Śledź mnie na:

Importer (Browar Świebodzin)



By  Patryk Piechocki     19.9.18    Tagi:,,,,, 

Może Was to zdziwić, ale nawet tak niespotykanie spokojny człowiek jak ja może być czasami dość... natrętny. Wiem, wiem, sam tego nie mogę pojąć. Od samego początku działalności rodzimego browaru Świebodzin męczyłem chłopaków o coś naturalnie ciemnego. Niby uwarzyli black IPA na start, ale to jednak nie to samo co klasyka.

W końcu nadszedł ten dzień, ku mojemu zdziwieniu w pięknie sobotnie popołudnie. Siedząc w miejskiej restauracji zaproponowano mi "nowe ciemne piwo ze Świebodzina". Z początku myślałem, że chodzi o Sekala, ale kelnerka wyprowadziła mnie z błędu ukazując jakże piękną butelczynę z płynem o prawilnej ilości alkoholu w środku. Wtedy właśnie sobie przypomniałem, że chłopaki rzeczywiście mieli portera w tankach, ale byli dotychczas przekonani, że cały czas był "za młody". Przez to całe oczekiwanie zapomniałem już o nim kompletnie.


Etykieta nawiązuje do nazwy, chociaż znając ilości rynkowe tego trunku raczej nie zawojuje całego świata (HE HE). Na serio, jest go naprawdę mało. Niestety należy się karny penis za brak pełnego składu. Piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Nawet pod ostre słońce ciężko jest coś dostrzec. Piany za to jak na lekarstwo, nawet przy burzliwym nalewaniu. Coś mnie się wydaje, że nagazowane zbytnio nie jest... a to dobrze przy porterze.


Nie będę się zbytnio rozwodził nad aromatem, bo nie w nim drzemie siła tego piwa. Zapaszek może i jest przyjemny, bo jak inaczej można nazwać delikatnie wędzoną śliwkę (nie mam pojęcia skąd ta wędzoność) zalaną czekoladą? W dodatku fajnie otuloną nutą pieczonej skórki od chleba. Całość jednak jest też niestety średnio intensywna... Momentami trzeba się naprawdę mocno zaciągnąć, aby coś poczuć. Szkoda, bo człowiek mógłby się upić samym zapachem.

Gdy jednak bierzesz pierwszy łyk... ojezusfakinkrajst. Zanurzasz się w teku (czy z czego tam akurat degustujesz) i czujesz jak Ci się ten węgiel w płynie przykleja do języka. Jestem na 99,9% pewny, że nie piłem jeszcze tak gęstego porteru, klasycznie imperialnego. RiSy-srisy owszem, ale piwowarskiego skarbu Polski nie. Ciałko też czuć i to tak mocno (jak zresztą przystało na taki ekstrakt). Wysycenie na niskim poziomie, co można było zauważyć już przy nalewaniu. Pierwsze uderzenie smakowe wydało mi się cholernie mocne, jak jakiś pierun z jasnego nieba. Przy kolejnych łyczkach (tak moi drodzy, to jest piwo deserowe i pije się je powoooli) zrozumiałem jednak, że to było złudzenie. Importer jest po prostu cholernie wyraźny i intensywny w smaku. Na pierwszym planie oczywiście czekolada i słodycz słodowa, z delikatnie zaznaczonym toffi. Ciekawe połączenie z racji tego, że sama czekolada ma takie lekko gorzkawe zacięcie. Cholera... przy ogrzaniu nawet orzechy wychodzą z ukrycia. Po drugiej stronie barykady ustawiły się ciemne owoce z dojrzałą śliwką na czele. Taką przyjemną, likierową (tutaj też wchodzi do gry fajny, ale też dobrze ukryty alkohol). Pomaga jej trochę wiśnia, która uwydatnia się wraz z rosnącą temperaturą trunku. Zdawałoby się, że zaraz skoczą sobie do gardeł, ale wbrew temu zaczynają się ściskać jak Kargul z Pawlakiem, niszcząc płot dzielący ich posesje. Goryczka, o dziwo, dobrze zaznaczona. Profil ma taki delikatnie palony. Nie wpycha się niepotrzebnie i tylko zaznacza swoją obecność. Na finiszu słodycz zdaje się już stanowczo wygrywać, ale w ostatniej chwili pojawia się mur nie do przejścia. To kawusia przyszła z odsieczą, aby nas tutaj nie zacukrzyło na śmierć. Goddamn... zapewne wydaje się Wam, że jestem zwyczajnym fanboyem browaru z mojego rodzinnego miasta, ale... nic nie poradzę. Chłopaki idealnie wpasowali się tym porterem w moje gusta.

----------

Styl: Imperial Baltic Porter
Alk: 10,5% Obj.
Ekstrakt: 27°
IBU: 7/12
Skład: słody jęczmienne, chmiele, drożdże.
Do spożycia: 31.12.2019

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com