Śledź mnie na:


Tęsknie powoli za czasami, gdy największym problemem craftu było wypuszczanie nowych porterów/stoutów na lato. Nie to co teraz... człowiek musi uważać żeby nie dać się wrobić w jakieś mleczne IPA czy inne przesłodzone pastry. A potem tylko te problemy gastryczne, bo już tolerancja laktozy nie ta w tym wieku.

Jak żyć? Można zapytać klasycznie. Ano tak, żeby mieć jakieś przyjemne sztosiki grube w piwnicy. Cyk fuch i już mamy przyjemny rozgrzewacz na wieczór, który jakoś dziwacznie chłodny się zrobił w czerwcu.



Etykieta kolorowa, ale też wektorowa na swój sposób. Fajnie dobrany gradient i mała butelka dobrze prezentują się na półce. Piwo wygląda jeszcze lepiej. Czarne, jak smoła i wizualnie gęste. Ciemna, beżowa piana dziurawa, ale o dziwo trzyma się dość długo.



Intensywny aromat nie daje mi spokoju. Dawno już takiego nie wąchałem, utrzymuje się cholernie długo w szkle. Nawet jak pozostały może ze dwa łyki tylko. Palone słody, multum ciemnych, suszonych owoców i kawy zbożowej. No i ta czekolada, o mój Boże. Aż się boję, że przedawkuję i wciągnę to piwo nosem w całości.


Szybki łyk na rozpoznanie i znowu pełen zachwyt. Czuć ten jakże prawilny ekstrakt. Piwo jest oleiste, oblepiające, ale też puszyste. Na moje to zasługa słodu żytniego. Ale bym sobie teraz wypił takie grube żytnie, jak za dobrych czasów żytnich wypustów Pinty. Wracając do Wonderland, wysycenie niskie, czyli nie psuje odbioru tego grubaska. Na pierwszym planie czekolada, gęsta i nie biorąca jeńców. Taka pół na pół słodka z dodatkiem kawy zbożowej i nutą opiekanych słodów. W tle owoce, suszone, ale bez skojarzeń z kompotem świątecznym. Tu bardziej wisienka z wysokiej jakości czekolad alkoholowych. Sama wędzoność robi za uzupełnienie, ale takie dość wyraźne. Pięknie to jest wszystko ze sobą połączone. Goryczka niska, ot takie małe ukłucie. Większej nie potrzeba, uwierzcie mi. Na finiszu kakao, więcej wytrawności i nuta przyjemnego alkoholu. Ten ostatni tak w ogóle bardzo dobrze ukryty po całości. Rozgrzewa od środka, a nie w smaku. Zakochałem się w tym piwie. Cholera wie jednak czy tak się ułożyło, bo trochę u mnie już przeleżało. Nieważne. Pyszne jest.


----------


Styl: Smoked Imperial Baltic Porter

Alk: 10.8%

Ekstrakt: 30%

IBU: 4/10

Skład: słód (pilzneński, wiedeński, monachijski jasny i ciemny, karmelowy, czekoladowy, żytni), chmiel, drożdże.

Data rozlewu: 03.01.2022


Facebook Browaru

 


Zaskakujące jest to jak jeden browar potrafi mieć swojego rodzaju karuzele wzlotów i upadków. Patrząc na moje doświadczenia z Browarem Fortuna to historia zaczęła się bardzo przyjemnie. Jak się pewnie domyślacie były to Komesy, pite na WFDP jeszcze na zamku. Potem był okres dziwacznych wpadek jakościowych. Na końcu... Marcin wylądował w browarze i wszystko znowu było cacy.


Fortuna ma swój podział na piwa. Hmm, nazwijmy to z niskiej, średniej i wysokiej półki, żeby nikogo nie obrazić. Trzyma się tego i dodatkowo pozwala Marcinowi na pewnego rodzaju wariacje (wiecie, te wszystkie beczki, wymrażanki itp.). Inna sprawa, że sponsoruje wyścigi rowerowe w moim regionie, co skutkuje darmowymi bezalko po wyścigu. Ostatnią akcją promocyjną była kooperacja ze skarbem narodowym, jakim jest Pan Makłowicz. Dzisiaj spróbujemy dodatkowo jeszcze świeższej nowości, czyli ich podejścia do witbiera. W końcu lato nadchodzi wielkimi krokami. Samej nazwy pozwolę sobie nie skomentować, he he.



Białe



Pachnie to świeżutką pomarańczą, aż miło. W tle pszenica i kolendra. Zapowiada się mocne orzeźwienie, co nie wszystkim się udaje osiągnąć aromatem. Coś mi to przypomina z dawnych czasów raczkującego jeszcze craftu polskiego... no nie przypomnę sobie no.


Oh taaak. Przy okazji koszenia trawy (i nadciągającymi chmurami z deszczem) wchodzi jak złoto. Lekkie, przyjemne, orzeźwiające. Wysycone dość mocno, ale jeszcze bez przesadyzmów. Podstawą pszenica oczywiście, ale krok za nią mocne uderzenie cytrusów, w tym przypadku zestu pomarańczy. Kolendra taka jaką lubię, czyli gdzieś w tle aczkolwiek wyraźna na swój sposób. Ile to już mieliśmy w naszym światku piwnym pszenic dosłownie zasypanych tą przyprawą... Goryczka znikoma, ot takie uszczypnięcie lekkie. Finisz wytrawniejszy. Znika słodowa słodycz, a więcej jest cytrusa. Przyjemnie to wszystko się zgrało ze sobą. Oj będziem to pić litrami na lato.


----------


Styl: Pszeniczne z Cytrusową Nutą (no raczej witbier czy coś)

Alk: 4,5%

Ekstrakt: 11,5%

IBU: 2/10

Skład: słód (pilzneński, pszenica), chmiel odmian goryczkowych, skórka pomarańczy, kolendra, drożdże.

Do spożycia: 13.05.2023



Arcy IPA



Wiecie czym to pachnie? Pszenicą mandarynkową. Nie wiem gdzie ludziska wyczuwali w tym jakieś inne cytrusy. Coś jak wheat IPA na bazie samych mandarynek. Najwidoczniej chmiele poszły w aromacie na zaplecze. No chyba, że te eksperymentalne odmiany od Polish Hops wniosły jeszcze więcej mandarynki.


Szybkie dwa łyki i już wiem, że pierdolamento internetowe o wodnistości są wyssane (dosłownie) z palca. Jak dla mnie idealna dwunastka z dużym potencjałem orzeźwiającym. Wysycenie trochę za mocno szczypie, mogłoby być ciut niższe. Smakowo... niebywałe zdziwienie mnie dopadło, bo spodziewałem się głównie słodyczy. Dostałem pszeniczną podbudowę okraszoną starkowanym, cytrusowym albedo i polaną mandarynkowym sokiem. W tle da się wyczuć inne owoce, najbardziej pomelo i pomarańczę. No jest to IPA, co do tego nie mam wątpliwości. Szczególnie, że grapefruitowa goryczka jest bardzo ładnie zaznaczona. Finisz delikatnie ziołowy. Całość znowu wchodzi jak złoto i do tłustej kiełby z grilla będzie idealną kontrą. Po jakimkolwiek wysiłku też wejdzie idealnie, i to ze smakiem!


----------


Styl: Session IPA

Alk: 4.2%

Ekstrakt: 12.2%

IBU: 5/10

Skład: słód (pilzneński, pszenica), płatki owsiane, chmiel (Hallertau Blanc, Elixir, Mandarina Bavaria), sok z mandarynek z Dalmacji, drożdże.

Do spożycia: 26.03.2023

www.browarfortuna.pl


Wiosna ma to do siebie, że człowieka chwyta ochota na praktycznie każde piwo. Raz na coś grubego, bo akurat się chłodno zrobiło wieczorem, a raz na jakieś sour pastry... no dobra, przesadziłem. Zwykłe sour wystarczy.

Dziś, przy okazji malowania stołu na ogrodzie naszło mnie na coś ciemnego i wędzonego. Pierwsze co, to pomyślałem o wędzonym koźlaku, a potem o jakimkolwiek koźlaczku... Z braku laku musiałem chwycić za wędzonkę z Widawy, bo tylko taką miałem w piwnicy.


Widawa, jak to Widawa, nie lubi zmian i nakleja te swoje proste, okrągłe etykiety. Ma to pewien urok, ale nie gdy ktoś dorzuca na grafikę pełno medali z KPR itp... No nic, przynajmniej ładnie wygląda samo piwo. Czarne, nieprzejrzyste. Wysoka piana, raczej drobnopęcherzykowa. Trzyma się nad wyraz długo muszę też przyznać.


Dawno nie wąchałem w spokoju wędzonego piwa. Może dlatego zdaje mi się, że z tego pokala aż bucha intensywnością. Na pierwszym planie czekolada, praliny i wiśnia. Jak te czekoladki z alkoholem, których ja zazwyczaj nie tykam (w piwie to co innego). Potem wyraźnie komplementująca całość wędzoność. Skojarzeń z wędzoną śliwką nie ma, po części to i nawet dobrze.

Co jak co, ale to jest według mnie idealne 24 Plato. Ciałko w punkt, ani za dużo, ani za mało. Na pewno nie jest oleiste, jak to widziałem w komentach na Untappd. Wysycenie niskie, czyli też w pytkę. Smakowo groźniej niż w aromacie. Tak jakoś bardziej stanowczo bym rzekł nawet. Czekolada (bardziej gorzkawa) na pierwszym planie i do tego przypieczona skórka od chleba. W tle trochę chleba razowego nawet. Owoce mocno ukryte, jak się człowiek skupi to moooże wyczuje śliwkę. Trochę szkoda, że tak mało jej. Wędzonka jest tematem spornym, bo mało jej w ustach i jest tego gorszego (według mnie) pokroju, czyli zwykłego dymu z ogniska. Nie wiem gdzie ludzie wyczuwali w tym piwie szynkę. Goryczka dobrze zaznaczona, krótka, palona. Na finiszu dochodzi kawa zbożowa z delikatnym zaleganiem. Cały czas miota się też delikatny alkohol. Dobrze, że nie ma go dużo, bo taki mało przyjemny jest. Podsumowując... mimo braków podszedł mi ten porter dzisiaj znakomicie. Tak to właśnie jest. Przez to właśnie nie powinniście słuchać tylko jednej opinii o piwach.

----------

Styl: Smoked Baltic Porter
Alk: 9,5%
Ekstrakt: 24°
IBU: b/d
Skład: słód jęczmienny, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 25.05.2025


Złowieszczy niemiecki okupant znowu w natarciu! Pinta poszerza swoją kolekcję lidlowych klasyków o kolejne dwa. Dzisiaj sprawdzimy sobie bittera, który chodził mi po głowie od dłuższego czasu już. To chyba przez to, że zaczynam robić się stary jak Tomek i mi tylko "nudnych" klasyków się chce ostatnio...

Oczywiście można dołączyć do wielkiej debaty (a bardziej gównoburzy) o to, czy browary powinny w ogóle się wciskać do dyskontów, ale moje zdanie znacie: kiedyś byłem zagorzałym obrońcą sklepów specjalistycznych. Teraz... po wielu wpadkach z ich strony mam już tego serdecznie dość. Przecież nie wrzuca do Lidla Buby Double Extreme czy czegoś podobnego.


Proste etykiety najwidoczniej najlepiej przyciągają ludzi do półek w dużych sklepach. Nic specjalnego na niej nie ma, a samo piwo znika zadziwiająco szybko (patrząc na inne browary craftowe w tym sklepie). Zwykły Kowalski widząc maziaje albo inne "dzieła sztuki" myśli zapewne, że to jakiś soczek. Piwo zamglone, ciemny bursztyn. Piania niska, szybko zanika.



Powiem Wam, że z zapachu to to jest podobne zupełnie do nikogo. Jakaś tam lekka słodowość się unosi, ale nic poza tym. Dziwne nie? Z początku tak... Dajcie się mu ogrzać trochę. U mnie dopiero w połowie szklanki wyszły nuty tytoniowe i kwiatowe. 


Po pierwszym łyku wiedziałem, że to piwo siądzie mi tak, jak testy z anglika w szkole (powiedzmy, że byłem dobry). Na pewno macie jakiś konkretny styl, który Wam się akurat kojarzy z grillem w ciepły, letni wieczór. U mnie jest to bitter, bo jest to wręcz idealne piwo na takie posiadówy. Ciałko idealnie pasuje do karkówki, wręcz ją komplementuje. Wysycenie średnie, też w punkt według mnie. Jest wyraźna podstawa słodowa w postaci tostów z lekkim karmelem. Na niej szczodrze posypane chmielem: jest tytoń i dawno nie pita przeze mnie ziemistość. Ahh, jak to pięknie wchodzi mówię Wam. Mocno w tle nawet się morela pojawia. Goryczka średnia, ale wystarczająca (chociaż nie pogardziłbym ciut wyższą). Do finiszu mogę się jedynie przyczepić, bo jest dość pusty. Chociaż w sumie... wystarczy żeby był wytrawny, a taki właśnie jest: tytoniowo-pokrzywowy. Piłem wiele przedstawicieli tego stylu i większość (z polskiego craftu) była zwyczajnie w świecie za słodka, tutaj tak nie jest na szczęście. Wiosna, gdzieś ty jest?! Głupio byłoby, gdybym musiał siedzieć w zimowych ubraniach na działce przy grillu z bitterem w ręce


----------


Styl: Extra Special Bitter

Alk: 5,6%

Ekstrakt: 14 BLG

IBU: b/d

Skład: słód (pilzneński, monachijski, Maris Otter, Red Crystal, Pale Chocolate), płatki pszeniczne, cukier, chmiel (Flex, East Kent Goldings, Lubelski), drożdże SafAle S-04.

Do spożycia: 22.11.2022


www.browarpinta.pl


Lenistwo niektórych może przynieść pozytywną niespodziankę innym w przyszłości. Tak było z kartonami urodzinowymi Widawy w pobliskim Lidlu. Na premierze nie było ani jednej sztuki, ale w zeszłym tygodniu okazało się dlaczego...

Komuś zwyczajnie w świecie nie chciało się ich wystawiać i zostały zapomniane. Ktoś się jednak zlitował i je wystawił. Napiszę krótko: były w bardzo opłakanym stanie. Na szczęście szkło się nie pobiło. Kupiłem sobie jeden zestaw, ale uśmiechnąłem się jak zobaczyłem pewnego pana, który w piątek (przy okazji promocji 4+4) zabrał resztę.
 


Etykieta prosta, ale wystarczająco wyraźna w odbiorze. DZIE WIĄ TE urodziny, czego nie rozumiesz? Piwo czarne, nieprzejrzyste. Piana wysoka, ładnie zbita i dość długo utrzymująca się. Warto też wspomnieć o pięknym, dedykowanym pokalu.



Od czego by tu zacząć... na pewno od rumu i wanilii, bo zdają się być głównymi bohaterami jeżeli chodzi o aromat. Dalej czerwone owoce, których brakowało mi trochę w ostatnich polskich porterach i takie lekko tytoniowe nuty (za cholerę nie wiem skąd). Z owoców to głównie wiśnie.


I już mi się jedna rzecz nie podoba. W pewnym sensie poczułem się oszukany nawet. W internetach wypisywali jakie to nie jest gęste i w ogóle. Dupa tam, normalna konsystencja porterowa. Na pewno beczka dodała swoje, ale potrzebujecie Jezusa jeżeli myślicie, że to jest jakieś super grubaśne. Nie żeby ciałko było złe, co to to nie. Wysycenie średnie, mogłoby być ciut niższe. Smakowo na pierwszym planie... trudno stwierdzić w sumie. Dużo wiśni, czekolady (takie praliny nawet) i dość znaczna ilość wanilii. Potem drewno i przyjemny, rozgrzewający alkohol. Przy nim robi się dziwnie, bo z początku myślę sobie: "no ta, słodki bourbon z nutą rumu", ale po chwili zacząłem wyczuwać też jakieś niuanse winne. Goryczka znikoma, nikomu ona tu nie jest potrzebna. Finisz kwaskowaty lekko. Owocowy ze sporą ilością wanilii. Pięknie zgrane jest to piwo, to Wojtkowi trzeba przyznać. Patrząc na niską cenę zestawu ze szkłem zdziwieniom nie było końca. Szczególnie jeśli wersja wędzona trzyma taki sam poziom.


----------


Styl: Imperialny Porter Bałtycki Bourbon & Rum BA

Alk: 9,5%

Ekstrakt: b/d

IBU: b/d

Skład: słód jęczmienny, chmiel, drożdże.

Do spożycia: 25.05.2025


Facebook Browaru

 


Mam takiego znajomego, który co jakiś czas wyjeżdża w Bieszczady do bodajże teściowej. Nie wiem komu by się chciało taki szmat drogi jeździć do mamusi, no ale chwała mu za to. Plusem dla mnie jest to, że przywozi mi czasami świeżutkie butelki z Ursy. Wszyscy wiemy jak trudno z dostępnością u nich po pewnych... perturbacjach.


Po ostatniej wizycie przywiózł mi ich piwo ziołowe, w sumie to sour, który wyróżnia się na tle innych w Polsce dość znacznie. Nie ma w nich chmielu. W głowie mam już obrazek z reklam Carlsberga o braku zbędnej goryczki... Chciałem im jednak dać szansę. Kto jak kto, ale Ursa powinna się znać na ziołach.




Ursa trzyma się swoich etykiet... i bardzo dobrze. Mają jedne z najładniejszych w polskim crafcie. To samo czerwony kapsel, ale wolałbym, aby w końcu pozbyli się z niego napisów. Piwo ma dziwaczny kolor za to. Niby taka pomarańcza, ale już delikatnie zfermentowana (wiecie, jak się skórka ciemniejsza już zaczyna robić). Zamglone, praktycznie bez piany.



Normalnie człowiek stwierdziłby, że coś jest nie tak z tym piwem. W zapachu za dużo zielonego się dzieje po prostu. Po pierwszym niuchu czuć nawet jakby takie zielone jabłko z kwaskiem, co normalnie każdy by uznał za wadę. Gdy się jednak nos przyzwyczai czuć, że to po prostu dodane zioła. Są iglaki (jałowiec + te wszystkie korzenie ze składu pewnie), kardamon i jogurtowość od bakterii zapewne. Już dawno nie piłem Końca Świata z Pinty, ale jakoś mi się teraz przypomniało właśnie. Pomijając oczywiście momentalne skojarzenia z mydłem (nie wiem, może mój nos tak reaguje na tę mieszankę).


Co temu piwu trzeba przyznać, to bardzo przyjemną pijalność. Tak, użyłem tego słowa, co mi zrobicie? Nim się spostrzegłem nie miałem już połowy w szkle, aż czuję się bardziej fit nawet. Wysycenie średnie do wysokiego czasami. W żadnym wypadku nie jest też wodniste. Na pierwszym planie lekka słodowość i kwaskowatość jogurtowa. Podstawa sourera? No jest. Potem wchodzi tona ziół, które zadziwiająco dobrze wkomponowały się w ten kwaśny klimat. Jest jałowiec, trochę pieprznej przyprawowości i eukaliptus. Z tego ostatniego piłem kiedyś świeży "sok"... krótko mówiąc nie podszedł mi, teraz jest kompletnie inaczej. Po tym przydałaby się jakaś goryczka, ale no cóż... nie ma chmielu w tym przecie. Kwasek mógłby nadrobić, ale w tym momencie jest za słaby już na to. Finisz jogurtowo-herbaciany. Też ciekawy. Wiecie co jest jednak najbardziej zaskakujące? Piję to piwo drugi raz (teraz jest prawie 2 miesiące po terminie) i o wiele lepiej mi podeszło. Za pierwszym razem odrzucało głównie skojarzeniem z mydłem. Teraz tego nie ma, nie licząc oczywiście nut w aromacie.


----------


Styl: Sour Herbal Ale

Alk: 5,3%

Ekstrakt: 14%

IBU: b/d

Skład: słód jęczmienny, wawrzyn szlachetny – liść, krwawnik – ziele, wrotycz – ziele, zielona herbata – liść, oman – korzeń, jałowiec – owoc, kardamon – nasiona, arcydzięgiel – korzeń, lukrecja – korzeń, eukaliptus – liść, boldo – liść, drożdże, bakterie kwasu mlekowego Lactobacillus plantarum i Lactobacillus pentosus.

Do spożycia: 31.12.2021


www.ursamaior.pl


Ja to sobie lubię czasami zrobić mały zapas klasyków w piwnicy. Nie mówię tu oczywiście o młodzieżowych IPAch, których przechowywanie nie ma w ogóle sensu... Nazwijcie mnie starym, ale jak w piwnicy nie mam paru porterów gotowych do chwycenia w biegu to jakoś tak się dziwnie czuję...


Pretendentem do zajęcia miejsca na półce jest dzisiaj klasyczny bałtyk z Maryensztadt. W dodatku szeroko dostępny u niemieckiego okupanta. Czy nada się? Zobaczmy.



Etykieta z serii tych, o których zapomina się niestety po 5 minutach. Chociaż w sumie... czy jest coś więcej potrzebne przy tak klasycznym piwie? Sam trunek czarny, raczej nieprzejrzysty. Piana z początku ładna, zbita, na mniej więcej dwa palce. Niestety znika w mgnieniu oka, pozostawiając tylko pierścień.


Zapowiada się naprawdę klasycznie i oldschoolowo. Sam aromat może i nie powala intensywnością, ale czuć w nim wyraźne palone nuty, trochę gorzkiej czekolady i odrobinę skórki od chleba. Pamiętam jak kiedyś oznaczało to, że ma się w rękach zajebisty porter na grilla. 


No da się wyczuć te 22 Plato. Ni to dużo, ni to mało w dzisiejszych czasach, ale jak na klasyka wręcz idealnie rzekłbym nawet. Wysycenie średnie, może ciut za wysokie jakby się ktoś chciał uczepić specjalnie. Mi nie przeszkadza, bo smakowo piwo nadrabia z nawiązką. Czekoladowa podstawa z taką lekką nutą kawy zbożowej to idealne preludium do dobrze stonowanej, rodzynkowej słodyczy. Mocno w tle pojawia się też prażony słonecznik, który dla mnie jest taką wisienką na torcie wręcz. Goryczka średnia do niskiej, lekko palona. Finisz już bardziej wytrawny, ale też łagodniejszy od reszty. Głównie Inka się pojawia na wzór tej, którą robi sobie moja żona (w sensie bardzo delikatna), pomijając tonę mleka oczywiście. Dobry trunek, zbalansowany i dograny. Bez udziwnień. Taki trochę porter na co dzień, przypominający stare, prostsze czasy. 


----------


Styl: Porter Bałtycki

Alk: 8,7% Obj.

Ekstrakt: 22 Plato

IBU: b/d

Skład: słody jęczmienne, chmiel, drożdże.

Do spożycia: 31.10.2022


www.browarmaryensztadt.pl

 


Wiecie co mówią: poznaj swojego wroga, aby skuteczniej z nim walczyć... czy jakoś tak. Normalnie mijam słodkie do bólu gelato, ale tym razem chciałem spróbować. Wiecie, szybki hejt dobrze się sprzedaje w naszej społeczności. Trochę się też bałem o wnętrze mojej lodówki... lepiej tej puszki nie trzymać zbyt długo w zamknięciu.


Prawda jest taka, że jakiś czas temu dostałem dużą paczkę od Funky Fluid i w końcu musiało dojść do tej degustacji. Miałem też pomysł, aby zabrać puszkę na rower (i opisać przy okazji CANdencji), ale chyba by nie wytrzymała turbulencji... 




Etykiety FF nie mają zazwyczaj sensu i po tym wszyscy je poznają właśnie. Tęcza kolorów i różnorakich kształtów, ale tym razem przynajmniej jaaakoś się to kojarzy z lodami trzeba przyznać. Naprawdę spoko akcentem jest pin puszki w kolorze różowym. Piwo... w kolorze wiśni, zmętnione jak cholera i z mnogością farfocli. W końcu dodali chyba do tego owoce? Piana niska i dziurawa, ale po tych statach niczego innego się nie można było spodziewać.



Zgłupiałem na początku, miały być lody włoskie, a wyszło coś kompletnie innego. Guma mamba, malinowa. Aż mi się przypomniało jak za gówniarza brało się do ust całe opakowanie, bo przecież kto by się rozdrabniał na pojedyncze kawałki? W tle delikatne porzeczki.


No ok, nie spodziewałem się tak orzeźwiającego i "wchodzącego" piwa po tym ekstrakcie, nawet jeśli to sour (potrójny, ale zawsze). Na pewno pomaga w tym dość mocne wysycenie, ale najbardziej chyba jedna podstawowa rzecz... kwaśność. Wyobraźcie sobie, że mimo tony "cukru" to piwo jest nadal kwaśne. Guma odeszła, a jej miejsce zajął mus malinowo-porzeczkowy. Tak z tona tego musu, żeby być dokładnym. Dalej wanilia w dopełnieniu i laktoza. Goryczki raczej w tym nie ma, kwaskowatość zajęła jej rolę chyba. Na finiszu to już bardziej taki jogurcik z polewą owocową, do której dołączyła wiśnia. Specyficznie cierpki. Alkoholu nie czuć w ogóle, 10% gdzieś sobie poszło i atakuje dopiero w głowie. To piwo naprawdę robi robotę, w swoim przedziale stylowym oczywiście (nawet nie wiecie jak mnie bolą te słowa). Fanów wbije w ziemię, ale takich powiedzmy... purystów nie przekona raczej, nawet jeśli ocieka zajebistością. Bardziej utwierdzi ich w przekonaniu, że może jednak ten cały Reinheitsgebot to nie był taki głupi pomysł.


----------

Styl: Triple Gelato Sour

Alk: 10%

Ekstrakt: 30° BLG

IBU: b/d

Skład: zawiera słód (jęczmienny, pszeniczny), laktozę, płatki (owsiane, pszenne).

Do spożycia: 11.08.2022


Facebook Browaru

 


Marek z Piwoteki zabije mnie, ale postanowiłem sprawdzić pewną rzecz używając ciemnej IPA wprost z Łodzi. No, bo od samego początku chmielowego w Polsce dużo się mówi o świeżości piwa craftowego itp. Najbardziej przy IPAch właśnie, w końcu chmiel jako przyprawa traci walory z czasem.


Akurat robiłem zamówienie na ponownie otwartej stronie/sklepie Piwoteki (koźlaki same, chętkę miałem) to wrzuciłem do koszyka ich black IPA. Jakoś ostatnio nie chodzą za mną te zwykłe, "złociste" (he he). W swoją drogą dajecie warię, że ostatnim przedstawicielem stylu na blogu było Profanum z Peruna? Bosz kiedy to było...



Nowa etykieta nie wszystkim przypadła do gustu. Mi się podoba, ALE... te stare były jednak lepsze. Miały swój styl i jakoś tak bardziej przypominały mi Łódź, a już na pewno tą starą. Może browar chciał wejść w nową erę wizerunkową wraz z miastem? Piwo jest czarne z rubinowymi refleksami. Jakoś tam mętne się też wydaje, ale leżało na boku w lodówce akurat. Piana wysoka, zbita, ze średnim żywotem.



W takich chwilach zawsze tracę pewność co do swoich zmysłów... Dlaczego? Bo mam problem z wyczuciem czegokolwiek nosem w tym piwie. Są jakieś ciemne nuty (czekolada głównie) od palonych słodów bodajże i dosłownie muśnięcie żywicy, no ale wiecie... Skąpo jak na IPA. Dlatego punkt dla tych, co gardzą "starymi", mocno nachmielonymi piwami.


W ustach jest już inaczej. Gładko i przyjemnie na języku. Z przyjemnym, ale niezapychającym ciałkiem jak na podwójne IPA przystało. Wysycenie mogłoby być jednak odrobinę wyższe. Smakowo powraca palona podstawa słodowa, ale już nie jest przytłaczająca. Żywica wraz z cytrusami dają radę, aczkolwiek mam nieodparte wrażenie, że nie jest to ich pełna moc. Goryczka stanowczo za niska, to ona dostała najbardziej po dupie najwidoczniej. Finisz ciekawy za to. Gorzka czekolada z dużą ilością zestu cytrynowo-limonkowego. Ciekawi mnie, czy w świeżynce było to tak wyraźnie czuć. Alkohol daje tylko po głowie, w ustach w ogóle go nie czuć. Niemniej jednak widać po tej IPA, że lepiej jest je pić świeże (co potwierdzają oceny ludzi przy okazji premiery). Marku nie bij.


----------


Styl: Double Black IPA

Alk: 8,5% Obj.

Ekstrakt: 18% Wag.

IBU: b/d

Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), cukier, płatki ryżowe, chmiel (Citra, Cashmere, Comet, Chinook, Mosaic, Simcoe, Tomahawk, Sinamar), drożdże US-05.

Do spożycia: 10.03.2022


Facebook Browaru


Dziwna sprawa... po tej całej Rapha500 zachciało mi się znowu zabierać piwo na rower. Ba, nawet aparat rzucam na plecy wtedy. Mam taką małą torbę na plecy do tego (szkoda aparat na rower pakować), ale muszę chyba to jakoś inaczej ogarnąć.

 

Wiecie co? Miewam czasami poronione pomysły, ale takiego (przynajmniej w spektrum rowerowym) chyba jeszcze nie miałem. Szybkie wyjaśnienie: Rapha Festive 500 to wyzwanie, które ciągnie się bodajże już od 2010 roku. Chodzi o to, żeby przejechać na rowerze 500km w okresie od Wigilii do Sylwestra.


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com