Śledź mnie na:

Double Dybuk Bourbon JD... na szlaku (Golem vs Śnieżka Edition)



By  Piwny Brodacz     12.8.19    Tagi:,,,,,,, 

Wyobrażacie sobie, że nigdy (w moim ponad 30 letnim życiu) nie byłem na Śnieżce? Ba, do poprzedniego tygodnia myślałem, że to schronisko/restauracja na szczycie nadal funkcjonuje. Ot taki ze mnie miłośnik gór. O dziwo w Karpaczu bywałem wcześniej, ale jakoś nigdy nie udało mi się dojść na samą górę.

Zmieniło się to w zeszłym tygodniu. Zacząłem urlop i wraz ze swoją drugą połówką wybraliśmy się na południe, bo nie wiem jak Wy, ale ja wolę góry od morza. Trochę mieliśmy pecha, bo trafiliśmy akurat na jakiś zlot Harleyowców... Podobają mi się te maszyny, ale nie po 22:00 gdy człowiek chce odpocząć, a za oknem słychać tylko warkot silników. Dobrze, że jak już zasnę to śpię jak zabity.



Trochę się zdziwiłem co do samego Karpacza. Niby takie miasteczko turystyczne, a większość lokali zamyka się koło 20:00. Najbardziej jednak rozwaliła mnie kartka na dość przyzwoitej knajpie: "Płatność tylko gotówką"... W dzisiejszych czasach takie rzeczy?



Prawie wjechałem rowerem na Śnieżkę

W góry wybraliśmy się następnego dnia po przyjeździe. Plan był taki, aby dojść do Samotni i wrócić. Wypiłem po drodze golemowego portera (którego sami wybraliście w ankiecie) zaraz przy małym strumyku. Gdy już usiedliśmy na chwilę w samym schronisku stwierdziliśmy, że może jednak wejdziemy na tą Śnieżkę...



Udało nam się to, co prawda na powrocie złapał nas deszcz, ale było ciepło więc nie chciało mi się nawet bluzy zakładać. Jest coś orzeźwiającego w takim deszczu zaraz pod szczytem. Trzeba tylko uważać na kamienie, bo można ładnie polecieć w dół... Przez całą drogę zastanawiały mnie dwie rzeczy: co ludzie mają z chodzenia po górach idąc głównym szlakiem (przecież tam nic nie widać i jest dość nudno) i co niektórzy mają w głowach idąc w góry w klapkach... z dziećmi w dodatku.





Oczywiście na samym szczycie okazało się też, że człowieki nie potrafią czytać. Na Śnieżkę (ostatnie podejście) można wejść dwoma głównymi szlakami, jeden (po prawej) jest dość stromy i po obu jego stronach jest wielki napis oznajmiający, że służy on tylko do wchodzenia... oczywiście było pełno idiotów (inaczej tych ludzi nie mogę nazwać), którzy tam schodzili przeszkadzając tym poprawnie idącym. To wtedy też uświadomiłem sobie, że "spodek" na szczycie jest zamknięty i służy głównie do naklejania wlepek na ścianę. Widoczki za to były spoko, to jakoś nie żałowałem.


Etykieta nawiązująca do zwykłego Dybuka niczym szczególnym się nie wyróżnia. Jak przystało na golemowe bączki jest trochę słabo przyklejona. Piwo raczej czarne, nieprzejrzyste. Nie udało mi się w lesie wymusić jakichkolwiek refleksów. Piana wysoka i zbita. Utrzymała się dość długo mimo moich dość nachalnych łyków. 


Człowiekowi sam się nos do wąchania zabiera w takim miejscu. Uwielbiam zapach wilgotnego lasu, a w górach jest on szczególnie intensywny. Tak samo jak dybuk, który aż buchał aromatami ze szkła. Na pierwszym planie czekolada, może delikatnie mleczna. Zaraz za nią dość wyraźna, bourbonowa beczka. Idzie to idealnie w parze z przyjemnym, lekkim alkoholem. Dodatkowo pojawia się w tle wanilia i takie delikatne muśnięcie czerwonych owoców.

Ooo paaanieee... tekstura pianki przy zachowaniu solidnego ciałka jest rzadko spotykana, nawet przy stoutach. Golemowi udało się to z nawiązką przy okazji tego porteru. To piwo jest zwyczajnie w świecie jedwabiste. Niskie wysycenie to tylko potwierdza. Smakowo mamy znowu czekoladę, ale o dziwo jest ona gorzka (momentami przypomina czyste kakao). Potem wanilia i wyczuwalne nuty żyta i wiśni. Do tego znowu pięknie zgrana ze wszystkim beczka. Goryczka niska, ale wyczuwalna. Jakby nie patrzeć to nie ona jest tutaj głównym bohaterem. Na finiszu robi się trochę stoutowo, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Kakao jeszcze bardziej zyskuje na sile, no i pojawia się paloność. Na szczęście całość pozostaje w mocno porterowych klimatach, delikatne kwaskowate owoce o to zadbały. Alkohol dobrze ukryty, delikatnie wyczuwalny i przyjemnie słodkawy. Jak bourbon, dosłownie. Mega piwo, świetnie ułożone i grubaśne. Z początku wydaje się być wytrawne przez kakao, ale słodycz przychodzi z odsieczą i balans zostaje zachowany. Nie wiem, czy mógłbym wybrać lepsze ze sobą w góry.

----------

Styl: Imperial Rye Porter Bourbon JD Barrel Aged
Alk: 9%
Ekstrakt: 24°
IBU: b/d
Skład: zawiera słód jęczmienny, żytni.
Do spożycia: 30.11.2019

Piwny Brodacz

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com