Śledź mnie na:

Wiosna panie sierżancie?



By  Patryk Piechocki     17.2.17    Tagi:, 

Czy to już wiosna? Raczej nie. Na moje oko zima wróci i ponownie ugryzie nas w dupę mrozem i niezdecydowaniem pod postacią śniegu z deszczem. Nienawidzę takiej pogody, ani to przyjemne, ani pożyteczne. Minimum -15'C i śnieg bym zrozumiał, przynajmniej bez obaw można by było jeździć na rowerze... a tak to co najwyżej kataru można dostać.

Ale o czym to ja miałem... a tak, słońce. Od dwóch dni mamy piękną pogodę z dwucyfrówką na plusie. Jakim trzeba być człowiekiem, aby z tego nie skorzystać? Leniwym, to na pewno. Przyznam się bez bicia, że mam z tym problem ostatnio. Wiadomo, w okresie zimowym trzeba spędzić trzy razy więcej czasu na samym ubieraniu się. Termika, ochraniacze na buty (te to się ciężko zakłada), kolejne warstwy ubrań. Jest tego trochę, ale rutyna staje się naszym niespodziewanym przyjacielem w tym przypadku. Ubrałem się więc dzisiaj (zaraz po pracy) i wyciągnąłem czysty jak łza rower z nowym napędem, który zamontowałem popijając stout śledziowy z Piwoteki jakiś czas temu. 




Zabrałem nawet ze sobą piwo. Z degustacji nic nie wyszło jednak. Dlaczego? Ano dlatego, że po 3 kilometrach byłem bardziej uwalony błotem niż młodzież w wieku szkolnym po woodstockowej kąpieli błotnej. Nie żebym narzekał, w końcu wyznaję zasadę "czysty rower = słaba wyprawa". Prawdziwy problem pojawił się w lesie. Dwa dni "wannabe wiosny" to za mało, aby lód stopniał i "oczyścił" ścieżki. Te były tak oblodzone, że momentami nie dało się podjechać pod nawet najmniejsze wzniesienie. W tym momencie włączyła mi się czerwona lampka: "durniu, masz piwo i aparat w plecaku", nie mówiąc już o innych rzeczach, którym upadek mógłby zaszkodzić.




Stwierdziłem, że nie ma co ryzykować i zawróciłem. Boohoo, zrobiłem 16km w kiepskim tempie i w dodatku wszystkie ciuchy do prania muszą iść. Wiecie co? Warto było. Dla samej przyjemności, pięknej pogody i wyciszenia. Ludzie  (w tym przypadku rowerzyści) za szybko zapominają o małych przyjemnościach goniąc za kolejnymi rekordami jeżeli chodzi o dystans, czas czy co tam jeszcze pokazuje im Garmin/Endomondo. Zdjęcia też jakieś porobiłem, dodatkowo sprawdziłem napęd i dzięki temu wiem co jeszcze muszę wyregulować. Małe rzeczy też potrafią sprawić radość... i wcale nie nawiązuje tutaj do ostatnich afer sztosowych.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com