Śledź mnie na:

Sklepy piwne umierają, a w tle RockmillGate



By  Patryk Piechocki     13.10.18    Tagi:, 

Wystarczająco clickbaitowy tytuł, aby przykuł Waszą uwagę? Tak? To dobrze. Wiem, że ostatnio bardziej przebywam na fejsie / instagramie, a na blogu pojawia się stosunkowo mało treści, ale coś mi dzisiaj przyszło do głowy... po rozmowie z jednym z właścicieli sklepów specjalistycznych. Pamiętacie o nich? To takie małe pomieszczenia, gdzie praktycznie każdy z nas, jeszcze z wypiekami na twarzy, zaczynał swoją przygodę z craftem.

Na początku jednak mała dygresja: tak, browar Rockmill upadł. A nie, czekajcie, jednak nie? ... Sam już nie wiem... i Wy pewnie też. W czeluście internetów została wczoraj wrzucona informacja, że główni założyciele (nie mylić z właścicielami czy też inwestorami) zostali wyrzuceni / odeszli z browaru. Bo nie było im po drodze z głównym inwestorem czy coś takiego. Polski craft zapłakał... a dziś przeciera oczy. Oba blogi, które o tym pisały (Chmielokracja i Zpiwem) usunęły teksty, a sam browar dementuje to (trochę pokrętnie, ale zawsze). Destabilizacja i dezinformacja panie...

Zajmijmy się jednak w końcu problemem, który sobie dzisiaj uświadomiłem w pewien sposób. Dużo się pisze o upadających browarach, głównie tych mniejszych, ale nikt praktycznie nie zwraca uwagi na znikające sklepy, które wzniosły craft do zauważalnego poziomu. Tak, tak, sklepy specjalistyczne też upadają, ale w ciszy i samotności zazwyczaj.

Dlaczego tak się dzieje? Powodów jest kilka. Może to być zbyt wysoka marża nałożona na piwo. Wtedy to klienci weryfikują. Może to też być słabe położenie lub/i przesycenie w danym regionie. Największym jednak problemem, według mnie, jest brak współpracy ze strony samych browarów. Może i wepchnąłem kij w mrowisko, ale cóż... ktoś to musiał zrobić.

Jeszcze parę lat temu Bartek z AleBrowaru rozwoził do sklepów Rowing Jacka osobiście. Liczył się dla niego każdy sprzedany karton, bo wiadomo jak to było na tzw. rozruchu craftowym w Polsce. To browary potrzebowały punktów skupu, bez sklepów specjalistycznych nie miały szansy zaistnieć. Wiem, że nijak to się ma do dzisiejszych realiów, ale dajcie mi dokończyć. No więc... rzemieślnicy zaczęli się rozrastać, budują własne warzelnie i puby/multitapy (i też tam kierują większość uwarzonego piwa). Wielu zaczęło się pojawiać na półkach w marketach i... powoli zapominają o swoich mniejszych kolegach po fachu. Hurtownie też tego nie ułatwiają. Jak to zwykle bywa, wygrywa ten, który weźmie więcej towaru. Tylko... czy w crafcie tak to powinno wyglądać? Sam jestem tego świadkiem. Ciężko w mniejszych miastach dostać nowości, bo nikomu na tym zwyczajnie nie zależy. Kiedyś tak nie było. Kiedyś, cytując same browary, sklepy specjalistyczne były postrzegane jako swoiste bastiony craftu, a teraz (szczególnie te w mniejszych miejscowościach) jako niepotrzebny relikt przeszłości.

Sam biję się w pierś, bo byłem jednym z tych co jeszcze parę lat temu forsował craft do marketów. Nie zdawałem sobie jednak sprawy do czego to może doprowadzić. Nie idźmy tą drogą.

PS: przykład Bartka z kartonami podałem tylko dlatego, bo wiem że dowoził je do sklepu, w którym często się zaopatruję w piwo. Na szczęście z ich piwami nie ma takiego problemu.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

3 komentarze:

  1. U mnie w mieście (ponad 60-tysięczny Przemyśl) powoli kraft i w markecie,i w specjalistycznym umiera. Parę lat temu był 4 sklepy w kraftem,gdzie laik mógł dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o piwie od właściciela czy sprzedawcy. Były częste promocje,nowe piwa wjeżdżały,sporo było nowości i importów. Dziś ostał się tylko jeden sklep,gdzie działalność w 80% to wódka i inne mocne alkohole,a piwa rzemieślnicze są tylko tak na dokładkę. reklamy w internecie zero. Nowości bardzo rzadko są zamawiane,często brakuje podstawowych pozycji,zero promocji (nawet piwa,którym kończy się termin są sprzedawane za 100% ceny). W hurtowni obsługującej sklepy specjalistyczne w woj. podkarpackim często brak tzw. sztosów i nowości,panuje chaos. Tesco,które jeszcze kilka lat temu stawiało na kraft (ba,miało nawet promkę z kartą clubcard) teraz zwijają kraft prawie całkowicie (co dziwi mnie na załączonym zdjęciu w artykule-skąd tyle pozycji w tesco). Nie mówię tutaj o marketach,czy osiedlowych sklepach tesco,a o hipermarkecie. Na palcach jednej ręki można wyliczyć tam kraft. Działą jeden pub,ale w małym mieście za butelkę piwa w pubie,gdzie nie jest on zlokalizowany w ścisłej starówce 16-17 zł to lekkie przegięcie. Jedyny sklep,który ma jeszcze piwa rzemieślnicze w ogółe nie ogarnia social media. Mniejszą sprzedaż zwala porą roku lub innymi czynnikami. Moim zdaniem współpraca powinna być obopólna -browary mają kontakt ze sklepami oferując jakieś promocje czy gadżety za dużą sprzedaż ich piw,a sklepy promują je na swoich fanpage. Obecnie widzę taki trend,że krafty,a szczególnie wszystkie nowości,sztosy i serie limitowane są przeznaczone tylko dla mieszkańców wielkich aglomeracji. Sam po ciekawsze pozycje muszę jeździć do oddalonego o prawie 100km Rzeszowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kraft po okresie euforii, sam się unicestwi. Małe browary i do tego kontraktowe mają wysokie koszty produkcji. Tworzenie rocznie 1500 premier jest działaniem na krótki dystans. Nie pomaga to w warzeniu stabilnych dobrych piw. Zalew różności sprawia, że klienci ciągle poszukują kolejnych obiecanych " rarytasów". A poprzednie idą w termin. Wystarczy raz się sparzyć i browar wylatuje. We Wrocławiu jeden taki (wydawało się niezły) na R już ma półki krótkie na 3 pozycje. A jeszcze pół roku wstecz stało kilkanaście rodzajów. 1500 nowości rocznie to absurd marketingowy. Nie ma takiej branży spożywczej poza piwem która tak działa i się utrzymuje na rynku. Przy takiej strategii nawet przez 100 lat nie wytworzy się żadna tradycją. A o eksporcie to nawet marzyć nie można. I przez to Kraft jest za drogi. Przeciętne piwo kosztuje 2-3 € A tymczasem w takiej Belgii jest 1500 typów A ceny normalnych piw rzadko przekraczają 1.5 góra 2 €. Tyle że oni mają przeciętne wynagrodzenie jak u nas czyli 3500 tyle że w innej walucie. I do tego 80% produkcji chętnie kupuje zagranica. U nas to ułamek procenta. Podsumowując browary produkują mało, niestabilnie, bez pomysłu na porządną dystrybucję i do tego drogo. To oczywiście generalizacja są na szczęście wyjątki. Bez zmian radykalnych nie widać szans na utrzymanie się większości na naszym rynku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy ktoś jeszcze poluje na nowości, ja już nie czuję potrzeby sprawdzania kolejnej wersji danego stylu. Zamiast dziwacznych dodatków, bardziej zależy mi na jakości/powtarzalności. Jeśli ktoś z moich znajomych dopiero wchodzi w tematykę piw rzemieślniczych, nie jestem w stanie mu czegoś polecić na 100%, bo nie wiadomo jak kolejna warka się zaprezentuje. Kiedyś każdy zaczynał od Ataku lub Jacka, a teraz te piwa są bardzo przeciętne. W sklepie specjalistycznym nie byłem chyba z dobre pół roku. U mnie markety poszły ostro w stronę piw rzemieślniczych. Robiąc zwykłe zakupy zawsze do koszyka trafi Nosferatu, Blackcyl lub Misty. Więc ochota na wycieczkę do sklepu specjalistycznego drastyczne spada. Do tego jeszcze pojawiają się promocje, nawet na świeże piwo. Ostatnio brałem sporo piw od Radugi po 4zł i 6zł od Trzech Kumpli. Właściwie to po spróbowaniu tych wszystkich piw, gonieniu za nowościami, najwięcej popijam 1 na 100 od Kormorana oraz IPA 0% Miłosława.

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com