem w ogóle. Dziś właśnie coś w tym drugim guście i z dodatkową nutką pękających żyłek i esencją shitstormu.

Większość z nas ma w swojej kolekcji piwa, które zwyczajnie w świecie boi się otworzyć. Zazwyczaj są to leżakowane portery, barleywiny czy też inne wysokoprocentowe trunki. W mojej piwnicy niedoszły złodziej znajdzie paroletniego Ciechana Świątecznego, Komesa z dobrej warki, a nawet Argusa w puszce... Nie znajdziecie tam już jednak wędzonego portera z Gościszewa, uwarzonego na 24 urodziny browaru.

Byłem ostatnio u chrześniaka (nawet roku jeszcze nie ma) i stwierdziłem, że będzie to idealne piwo do wypicia za zdrowie młodego. Okazja do odkorkowania takiego specjału nie może bowiem być byle jaka. W końcu taka nasza dola jako dorosłych, aby opijać zdrowie młodzieży w celach stricte opiekuńczych oczywiście. Każdemu z nas leży na sercu przyszłość naszych małych pociech. Inna sprawa, że porter wędzony idealnie pasuje do domowych burgerów z szarpaną świnią.



Butelka prezentuje się wyśmienicie. Etykieta namalowana na szkle, minimalistyczna i bez zbędnych pierdół. Złota farba wydaje się dodawać prestiżu. Kapsel zastąpił korek zabezpieczony koszykiem, który oczywiście musiał się ułamać nie tak jak trzeba. Po nalaniu piwo zaskoczyło mnie niezmiernie. Było nieprzejrzyście czarne, a beżowa piana wysoka na dwa palce. Trochę się zredukowała po czasie (powiedzmy o połowę), ale to i tak dobry wynik według mnie.


Oprócz zaskoczenia wizualnego pojawiło się też to zapachowe. Aromat buchał ze szkła jak szalony, a przecież leżakowane piwa zazwyczaj tracą na tym polu. W tym przypadku mamy jednak wyraźne owoce: śliwka, czereśnia, rodzynki i może trochę porzeczek. Do tego lekko gorzkawa czekolada, słodsze pralinki i specyficzna wędzonka. Miks dymu i długo wędzonych śliwek. Kwestią gustu pozostaje to czy pasuje Wam to, że chowa się ona tak bardziej z tyłu. Po 5 minutach cały pokój pachniał porterem dlatego wyszliśmy na balkon, bo nie chcieliśmy dostać w łeb od płci przeciwnej.

Odczucie w ustach to już kompletnie inny poziom doznań. Jak to piwo się pięknie ułożyło... Jezus. Gęste i pozwolicie, że wtrącę zagraniczny język smooth as fuck. Wysycenie średnie, choć wolałbym odrobinę niższe. Smakowo powtórka z aromatu, ale o zwiększonej sile. Czekolada zyskała trochę słodyczy i robi za idealne tło dla owoców. Tutaj głównie wędzona śliwka z czereśnią. Bardzo daleko w tle lekka paloność. Goryczka na średnim poziomie, ale dla niektórych może być za wysoka jak na ten styl. Mi odpowiadała, szczególnie dzięki jej chmielowo-palonemu profilowi. Na finiszu znowu śliwka (już o wiele mniej wędzona) i czekolada. Pozytywnie zaskakuje też pojawienie się delikatnej kawy. Alkohol ukryty idealnie, czyli zdradziecko. Dzięki takim piwom możemy mówić, że jesteśmy potęgą porterów na świecie. To jak smaki ze sobą grają jest wręcz fenomenalne, w końcu to nie jest jakaś tam chaotyczna ipa-sripa. Warto było czekać tyle czasu, cieszę się, że nie otworzyłem świeżynki.

----------

Styl: Smoked Baltic Porter
Alk: 9,6% Wag.
Ekstrakt: 24°
IBU: b/d
Skład: słód wędzony (bukowym i czereśniowym drewnem), chmiel, drożdże.
Do spożycia: 30.09.2016


Siedząc sobie ostatnio na pomoście przy zakomarzonym lesie wzięło mnie na rozmyślanie nad stanem polskiego craftu. Otóż nurtowała mnie pewna przypadłość polskich rzemieślników... Tak samo, jak typowego pilsa można szukać ze świecą tak naszego rodzimego stylu grodziskiego też za dużo nie ma na rynku. Owszem, wariacji na jego temat jest trochę, ale takiego "czystego rasowo"? No nie bardzo.

Pinta coś tam próbuje warząc kolejne wersje swojego grodzisza. No i jest też oryginał z Grodziska Wielkopolskiego. A tak to pustynia panie... chyba, że mnie te wypusty omijają. Jeżeli dobrze pamiętam na początku był boom na wskrzeszenie stylu, ale potem zaczęły się eksperymenty, bo według mnie jest to zwyczajnie w świecie łatwiejsze. Dlatego do dzisiejszego piwa podchodzę z dystansem. Z jednej strony podoba mi się pomysł na dodanie pieprzu, ale z drugiej tęsknię trochę za pierwowzorem.


Etykieta jak zwykle naklejona niechlujnie i krzywo. Nazwa rekompensuje te jakże karygodne zaniedbanie, aczkolwiek sama grafika średnio mi się z nią kojarzy. Kolor tła nawiązuje do pieprzu ze składu. Piwo też jakoś nieszczególnie zachwyca wyglądem. Kolor brudnego złota na moje oko i jakoś tak za bardzo zmętnione się też wydaje. Piana niska i w dodatku szybko się ulatnia.


W aromacie wyraźnie dominuje wędzonka. Dębowa, mam mocne skojarzenia z ogniskiem. Gdzieś w tle pojawiają się cytrusowe nuty, ale nie wiem czy ktoś by je odnalazł nie wiedząc czego dokładnie ma szukać. Mi udało się to tylko dlatego, bo znalazłem chmiel Centennial w składzie. Pieprzu jako takiego nie wyczułem, a muszę przyznać, że zapachy są naprawdę intensywne i to przez dłuższy czas. Ciężko byłoby go ominąć.

Po pierwszym łyku zdziwienie. Nie wiedzieć czemu, ale nie spodziewałem się super wyraźnego piwa... a tutaj wielka niespodzianka. Wędzonka na pierwszym planie nie daje o sobie zapomnieć. Wyraźne drewno, dym z ogniska. Amatorom może wymusić grymas na twarzy. Do tego lekko kwaskowata pszenica. Goryczka, o dziwo, wyczuwalna (to dużo jak na ten styl). Chmielowa, lekko cytrusowa czyli akcenty chmielowe weszły też do smaku. Finisz delikatniejszy, minimalne wędzone słody i nic więcej. Pieprzu przez większość picia brak. Pojawił się dopiero na sam koniec pod postacią przyprawowej ziołowości, gdy trunek był już mocno ogrzany. Co do odczucia w ustach to ciało się jak najbardziej zgadza. Piwo jest lekkie i przyjemne. Problem w tym, że wysycenie jest za niskie jak na grodzisza i trochę to wszystko pod koniec wodą trąci. Nie mogę napisać, ze Golemowi ten stwór nie wyszedł, bo w końcu wypiłem całe i bez większych narzekań, ale coś w nim jednak nie pykło tak jak trzeba. 

----------

Styl: American Grodziskie
Alk: 2,7%
Ekstrakt:
IBU: b/d
Skład: słód pszeniczny dymiony dębem, chmiel (Centennial, Magnum), różowy pieprz, drożdze Fermentum Mobile FM 51 Grodzie Dębowe.
Do spożycia: 12.2017


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com