Śledź mnie na:

Rok temu nie zawędrowałem na Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa... w sumie to już nawet nie pamiętam dlaczego. Pewnie jak zwykle jakieś zaliczenia miałem na studiach. W tym roku los się do mnie uśmiechnął, bo weekend festiwalowy miałem (jako jedyny w czerwcu) wolny. Masakra nie?

Gorąco, co nie? Ukrop straszny, chociaż na WFDP10 (relacja już w tym tygodniu) sobota wcale się taka ciepła nie zapowiadała. Zacznijmy od tego, że wiało jak cholera i padało chyba do 14:00. Co innego niedziela... No, ale człowiek musiał wracać autem do domu to na stadionie pojawiłem się tylko i wyłącznie w jednym celu: po fanty.

Jednym z nich jest nasz dzisiejszy gość z browaru Szpunt, jakaś premiera w dodatku, czy też nowość po prostu... tak do końca nie jestem pewny. Mogę sobie narzekać na ipy-sripy, ale taką orzeźwiającą nawet ja nie pogardzę w taką pogodę. To co, wychylylybymy?


Etykieta z serii tych mieniących się. Grafika przypomina słońce z pszenicy. Całość na dużym propsie. Osoba, która wpadła na ten pomysł te paręnaście piw temu powinna dostać podwyżkę. Kapsel golas, czekam z niecierpliwością na firmowy. Piwo ma kolor złoty, jasno-pomarańczowy, słoneczny wręcz... muszę dalej wymieniać? Chyba już go sobie w głowie wyobraziliście. Całość ładnie zmętniona. Piana z początku wysoka na dwa palce szybko się ulotniła. Pozostał po niej widoczny na zdjęciu kożuch. 


Już na samym festiwalu, przy dość mocnym wietrze, pachniało mi to cholernie intensywnie. W ogródkowym zaciszu jest jeszcze lepiej (tak, dzisiaj sąsiedzi nie mają imprezy, poniedziałek w końcu). Z pięści w nos dostajemy od cytrusów (rześki miks grapefruita i odrobiny limonki), brzoskwini, moreli i może odrobiny nafty. Troszku granata się nawet znajdzie gdzieś w tle. Jest też trochę pszenicy, ale to tak mocno w domyśle momentami.

Niestety już na samym początku pojawił się pewien problem jeżeli chodzi o picie Sunspota na świeżym powietrzu... Boziu jak to dobrze wchodzi przy tej temperaturze i full blast słońcu. Gdzieś prawie w połowie shakera ocknąłem się, przecież muszę to jakoś opisać! Ciałko? Bajka. Jest rześko i orzeźwiająco, a to ma przecież 15° Plato. Czuć też efekt płatków pszennych, jest bowiem taka pewna doza jedwabistości na języku. Wysycenie średnie do wysokiego. Smakowo znowu tropiki i cytrusy głównie. Grapefruit z pomelo, mango, brzoskwinka i trochę nafty. Całość na już trochę wyraźniejszej  (niż w aromacie) podbudowie chlebowej. Goryczka taka se, tak na dobrą sprawę chyba jedyny (mały) minus tego piwa. Delikatnie żywiczna, ale też zdecydowanie za krótka. Na finiszu dominują albedowe nuty, głównie grapefruita, połączone z pszenicą i odrobiną limonki. Nic mi się nie chce teraz... poleżałbym sobie na plaży z najnowszym piwem  szpuntowym w ręce jakieś... najlepiej dwa tygodnie.

----------

Styl: Wheat India Pale Ale
Alk: 6% Obj.
Ekstrakt: 15°
IBU: "niska"
Skład: słody, chmiel, płatki pszenne, drożdże.
Do spożycia: 04.06.2020


Może się Wam to wydać dziwne, ale nie mam w zwyczaju pić każdej nowości z browaru Świebodzin (mimo tego, że mam do nich dosłownie rzut beretem). To się chyba nazywa klęska urodzaju czy coś takiego. Raj miał premierę bodajże rok temu i jakoś nie miałem okazji go nawet spróbować. Przy kolejnym warzeniu postanowiłem to zmienić.

Dawno też nie było tego browaru na blogu i mój wewnętrzny, lokalny patriota zaczynał się powoli buntować. Pogoda sprzyja IPkom, a żyto w piwie uwielbiam. Dlaczego nie miałbym tego połączyć? Jak sobie przypomnę od czego zaczęła się moja miłość do tego zboża to przybywa mi mentalnie parę lat. Było to Żytnie z Konstancina, feeling old yet? Według mnie za mało mamy takich piw na rynku...


Jakoś to tak jest, że etykiety FLOV chyba każdy beergeek pozna. Mają specyficznych grafików chyba. W tym przypadku jest bardzo kolorowo z widocznym nawiązaniem do nazwy. Może być, chociaż nie do końca pojmuję dlaczego ten zielony pasek na spodzie jest tak duży. Piwo świeci się pod słońce jak złoto. Jest równiutko zmętnione i wręcz hipnotyzujące. Piana z początku wysoka, ale redukuje się po chwili do wyrazistego kożucha. Ładny lacing po niej pozostaje na ściance.


No i jest fajnie. Siedzę sobie na trawie, mrówki wchodzą mi w tyłek, a upojeni sąsiedzi krzyczą przy grillu jak to "te ku... i złodzieje z pinćset plus bioro moje piniondze". Sielsko i tak jakoś patriotycznie zarazem. Dzięki Bogu wystarczy zamknąć oczy i powąchać to co mam w szkle. Pojawiam się w tropikach, a wokół mnie liczi, trochę mango i przede wszystkich cytrusy (tutaj wyraźna skórka pomarańczy). Gdzieś w tle pojawia się też grapefruit i trochę karmelu. 

Otwieram oczy... "przecież Ci ku... nikt nie da pieniędzy za darmo, no chyba, że byś był z kościoła". Zamykam je znowu. Pierwszy łyk i znowu wracam do tytułowego raju. Ciałko większe niż w IPA zwykłym, ale to w końcu żytnia wersja więc wszystko się zgadza. Nie przeszkadza to w niczym, bo całość nadal jest dość orzeźwiająca. Wysycenie średnie, pasuje. Troszku się balans zmienił w smaku muszę przyznać. Od początku atakują cytrusy (tutaj skórka pomarańczy znowu i grapefruit), a zaraz za nimi ciągnie się delikatne mango i trochę marakui. W sumie jak się piwo ogrzeje to nawet mi to dość wyraźnie granatem zajeżdża. Podstawa słodowa mocna, ale nie wtrącająca się w paradę i bez widocznych oznak karmelu. Momentami pojawia się żyto ze specyficzną kwaskowatością, ale mogłoby go być trochę więcej. Goryczka wyraźna, ale też momentami za słaba (nawet dla mnie). Profil ma czysto albedowy (grapefruit). Finisz wytrawny, żywiczny i delikatnie imbirowy. Dobre piwo, idealne na te cieplejsze dni. Po degustacjach pierwszej warki (wyczytanych w necie) wnioskuję, że chłopaki (i jedna dziewczyna) poprawili je, bo jest lepiej zbalansowane. 

----------

Styl: Rye India Pale Ale
Alk: 6,8% Obj.
Ekstrakt: 16°
IBU: 6/12
Skład: słód (jęczmienny, pale ale, żytni), chmiel (Citra, Warrior, Chinook, Simcoe), imbir, skórka pomarańczy, trawa cytrynowa, drożdże.
Do spożycia: 31.01.2020


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com