Śledź mnie na:

Sour Force (Szpunt i Birbant)



By  Patryk Piechocki     8.3.18    Tagi:,,,,, 

Patrząc na poczynania pewnych osób można śmiało stwierdzić, że świat (szczególnie nasz piwny, Polski) jest naprawdę mały. Jedne browary kradno nam bezczelnie blogerów, a inne robią z nimi kooperacje. Dzisiaj sprawdzimy sobie istne połączenie tego wszystkiego.

Nie dość, że mamy tutaj kooperacje jednych z najbardziej stabilnych przedstawicieli naszego craftu czyli Birbant i Szpunt, to jeszcze w tym drugim od jakiegoś czasu pracuje Kacper z Piwnej Zwrotnicy. To właśnie jemu możemy podziękować za te dary, którymi się dzisiaj upijemy... przepraszam, udegustujemy (słowotwórstwo level expert).


Bling bling madafaka. Etykieta mieni się jakby ją ktoś potraktował diamentową polerką. Grafika zacna z oczywistym nawiązaniem do Gwiezdnych Wojen, ale utrzymana też w lekko prześmiewczym birbantowym stylu. Elementów odblaskowych też nie ma za dużo... inaczej, jest ich tyle ile trzeba. Piwo ma ładny złoty kolor i jest wyraźnie zamglone. Piana słabiutka. Niska, dziurawa i bardzo szybko znika ze szkła.


Bam! Pierwszy liść wchodzi z zaskoczenia. Zapaszki świeżutkie i intensywne jak w dopiero co wyciśniętym soku owocowym. Cytrusy pełną gębą, tropiki w sumie też. Czuć słodycz liczi, marakuje, cytrynę i limonkę. Do tego kwaskowatość mleczna i mamy bardzo orzeźwiający obrazek. Już mi ślinka zaczyna cieknąć.

Już po pierwszym łyku wiem, że zdradzieckie do bólu będzie to piwo. W ogóle nie czuć tych 15 Plato, nie mówiąc już o alkoholu. Całość bardzo orzeźwiająca i dobrze wysycona. Ciałko bardzo nienachalne, dzięki płatkom owsianym bardzo aksamitne. Lekkość będzie motywem przewodnim tego piwa coś czuję. W smaku najmocniejszy wydaje się być kwasek, ale sam w sobie nie jest jakiś dobitnie dominujący. Podobny do kefirku na moje oko. Potem mamy cytrusy (głównie cytryna i limonka), tropiki gdzieś się schowały i są ledwo co wyczuwalne. Całość na minimalnej pszenicy i chlebku na granicy autosugestii. Goryczka mogłaby być wyższa. Profil ma delikatnie grapefruitowy. Finisz jest chyba najciekawszą rzeczą w tym trunku. Taki miks skórek owoców z niewielką dominacją cytrusów. Do tego oczywiście kefirek. Ogólnie całość bardzo lekka i przyjemna. Pewnie znajdą się osoby, które powiedzą, że jest za mało intensywne, ale według mnie znajdzie ono wielu wielbicieli. Szczególnie tych dopiero co wgłębiających się w świat kwaśnych piw.

----------

Styl: Sour India Pale Ale
Alk: 6% Obj.
Ekstrakt: 15°
IBU: 2/6
Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), płatki owsiane, chmiel, drożdże, bakterie Lacobacillus Plantarum.
Do spożycia: 01.10.2018

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com