Śledź mnie na:

CANdencja: Pejstry... co?



By  Piwny Brodacz     23.6.20    Tagi:,,,, 

Kurde, nie spodziewałem się, że odnowiony cykl Pijanego Rowerzysty (czyli CANdencja) będzie mi służył nie tylko do wrzucania zdjęć z wypraw rowerowych... Dzisiaj bowiem porozmawiamy sobie o słodyczach, w puszce.

Trendy piwne są jak obietnice wyborcze: ludzie się nimi podniecają (no bo przecież obiecał, to zrobi c'nie?), ale potem jakoś znikają i kończy się na niczym. Pamiętacie milkshake IPA? Ustrojstwo jak ich mało. Potem pastry stouty, które jeszcze miały sens bytu z racji stylu. Ale pastry sour? Serio? To już ciężko nazwać to po prostu radlerem? Albo jak ktoś chce być większym szyderą: piwem z sokiem? I to takim premium, bo za 12zł minimum.


Dlaczego mnie to tak zdenerwowało? Bo robiąc zakupy na kolejne wyjazdy rowerowe nie mogłem zakupić nic innego w puszce... Mam nadzieję, że to szybko minie. Niektóre browary za bardzo poszły tylko i wyłącznie w ten... "styl". Opiszemy sobie dzisiaj dwie wyprawy, bo piwa wypite na nich są jak dwie strony medalu. Zobaczycie o co mi chodzi później.



Pierwszy wyjazd był grupowy. Z kumplami, którzy są o parę leveli lepsi ode mnie jeżeli chodzi o rower. Moje tempo treningowe to dla nich nic, a akurat mieli wyjazd rekreacyjny. Dodatkowo chciałem zobaczyć trasę, której nie znałem dotychczas.



Trochę jezior, szutru i dość wysoka średnia prędkość jak na MTB. Mały pitstop na jednym z ośrodków to idealna okazja na sprawdzenie naszego pierwszego kandydata. Guess the Day z browaru Maltgarden, czyli pastry sour z calamansi i nektarynką.


Turbulencje rowerowe wytrzymało bardzo dobrze, praktycznie nic nie wyleciało z puszki. Niestety już przy pierwszym łyku stwierdziłem, że "o nie takie crafty nic nie robiłem". Kwasu (w sensie sour ale) było w tym jak na lekarstwo. Dominującym skojarzeniem była... Fanta. Zawartość tej pięknej, zielonej puszki była najlepszym przykładem stwierdzenia: "jakoś mało piwa w tym piwie". Naprawdę... jakbym chciał wypić gazowany sok z nektarynki kupiłbym Fantę albo Mirindę za jakieś 3x mniej. Efekt ten sam by był. Chłopaki z Maltgardena mają u mnie pierwszy minus, czego się nie spodziewałem szczerze mówiąc.



Nad jeziorem spotkaliśmy za to rodzinę łabędzi. Nauczonych niestety tego, że ludzie im coś zawsze dają. Jakie normalne zwierze naraża potomstwo podchodząc do ludzi? Tylko takie, które spodziewa się żarcia za free niestety.



Drugą puszkę zabrałem w samotną podróż głównie po starych, sprawdzonych szlakach. W słuchawce leciało radio pod utwór Popular Monster - Falling In Reverse. Jak kto lubi niech posłucha sobie. Po paru kilometrach myślałem, że mi dupa odleci...



Dlaczego? Ano dlatego, że przeczytałem na jakimś zajebistym forum, że po dolaniu mleka do opon należy przejechać się raz na wysokich barach (tak minimum 3). Nie muszę Wam chyba uświadamiać, że opony były jak z kamienia? Normalnie jeżdżę na około 2 barach. Mniej więcej w 1/3 trasy spuściłem powietrze, bo bym za cholerę nie wytrzymał tak do końca.



Masakra co się dzieje w lasach teraz. Nie dość, że drzewa powalają się pod wpływem dość mocnego wiatru ostatnio, to jeszcze leśnicy tną je na potęgę. Jakieś łatanie dziury budżetowej czy co? I to naprawdę w takich miejscach, których nie rozumiem.



Przetestowałem też nową gumę z tyłu, bo Mitasy, które nie mają jeszcze roku i przebiegu rozpadają się w zastraszającym tempie... Muszę przyznać, że FastTracki ze Speca wgryzają się w glebę jak szalone. Chyba wymienię sobie jeszcze je na przodzie.


"No, ale co z piwem panie kolego?!" - zapytacie. Ano to, że nie zaczęło za dobrze. Średnio zniosło test bidonowy i moooże jakaś 1/3 wyleciała z puszki po otwarciu. Co innego w smaku, bo już na wstępie mogę Wam napisać, że było o niebo lepsze od poprzedniego. W aromacie ciemne owoce, kwaśność jogurtu i bardzo przyjemne skojarzenia z sour ale. W smaku podobnie. Orzeźwiające, kwaśne i z owocami (wiśnia na pierwszym planie), które nie przykrywają całości. Gdybym robił ślepy test powiedziałbym, że to pewnie któryś z Alfa Kwasów Pinty. Dlaczego? Bo nie mam w ogóle skojarzeń z np. Tymbarkiem, który prześladuje większą ilość polskich pastry sourów. Sama laktoza wyczuwalna, ale tak na granicy autosugestii bym powiedział.


A na koniec pojechałem na lody naturalne. Wysłałem zdjęcie do żony i się zaczęło... Jako dobry mąż chwyciłem w termo opakowanie 3 gałki i cyk do domu. Po parunastu kilometrach były jeszcze całe na szczęście.

A co z tymi pastry sour? Mam nadzieję, że to szybko zniknie... chociaż szanse są marne. Ludzie kupują je jak Janusz radlerki dla Bożenki, co by sobie też czasami golnęła. Problem leży też w nas, bo z tego co browary mówią popyt na te ustrojstwa jest bardzo wysoki. A takie kiedyś były śmieszki z Leszka z sokiem ze słomki...

Piwny Brodacz

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com