Śledź mnie na:

Bo bez alkoholu... Witnica vs Fortuna



By  Patryk Piechocki     14.3.19    Tagi:,,,,, 

Tak się akurat złożyło, że w lodówce mam 3 (były 4) piwa bezalkoholowe/niskoalkoholowe. Chciałem je zabrać w drogę i gdzieś na mieście zdegustować, ale od paru dni nie mam nawet jak... Dlatego zrobimy to na raty, dzisiaj w szranki staną dwa browary regionalne: Fortuna i Witnica.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że piwo z Witnicy to zwykły lager, ale z chęcią bym wypił takiego czystego i soczystego, bez amerykańskich chmieli. Sezon rowerowy się powoli rozkręca i jak na MTB mi nie przeszkadza "zwykłe" piwo, tak już na szosę wziąłbym tylko i wyłącznie coś o niskiej zawartości alkoholu. Dzisiejsi bohaterowie mają dużą szanse na to, aby wylądować w koszyku na bidon. Zaskoczyła mnie też Wasza dyskusja na Facebooku... Że niby Witnica jest w formie, a ostatnia warka z Fortuny jest fuj? "Gentlemen, you had my curiosity, but now you have my attention."



Miłosław Bezalkoholowe IPA



Miłosławską etykietę wszyscy znają. Dużych zmian nie wprowadzają przy poszczególnych piwach (chyba, że chodzi o serię "Warzy Śmiało") i tak jest i tym razem. Białe tło pasuje do stylu, to im trzeba przyznać. Piwo ma piękny złoty kolor i jest zamglone. Bielutka piana wysoka, taka też trochę wzdęta się wydaje. Może przez to, że szybko zaczyna pękać i znikać ze szkła. Pozostawia za to ładny brud na ściance.


Pierwsze co przychodzi mi na myśl to czysty granulat chmielowy, dopiero potem pojawiają się cytrusowe nuty. Jest limonka, trochę mandarynek i bardzo dziwaczna ziołowość. Nie mogę się zdecydować co mi ona konkretnie przypomina. Nie jest to herbata, bo ta pojawia się trochę później przy akompaniamencie iglaków. Jak narazie jest spoko, zobaczmy co dalej...

W ustach lekko, rześko i przyjemnie. Nie czuć, że mamy do czynienia z piwem o ekstrakcie 6,2%. No dobra, trochę czuć. Chodziło mi po prostu o to, że całość w ogóle nie wydaje się być wodnista. Wysycenie średnie, w punkt można rzec. W smaku pierwsze co mocno zaskakuje to... goryczka. Wyraźna i chyba najmocniejsza ze wszystkich pitych przeze mnie piw "bezalkoholowych". Profil ma taki lekko "albedowy" i na swój sposób potęguje jeszcze bardziej odczucie rześkości. Podbudowa słodowa bardzo przyjemna, ot taka zwiewna pszenica. Na niej wszystko co cytrusowe, od miąższu pomarańczy po skórki limonki. Ziołowość gdzieś się zagubiła, a w jej miejscu już definitywnie pojawiła się herbata Sencha. Naprawdę dobrze pasuje ona do towarzystwa, a ja przecież tak średnio toleruję ten dodatek w piwie. Na finiszu robi się tak trochę... cierpko. Może przez dominującą powoli Sencha? Chociaż jak sobie tak przypomnę to miałem coś podobnego w domowym piwie, gdy na odwal zrobiłem filtracje i w butelkach miałem pełno chmielin. No nic, małe potknięcie w ogólnie bardzo smacznym piwie. Witnica będzie miała ciężko...

----------

Styl: Bezalkoholowe IPA
Alk: mniej niż 0,5% Obj.
Ekstrakt: 6,2% Wag.
IBU: 30
Skład: słód (pilzneński, pszeniczny, żytni), chmiel (Citra, Amarillo, Chinook, Lubelski, Cascade), herbata Sencha Earl Grey, drożdże US-05.
Do spożycia: 17.01.2020



Lubuskie Bezalkoholowe


Co ja mogę powiedzieć o etykiecie... jest prosta, niechlujnie naklejona i zdaje się być zrobiona w paintcie przez gimnazjalistę. Najbardziej rozczarowuje jednak to, że na stronie browaru nie ma o tym piwie wzmianki nawet. No dobra, jest, ale nie w polskim języku. Co do koloru to jest wyraźnie ciemniejsze. Taka soczysta miedź. Prawie, że przejrzyste w dodatku z niską, ale za to długo utrzymującą się pianą.


Okłaaamaaali mnieee. Na fejsie pisaliście co innego... miało być fajnie i przyjemnie, a pierwsze co uderza dość intensywnie w nos to "tradycyjna" dla słabych piw tego typu brzeczka. Ot taka słodycz słodowa, która po warzeniu domowym unosi się jeszcze przez 2 dni w kuchni. Miodnie, he he.

Po wypiciu paru łyków stwierdzam, że nie jest aż tak źle. To samo pewnie powiedziałby bohater taniego horroru klasy C po tym, jak mu amputowali wszystkie kończyny (no przecież żyje nie?). Ciałko niczego sobie, wysycenie też spoko jak na lager poziomie. W smaku jednak... dno i to, co ludzi zwyczajnie odpycha od piw bezalkoholowych. Słodycz brzeczki rozpycha się łokciami i przykrywa wszystko co mogłoby się znajdować w tym piwie. Raz odczułem jakąś oznakę goryczki, RAZ. Skojarzenia z tandetnie sztucznym miodem z Dino są jak najbardziej na miejscu. Można się pocieszyć jedną rzeczą przynajmniej, nie ma tutaj uwielbianego przez ten browar masła.

----------

Styl: Bezalkoholowy Lager
Alk: mniej niż 0,5% Obj.
Ekstrakt: b/d
IBU: b/d
Skład: słód jęczmienny, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 04.04.2019

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com