Śledź mnie na:

Mad Driver Vermont IPA (Studio Brewing)



By  Patryk Piechocki     20.3.18    Tagi:,,,, 

Ahhh... znowu zagłębimy się dzisiaj w świat tak płytki, że nawet płaszczka miałaby problem w nim egzystować. Piwa bezalkoholowe, albo jak kto woli "o niskiej zawartości alkoholu". W świecie craftu można było ich szukać ze świecą. Na szczęście wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastują sezon na takie trunki.

Do dziś królem bezalkoholowców był 1 na 100 z Kormorana. Internety zawrzały jednak ostatnimi czasy, bo oto na scenę wszedł śmiałek, który według wielu zdetronizował miłościwie nam panującego monarchę. Zamysł jest niezły... smaczny vermoncik, którego można pić podczas jazdy? To tak jakby ktoś próbował podzielić przez zero...


Etykieta... nie zachęca. Rozumiem inspiracje filmem Las Vegas Parano, ale wykonanie graficzne jest... no marne. A może po prostu nie gustuję w takim... artyzmie? Tak w połowie picia przypomniało mi się też z czym mi się ta etykieta kojarzy jeszcze, pamiętacie grę Wacki? No właśnie. Piwo ma słomkowy kolor. Jest też dość równo zmętnione jak dobrze zamiesza człowiek. Piana na dwa paluchy, szybko się redukuje. Pozostawia jednak bardzo ładny lacing na szkle i wytrzymały kożuch.


Co my tu mamy? Ano ładny i wyraźny zapaszek. Są cytrusy (głównie limonka) i dużo zestu. Potem mamy typowy dla piw bezalkoholowych aromat słodowy, słodki. Mi osobiście kojarzący się polnymi kwiatami i pszenicą w tym przypadku. Jest też odrobina miodu i imbir. Pieprzu jako takiego nie wyczuwam.

Jak ktoś mi znowu powie, że piwo nie nadaje się na rower do np. gaszenia pragnienia to mu chyba... no wiecie. Mad Driver wręcz eksploduje rześkością i koszyk na bidon mógłby być jego drugim domem. Lekkie, dobrze wysycone i wchodzi jak woda (ale wodniste nie jest, co to to nie). Cytrusy znowu wychodzą na pierwszy plan, ale imbir też mocno zyskał na sile. Czuć nie tylko odżywcze, ale i lecznicze właściwości tego trunku. Oczywiście lekki kwasek do tego i pszenica, miodowo-polne skojarzenia gdzieś znikły. Goryczka jakaś tam jest. Mogłaby być większa, ale minusem bym tego nie nazwał. Na finiszu pojawia się dodatkowo pieprz. Muszę przyznać, że takie korzenne uderzenie jest idealnym zakończeniem tego wytrawnego i orzeźwiającego izotoniku. Trzeba jednak pamiętać o jednym... Vermont IPA to nie jest. Ciężko jest zrobić piwo bezalkoholowe, które smakowałoby jak... no wiecie... piwo. A co dopiero styl typowo craftowy. W tym przypadku mamy bardzo fajną piwną lemoniadę z imbirem.

----------

Styl: Bezalkoholowe
Alk: 0,5%
Ekstrakt: 7,5% Wag.
IBU: 50
Skład: słód (jęczmienny, pszeniczny), chmiel (Magnat, Cascade, Mosaic), czerwony pieprz, imbir, drożdże.
Do spożycia: 13.09.2018

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com