Śledź mnie na:

 


No... trochę mi zajęło wrzucenie relacji z mojego pierwszego Beer Geek Madness. Dostawałem od nich zaproszenie co festiwal, ale jakoś zawsze kolidował on z moimi planami. W tym roku było inaczej, chociaż musiałem wrócić na drugi dzień w rodzinne rejony.

 


Szczerze? Myślałem, że już dawno opisałem artezanowego Elektrolita. Może to i lepiej, że nie... patrząc na niektórych ludzi oceny sprzed paru lat. Niby fajne, okej, 5/10 cześć i poćwicz. Pijąc je dzisiaj stwierdzam, że albo ludzie nie mieli wtedy weny, albo Artezan się mocno poprawił.


Nie będę się jednak nad tym rozpisywał, bo wszyscy wiemy jak to jest w internetach. Ważne jest to, że akurat dzisiaj byłem cholernie spragniony i piłem co popadnie. Nawet bezalkoholowe Somersby...




Eta jakoś tak dziwacznie przypadła mi do gustu. Najwidoczniej mam słabość do renderowanych grafik. Teraz wyobraźcie sobie Elektrolit w małej puszce, którą widzimy na grafice. No miodnie by to wtedy wpasowało się w okres letni. Piwo ma kolor soku pomarańczowego, bez jakiejkolwiek piany, nawet podczas nalewania. Tak, nie chciało mi się umyć zbytnio szkła.


Dużo Wam nie napiszę o aromacie, bo... no pachnie to kwaśną morelą i tyle. Może jakby się człowiek uparł to by też wyniuchał jakieś solne nuty. Nie żeby to było coś złego. Po prostu aromat nie grzeszy złożonością czy też nawet jakąś mocą. Dość szybko ulatnia się ze szkła.


Tak jak nienawidzę gazowanych (prawdziwych) elektrolitów (czy też nawet samej wody) tak w tym przypadku mógłbym to wypić jednym duszkiem. Szczególnie po wyścigu. Orzeźwiające jak cholera, wysycone też sowicie. W smaku mocno kwaśne, puryści Gose mogliby się przyczepić. Mi jak najbardziej odpowiada. Jest morela, ale też brzoskwinia i mango. Nie wiem skąd, nie pytajcie się mnie. Robią za takie dalekie tło. Podstawą delikatna pszenica. Co najważniejsze jednak to to, że jest sól. Jak w dobrym izotoniku. Uwielbiam ją w tym zastosowaniu. Goryczki nie ma, bo po co ona komu tutaj. Na finiszu trochę słabo, bo są tylko jakieś tam owocowe pomrukiwania. Ogólnie bardzo dobry eksperyment. Szczerze nie pamiętam, abym tak dobrze odebrał poprzednią wersję, która miała premierę chyba w 2016 roku.


----------


Styl: Apricot Gose

Alk: 5%

Ekstrakt: 12%

IBU: b/d

Skład: słód jęczmienny, przecier morelowy, płatki owsiane, chmiel, drożdże, sól himalajska.

Do spożycia: 09.10.2022


Facebook Browaru


Tęsknie powoli za czasami, gdy największym problemem craftu było wypuszczanie nowych porterów/stoutów na lato. Nie to co teraz... człowiek musi uważać żeby nie dać się wrobić w jakieś mleczne IPA czy inne przesłodzone pastry. A potem tylko te problemy gastryczne, bo już tolerancja laktozy nie ta w tym wieku.

Jak żyć? Można zapytać klasycznie. Ano tak, żeby mieć jakieś przyjemne sztosiki grube w piwnicy. Cyk fuch i już mamy przyjemny rozgrzewacz na wieczór, który jakoś dziwacznie chłodny się zrobił w czerwcu.



Etykieta kolorowa, ale też wektorowa na swój sposób. Fajnie dobrany gradient i mała butelka dobrze prezentują się na półce. Piwo wygląda jeszcze lepiej. Czarne, jak smoła i wizualnie gęste. Ciemna, beżowa piana dziurawa, ale o dziwo trzyma się dość długo.



Intensywny aromat nie daje mi spokoju. Dawno już takiego nie wąchałem, utrzymuje się cholernie długo w szkle. Nawet jak pozostały może ze dwa łyki tylko. Palone słody, multum ciemnych, suszonych owoców i kawy zbożowej. No i ta czekolada, o mój Boże. Aż się boję, że przedawkuję i wciągnę to piwo nosem w całości.


Szybki łyk na rozpoznanie i znowu pełen zachwyt. Czuć ten jakże prawilny ekstrakt. Piwo jest oleiste, oblepiające, ale też puszyste. Na moje to zasługa słodu żytniego. Ale bym sobie teraz wypił takie grube żytnie, jak za dobrych czasów żytnich wypustów Pinty. Wracając do Wonderland, wysycenie niskie, czyli nie psuje odbioru tego grubaska. Na pierwszym planie czekolada, gęsta i nie biorąca jeńców. Taka pół na pół słodka z dodatkiem kawy zbożowej i nutą opiekanych słodów. W tle owoce, suszone, ale bez skojarzeń z kompotem świątecznym. Tu bardziej wisienka z wysokiej jakości czekolad alkoholowych. Sama wędzoność robi za uzupełnienie, ale takie dość wyraźne. Pięknie to jest wszystko ze sobą połączone. Goryczka niska, ot takie małe ukłucie. Większej nie potrzeba, uwierzcie mi. Na finiszu kakao, więcej wytrawności i nuta przyjemnego alkoholu. Ten ostatni tak w ogóle bardzo dobrze ukryty po całości. Rozgrzewa od środka, a nie w smaku. Zakochałem się w tym piwie. Cholera wie jednak czy tak się ułożyło, bo trochę u mnie już przeleżało. Nieważne. Pyszne jest.


----------


Styl: Smoked Imperial Baltic Porter

Alk: 10.8%

Ekstrakt: 30%

IBU: 4/10

Skład: słód (pilzneński, wiedeński, monachijski jasny i ciemny, karmelowy, czekoladowy, żytni), chmiel, drożdże.

Data rozlewu: 03.01.2022


Facebook Browaru

 


Zaskakujące jest to jak jeden browar potrafi mieć swojego rodzaju karuzele wzlotów i upadków. Patrząc na moje doświadczenia z Browarem Fortuna to historia zaczęła się bardzo przyjemnie. Jak się pewnie domyślacie były to Komesy, pite na WFDP jeszcze na zamku. Potem był okres dziwacznych wpadek jakościowych. Na końcu... Marcin wylądował w browarze i wszystko znowu było cacy.


Fortuna ma swój podział na piwa. Hmm, nazwijmy to z niskiej, średniej i wysokiej półki, żeby nikogo nie obrazić. Trzyma się tego i dodatkowo pozwala Marcinowi na pewnego rodzaju wariacje (wiecie, te wszystkie beczki, wymrażanki itp.). Inna sprawa, że sponsoruje wyścigi rowerowe w moim regionie, co skutkuje darmowymi bezalko po wyścigu. Ostatnią akcją promocyjną była kooperacja ze skarbem narodowym, jakim jest Pan Makłowicz. Dzisiaj spróbujemy dodatkowo jeszcze świeższej nowości, czyli ich podejścia do witbiera. W końcu lato nadchodzi wielkimi krokami. Samej nazwy pozwolę sobie nie skomentować, he he.



Białe



Pachnie to świeżutką pomarańczą, aż miło. W tle pszenica i kolendra. Zapowiada się mocne orzeźwienie, co nie wszystkim się udaje osiągnąć aromatem. Coś mi to przypomina z dawnych czasów raczkującego jeszcze craftu polskiego... no nie przypomnę sobie no.


Oh taaak. Przy okazji koszenia trawy (i nadciągającymi chmurami z deszczem) wchodzi jak złoto. Lekkie, przyjemne, orzeźwiające. Wysycone dość mocno, ale jeszcze bez przesadyzmów. Podstawą pszenica oczywiście, ale krok za nią mocne uderzenie cytrusów, w tym przypadku zestu pomarańczy. Kolendra taka jaką lubię, czyli gdzieś w tle aczkolwiek wyraźna na swój sposób. Ile to już mieliśmy w naszym światku piwnym pszenic dosłownie zasypanych tą przyprawą... Goryczka znikoma, ot takie uszczypnięcie lekkie. Finisz wytrawniejszy. Znika słodowa słodycz, a więcej jest cytrusa. Przyjemnie to wszystko się zgrało ze sobą. Oj będziem to pić litrami na lato.


----------


Styl: Pszeniczne z Cytrusową Nutą (no raczej witbier czy coś)

Alk: 4,5%

Ekstrakt: 11,5%

IBU: 2/10

Skład: słód (pilzneński, pszenica), chmiel odmian goryczkowych, skórka pomarańczy, kolendra, drożdże.

Do spożycia: 13.05.2023



Arcy IPA



Wiecie czym to pachnie? Pszenicą mandarynkową. Nie wiem gdzie ludziska wyczuwali w tym jakieś inne cytrusy. Coś jak wheat IPA na bazie samych mandarynek. Najwidoczniej chmiele poszły w aromacie na zaplecze. No chyba, że te eksperymentalne odmiany od Polish Hops wniosły jeszcze więcej mandarynki.


Szybkie dwa łyki i już wiem, że pierdolamento internetowe o wodnistości są wyssane (dosłownie) z palca. Jak dla mnie idealna dwunastka z dużym potencjałem orzeźwiającym. Wysycenie trochę za mocno szczypie, mogłoby być ciut niższe. Smakowo... niebywałe zdziwienie mnie dopadło, bo spodziewałem się głównie słodyczy. Dostałem pszeniczną podbudowę okraszoną starkowanym, cytrusowym albedo i polaną mandarynkowym sokiem. W tle da się wyczuć inne owoce, najbardziej pomelo i pomarańczę. No jest to IPA, co do tego nie mam wątpliwości. Szczególnie, że grapefruitowa goryczka jest bardzo ładnie zaznaczona. Finisz delikatnie ziołowy. Całość znowu wchodzi jak złoto i do tłustej kiełby z grilla będzie idealną kontrą. Po jakimkolwiek wysiłku też wejdzie idealnie, i to ze smakiem!


----------


Styl: Session IPA

Alk: 4.2%

Ekstrakt: 12.2%

IBU: 5/10

Skład: słód (pilzneński, pszenica), płatki owsiane, chmiel (Hallertau Blanc, Elixir, Mandarina Bavaria), sok z mandarynek z Dalmacji, drożdże.

Do spożycia: 26.03.2023

www.browarfortuna.pl


Wiosna ma to do siebie, że człowieka chwyta ochota na praktycznie każde piwo. Raz na coś grubego, bo akurat się chłodno zrobiło wieczorem, a raz na jakieś sour pastry... no dobra, przesadziłem. Zwykłe sour wystarczy.

Dziś, przy okazji malowania stołu na ogrodzie naszło mnie na coś ciemnego i wędzonego. Pierwsze co, to pomyślałem o wędzonym koźlaku, a potem o jakimkolwiek koźlaczku... Z braku laku musiałem chwycić za wędzonkę z Widawy, bo tylko taką miałem w piwnicy.


Widawa, jak to Widawa, nie lubi zmian i nakleja te swoje proste, okrągłe etykiety. Ma to pewien urok, ale nie gdy ktoś dorzuca na grafikę pełno medali z KPR itp... No nic, przynajmniej ładnie wygląda samo piwo. Czarne, nieprzejrzyste. Wysoka piana, raczej drobnopęcherzykowa. Trzyma się nad wyraz długo muszę też przyznać.


Dawno nie wąchałem w spokoju wędzonego piwa. Może dlatego zdaje mi się, że z tego pokala aż bucha intensywnością. Na pierwszym planie czekolada, praliny i wiśnia. Jak te czekoladki z alkoholem, których ja zazwyczaj nie tykam (w piwie to co innego). Potem wyraźnie komplementująca całość wędzoność. Skojarzeń z wędzoną śliwką nie ma, po części to i nawet dobrze.

Co jak co, ale to jest według mnie idealne 24 Plato. Ciałko w punkt, ani za dużo, ani za mało. Na pewno nie jest oleiste, jak to widziałem w komentach na Untappd. Wysycenie niskie, czyli też w pytkę. Smakowo groźniej niż w aromacie. Tak jakoś bardziej stanowczo bym rzekł nawet. Czekolada (bardziej gorzkawa) na pierwszym planie i do tego przypieczona skórka od chleba. W tle trochę chleba razowego nawet. Owoce mocno ukryte, jak się człowiek skupi to moooże wyczuje śliwkę. Trochę szkoda, że tak mało jej. Wędzonka jest tematem spornym, bo mało jej w ustach i jest tego gorszego (według mnie) pokroju, czyli zwykłego dymu z ogniska. Nie wiem gdzie ludzie wyczuwali w tym piwie szynkę. Goryczka dobrze zaznaczona, krótka, palona. Na finiszu dochodzi kawa zbożowa z delikatnym zaleganiem. Cały czas miota się też delikatny alkohol. Dobrze, że nie ma go dużo, bo taki mało przyjemny jest. Podsumowując... mimo braków podszedł mi ten porter dzisiaj znakomicie. Tak to właśnie jest. Przez to właśnie nie powinniście słuchać tylko jednej opinii o piwach.

----------

Styl: Smoked Baltic Porter
Alk: 9,5%
Ekstrakt: 24°
IBU: b/d
Skład: słód jęczmienny, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 25.05.2025


Złowieszczy niemiecki okupant znowu w natarciu! Pinta poszerza swoją kolekcję lidlowych klasyków o kolejne dwa. Dzisiaj sprawdzimy sobie bittera, który chodził mi po głowie od dłuższego czasu już. To chyba przez to, że zaczynam robić się stary jak Tomek i mi tylko "nudnych" klasyków się chce ostatnio...

Oczywiście można dołączyć do wielkiej debaty (a bardziej gównoburzy) o to, czy browary powinny w ogóle się wciskać do dyskontów, ale moje zdanie znacie: kiedyś byłem zagorzałym obrońcą sklepów specjalistycznych. Teraz... po wielu wpadkach z ich strony mam już tego serdecznie dość. Przecież nie wrzuca do Lidla Buby Double Extreme czy czegoś podobnego.


Proste etykiety najwidoczniej najlepiej przyciągają ludzi do półek w dużych sklepach. Nic specjalnego na niej nie ma, a samo piwo znika zadziwiająco szybko (patrząc na inne browary craftowe w tym sklepie). Zwykły Kowalski widząc maziaje albo inne "dzieła sztuki" myśli zapewne, że to jakiś soczek. Piwo zamglone, ciemny bursztyn. Piania niska, szybko zanika.



Powiem Wam, że z zapachu to to jest podobne zupełnie do nikogo. Jakaś tam lekka słodowość się unosi, ale nic poza tym. Dziwne nie? Z początku tak... Dajcie się mu ogrzać trochę. U mnie dopiero w połowie szklanki wyszły nuty tytoniowe i kwiatowe. 


Po pierwszym łyku wiedziałem, że to piwo siądzie mi tak, jak testy z anglika w szkole (powiedzmy, że byłem dobry). Na pewno macie jakiś konkretny styl, który Wam się akurat kojarzy z grillem w ciepły, letni wieczór. U mnie jest to bitter, bo jest to wręcz idealne piwo na takie posiadówy. Ciałko idealnie pasuje do karkówki, wręcz ją komplementuje. Wysycenie średnie, też w punkt według mnie. Jest wyraźna podstawa słodowa w postaci tostów z lekkim karmelem. Na niej szczodrze posypane chmielem: jest tytoń i dawno nie pita przeze mnie ziemistość. Ahh, jak to pięknie wchodzi mówię Wam. Mocno w tle nawet się morela pojawia. Goryczka średnia, ale wystarczająca (chociaż nie pogardziłbym ciut wyższą). Do finiszu mogę się jedynie przyczepić, bo jest dość pusty. Chociaż w sumie... wystarczy żeby był wytrawny, a taki właśnie jest: tytoniowo-pokrzywowy. Piłem wiele przedstawicieli tego stylu i większość (z polskiego craftu) była zwyczajnie w świecie za słodka, tutaj tak nie jest na szczęście. Wiosna, gdzieś ty jest?! Głupio byłoby, gdybym musiał siedzieć w zimowych ubraniach na działce przy grillu z bitterem w ręce


----------


Styl: Extra Special Bitter

Alk: 5,6%

Ekstrakt: 14 BLG

IBU: b/d

Skład: słód (pilzneński, monachijski, Maris Otter, Red Crystal, Pale Chocolate), płatki pszeniczne, cukier, chmiel (Flex, East Kent Goldings, Lubelski), drożdże SafAle S-04.

Do spożycia: 22.11.2022


www.browarpinta.pl


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com