Śledź mnie na:

Pamiętam otwarcie lokalu Pinty we Wrocławiu jakby to było wczoraj... No dobra, może nie pamiętam osobiście, bo mnie tam nie było, ale przeczytało się parę żali w internetach wtedy. Głównie chodziło o wystrój i miejsca siedzące. Już na wstępie Wam mogę napisać, że od jakiegoś czasu nie są one aktualne.

Wyobrażacie sobie, że nigdy (w moim ponad 30 letnim życiu) nie byłem na Śnieżce? Ba, do poprzedniego tygodnia myślałem, że to schronisko/restauracja na szczycie nadal funkcjonuje. Ot taki ze mnie miłośnik gór. O dziwo w Karpaczu bywałem wcześniej, ale jakoś nigdy nie udało mi się dojść na samą górę.

Miałem kiedyś takie postanowienie, że nie będę opisywał słabych piw. Po chyba 2 latach stwierdziłem jednak, że jest to pewnego rodzaju zakłamywanie rzeczywistości. Polski rynek craftowy nie jest doskonały, szczególnie jeśli chodzi o utrzymywanie jakości kolejnych warek. Niektórym się wydaje, że problem znikł kompletnie... oj nie, na pewno tak nie jest.

Dzisiejszy przykład trochę boli, bo lubię Browar Zakładowy. Chłopakom udawało się trzymać jakość w ryzach zazwyczaj. Niestety piwo, które zabrałem do Karpacza (i które miało mnie ratować przed zakupem eurolagerów tam) mocno mnie zawiodło. Browar uwarzył je z okazji 300 warki już jakiś czas temu. Ta konkretna butelka to już 6 warka tego piwa według etykiety. Z tego co wyczytałem w internetach ludzie zachwycali się nim. Lubię pomarańcze, też chciałem się nim zachwycić...



Zacznijmy jednak, jak zawsze, od etykiety. Te są w czołówce polskiej i nie znam osoby, która by temu zaprzeczyła. Stretch ala Van Damme na skrzynkach z piwem? I to jeszcze w koncepcji grafik sprzed okrągłego stołu? Dla mnie bomba. Kapselek firmowy też bardzo fajny i jeden z niewielu, na którym tekst mi przypadł do gustu. Piwo wyraźnie zmętnione o ciemno-pomarańczowym kolorze. Piana za to nie chciała się za cholerę utworzyć, co mnie trochę zaniepokoiło...


Aromat jest bardzo słaby. Może to i dobrze, bo niestety nie jest też jakoś szczególnie przyjemny. Na czele karmel i nuta nieprzyjemnego alkoholu. Potem jakieś owoce, które zwyczajnie w świecie nie mają siły przebić się przez mdłość karmelową. Jak się mocno wczujesz to da się odczuć pomarańcze i odrobinę skórki, ale goddamn... jak ten karmel przeszkadza.

Ciałko jest, nie ma to tamto. Jak przy takiej typowej podwójnej IPA. Niestety brakuje dość wyraźnie wysycenia. Jest cholernie niskie przez co znowu zaczynam mieć mdłe koszmary. W smaku... brak orzeźwienia cytrusowego. Coś chyba nie pykło przy tej warce (szóstej bodajże), bo wątpię, aby chłopakom z browaru chodziło o taką dominującą, karmelkową słodycz. Całe piwo smakuje jak te landrynki owocowe, którymi napychały nas nasze babcie. Daleko w tyle pojawiają się oznaki skórek owoców cytrusowych, ale bliskie one są granicy autosugestii. Goryczka nieprzyjemna, pestkowo-kredowa i zalegająca. Finisz to już jest jakieś apogeum wykrzywiania mordy. Ciągle zalegająca, nieprzyjemna gorycz i oznaki alkoholu, który momentami przypominał rozpuszczalnik.

----------

Styl: Podwójne Pomarańczowe IPA
Alk: 8,4% Obj.
Ekstrakt: 19% Wag.
IBU: 56
Skład: słód jęczmienny, płatki owsiane, pomarańcze, świeżo starte skórki owoców cytrusowych, chmiel Simcoe, drożdże US05.
Do spożycia: 08.10.2019


Dam Wam tipa wakacyjnego: jak wybieracie się gdzieś, gdzie nie jesteście pewni czy Duch Craftu już tam dotarł, to weźcie ze sobą jakieś piwka. Mnie to uratowało w Karpaczu. Oprócz golemowego Double Dybuka JD BA (którego degustacja wraz z opisem wejścia na Śnieżkę już niedługo) zabrałem jeszcze Potionka z Brokreacji i 300% Normy z Browaru Zakładowego.

Jedno z nich mi podpadło, tak mocno mocno. Musicie przeczytać tego posta do końca, aby się dowiedzieć które. Sama seria Potionów to według wielu strzał w dziesiątkę (też tak uważam). Moim najulubieńszym jest czwóreczka, czy szóstka zdetronizuje ją? Przekonajmy się.



Etykieta jak zawsze czarna jak wungiel i ze złotymi napisami. Nie do końca podchodzą mi te teksty pod nazwą, bo psują całą estetykę, ale mogę im to odpuścić po znajomości. Kapsel firmowy, fajny, ale może by tak zrobić wersję ze złotą kreską? Piwo czarne, raczej nieprzejrzyste. Niska piana dość szybko się ulotniła. Można jej to wybaczyć patrząc na nazwę stylu.


W butelce troszku się aromat nie utrzymał chyba. Z kranu to aż nos zatykało zapaszkami, a teraz mam dość duży problem z wywąchaniem czegokolwiek. Na pewno w jakimś stopniu pomaga ogrzanie piwa. Na pierwszym planie czekolada, taka delikatnie mleczna. Potem nuty kokosa i syropu klonowego. Po jakimś czasie wychodzi też delikatna wanilia, a kokos przybiera na sile.

Potiony z Brokreacji są bardzo specyficzne. Na początku się człowiekowi wydaje, że nie są jakoś szczególnie cieliste, ale po chwili uświadamia sobie, że owszem... są. Może to przez tą cholernie gładką teksturę? Jakby było coś takiego jak "studium molekularnej struktury piwa", to Potiony pewnie byłyby dawane za przykład idealnego połączenia atomów... Dobra, bo bredzę już. Wysycenie niskie, tak jak przystało na mocne stouty, barel-ejdżowane w dodatku. Smakowo mamy nieźle ułożony miks, którego podstawą jest półsłodka czekolada, taka przyjemnie gęsta. Kokos wyraźny, tak samo syrop klonowy. Żeby nie było aż za nadto ulepkowo co jakiś czas pojawia się delikatna, ale wyraźna na swój sposób paloność. Co najlepsze komplementuje ona goryczkę, która ma tak samo palony profil. Jest wyczuwalna, ale punktowa (krótka). Orzechy z początku wydawały się być bardziej w domyśle, ale na finiszu wyskoczyły jak Filip z konopi (albo jak Jurek spod lady stanowiska Brokreacji). Nawet tak lekko i przyjemnie zalegały muszę przyznać. Całość bardziej po tej słodkiej stronie (duuuh), ale z wystarczającą kontrą. Mocno deserowe, do ciumkania przy kominku (co może być w lecie dość trudne). Alkohol ukryty jak prawdziwy zabójca, rozgrzewa bez ostrzeżenia.

----------

Styl: Coconut Pecan Maple Imperial Rye Stout Norwegian Aquavit BA
Alk: 11,5%
Ekstrakt: 25° BLG
IBU: b/d
Skład: słód (pale ale, żytni, brown, chocolate, chocolate rye, caraaroma), cukier brązowy, wiórki kokosowe, orzechy pecan, syrop klonowy, chmiel Warrior, drożdże US-05.
Data produkcji: 10.05.2019


Zastanawiałem się ostatnio w sklepie co ta seria "Golem vs..." ma oznaczać, jeżeli w ogóle cokolwiek oznacza oczywiście. Jak się tak dobrze zastanowić, to pod tym względem kuleje mocno u nas informowanie klientów o takich akcjach. No bo tak: wyszukiwanie na mediach społecznościowych to droga przez mękę, a strony browarów... sami wiecie. Niektórzy mają tam aktualności z max 2016 roku. Ja wiem, że się nie chce, ale na tym budujecie drogie browary swoją markę. Nie tylko na fejsiczku.

Interesujące jest to, że jak się zeskanuje kod kreskowy to na Untappd pokazuje inne piwo Golemów, mianowicie Szemesza. Aaanyway, miałem wziąć się za któregoś mocarza (z ostatniej ankiety na FB), ale jakoś tak za gorąco jest...


Nie będę ukrywał, że kupiłem to piwo głównie przez etykietę. Rysunek idealnie wkomponował się w białe tło, na papierze przypominającym ten stary. Wygląda jakby go ktoś namalował ręcznie. Użycie jednego koloru też dobrze zagrało. Szkoda tylko, że całość tak szybko się marszczy od wilgoci. Piwo ma iście pomarańczowy kolor i jest znacząco zmętnione, jak na NEIPA przystało. Piana za to słaba, szybko się zredukowała do widocznego kożucha.


Za każdym razem, gdy widzę tak soczyście złociste piwo spodziewam się czegoś wybuchowego, głównie zapaszków. Tym razem jednak nie dostałem z buta w nos. Aromat był troszku stonowany jak na plastic-fantastik DDH. Są cytrusy (pomarańczka i odrobina grapefruita), jest też mango i dosłownie kropla żywicy. Ogólnie bardzo przyjemne połączenie muszę przyznać.

Tak zachłannie wziąłem pierwszy łyk, że się ździebko zdziwiłem jak mnie nagle treściwość uderzyła. Żebyście mnie źle nie zrozumieli tylko... to piwo nie zapycha ani nic z tych rzeczy. Po prostu przy innych sesyjnych IPkAch itp. ciałko było trochę... chudsze zazwyczaj. Wersja golemowa przypadła mi do gustu, bo piwo okazało się być nadal cholernie orzeźwiające i na swój sposób lekkie. Średnie do wysokiego nagazowanie pasuje tutaj jak ulał. Smakowo trochę bardziej po tej wytrawnej stronie na moje oko. Owszem czuć owoce (tutaj głównie morela, brzoskwinia i grapefruit), ale jest też żywica, która momentami wychodzi przed szereg. Goryczka taka umiarkowana mógłbym rzec, o delikatnym grapefruitowym profilu. Cały czas nie dawał mi spokoju jeszcze jeden smaczek... Na szczęście na finiszu się uwydatnił i mogłem go jakoś rozpoznać. To swoista ziołowość połączona ze świeżo skoszoną trawą. Ogólnie przyjemne, sesyjne piwo. Momentami trochę mu brakuje intensywności (nawet jak na ten styl), ale patrząc na całokształt mógłbym polecić każdemu w te słoneczne dni.

----------

Styl: DDH Session New England IPA
Alk: 4% Obj.
Ekstrakt: 12° BLG
IBU: b/d
Skład: słód jęczmienny, płatki owsiane, płatki pszenne, chmiel (Chinook, Ekuanot, Simcoe), drożdże.
Do spożycia: 13.12.2019


Człowiek powoli wysiada już... Nie chodzi tutaj oczywiście o chęć wypicia "browarka", a o pewną przypadłość, która mi się przytrafia chyba trzeci rok z rzędu. Zaczynam urlop w następnym tygodniu i jak to przystało na prawdziwą pracę w korpo... wszystko co się może spieprzyć właśnie to robi. Ot tak o, żeby człowiek miał co robić przez ten ostatni tydzień.

Tak ja wiem, że zaraz powiecie "trzeba było to wszystko rzucić i się zająć craftem full time jak Kopyr!". Problem w tym, że ja tego nie uznaję za pracę, która ma jakąkolwiek przyszłość. Inżynieria, produkcja, technika, to są rzeczy w których warto się "babrać" i zdobywać doświadczenie (po części też właśnie piwowarstwo, ale to mnie nudzi trochę). Blogowanie to... hobby, i tak powinno zostać. Dzisiejszego wieczoru chciałem się odstresować... dlatego chwyciłem za to, co lubię najbardziej: stoucik, i to niekoniecznie jakiś wymyślny.


Ok, nie przypominam sobie, aby jakikolwiek inny browar w Polsce miał aż tak minimalistyczną etykietę. W sumie to nic tu nie ma oprócz nazwy i logo. Może Wam to się wydawać głupie, ale pomyślcie jak te butelki wyglądają na półce w sklepie. No i? Wyróżniają się cholernie, szczególnie z tym białym tłem. Szkoda, że nie mają kapsla firmowego, bo logo nadaje się idealnie. Piwo ma ciemny, prawie, że czarny kolor. Momentami widać delikatny odcień brązu. Piana wysoka i całkiem ładnie zbita (z pojedynczymi, większymi bąblami). Trzyma się też zaskakująco długo.


Ej, naprawdę przyjemnie to pachnie. Tak trochę swojsko i z pewną nostalgią. Podstawą są przypiekane słody, ale robotę robi bardzo ciekawe połączenie słodu owsianego i prażonego jęczmienia. Aż mi się przypomniała taka ciepła miska z dzieciństwa. Nie wiem jak Wy, ale ja lubiłem owsiankę. W tle fajna kawa zbożowa i nuty słodkiej czekolady. Te ostatnie dopiero po pewnym ogrzaniu.

Po ostatnim stoucie, którego degustowałem, miałem lekkie obawy. Nieuzasadnione jak się dość szybko okazało. Ciałko jest naprawdę spoko: wyczuwalne, ale bez przesadnego zapychania. Tekstura też niczego sobie. Czuć, że płatki owsiane zrobiły swoje. Całość stara się być naprawdę aksamitna. Czasami przeszkadza w tym trochę za mocne wysycenie, ale ujdzie w tłumie. W smaku hierarchia trochę się wymieszała. Wyraźna, palona słodowość jest wszechobecna i o wiele wyraźniejsza niż w aromacie. Do tego palone ziarna kawy i odrobina gorzkiej czekolady. Wszystko intensywne, ale z takim "hamulcem bezpieczeństwa". W takim sensie, że paloność zwyczajnie w świecie nie jest za ostra. Goryczka fajna, wyraźnie palona i na dobrym poziomie. Na finiszu wchodzi kwaskowatość kawowa, delikatna owsianka i prażony jęczmień. No no, naprawdę przyjemny i wytrawny FES. Nie wyczuwam w nim nic z reklamowanej wędzonki (słód wędzony bukiem), ale może to i lepiej? Po ostatniej wpadce miałem ochotę na dobrze zbalansowanego, wytrawnego i w pewnym sensie prostego stouta. Nie wiem też co chmiele wniosły, bo nie czuję cytrusów czy też żywicy.

----------

Styl: Foreign Extra Stout
Alk: 6,3% Obj.
Ekstrakt: 15% Wag.
IBU: b/d
Skład: słód (pale ale, owsiany, caramunich, carafa, pale chocolate, brown, wędzony), płatki owsiane, prażony jęczmień, chmiel (Chinook, Cascade), drożdże Fermentis Safale S-04.
Do spożycia: 10.01.2020


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com