Śledź mnie na:

Zeropoint (Szpunt)



By  Patryk Piechocki     19.4.18    Tagi:,,,,, 

Moja szosa łaknie piw sesyjnych, pod każdym względem. Głównie chodzi jej pewnie o aspekt alkoholowy, no ale. Dzięki Bogu polski craft zaczyna powoli reagować na potrzeby spragnionych cyklistów. Mad Driver Vermont jakoś nie przekonał mnie do końca. Dlatego ich ostatnie piwo, czyli IPA z Rooibosem poczeka sobie jeszcze.

Dzisiaj zdegustujemy sobie szpuntowy wynalazek, a jak wiecie lubię chłopaków z tego browaru (no homo) i smutno by mi było gdyby podpadli akurat przy takim trunku. Z drugiej jednak strony... ciężko jest uwarzyć dobre bezalkoholowe piwo.


Etykieta z serii piw specjalnych, czy też wyjątkowych. Mamy bliżej nieokreślony wzorek, który mieni się jak... dobrze wypolerowane amelinium. Jak widzicie powyżej jest to zmora aparatów, ale dla oka jest to jak najbardziej miły widok. Białe tło kojarzące się z trunkiem bez alko też spoko. Sooo clean. Piwo ma jasnozłoty kolor, prawie, że słomkowy. Jest też wyraźnie (i równo) zmętnione, tak jak przystało na New England IPA. Piana dość niska, ale równa. Po chwili pozostał po niej tylko kożuszek, ale za to trwały.


Aromat nieszczególnie powala na kolana jeżeli chodzi o intensywność. Ot coś tam czuć przy każdym zanurzeniu ust. Głównie cytryna, albo i nawet limonka wraz z delikatną nutą żywicy. Do tego słodowość, jak przy brzeczce podczas domowego warzenia.

Już po pierwszym łyku czuć, że gasić tym można pragnienie o każdej porze i w każdym miejscu. Piwo jest lekkie i orzeźwiające, ale nie zahacza o wodnistość o dziwo. Mocne nagazowanie też jakoś pasuje w tym przypadku. Na delikatnie zbożowej podbudowie mamy potężny filar cytrusowy, głównie limonkowy, który wspierany jest dodatkowo żywicznym zacięciem. Jest też lekki kwasek, jak w jakimś sour ale. Goryczka może i nie przypomina tych ze znanych nam IPA, ale jak na trunek bezalkoholowy jest nad wyraz wyraźna. Ma lekko żywiczny profil. Finisz dość wytrawny i już zdecydowanie żywiczno-ziemisty. Całość jak najbardziej OK. Przyjemnie orzeźwia i rzeczywiście można tym uzupełnić płyny po wysiłku fizycznym. Problem jednak pozostaje... Tak jak w przypadku Mad Drivera tak i tutaj większe skojarzenia mam z lemoniadą chmielową niżeli z pełnoprawnym piwem (ot taki wieczny problem bezalkoholowców). Na pierwszym miejscu nadal pozostaje 1 na 100 z Kormorana, który wygrywa np. ciałkiem. Zeropoint depcze mu jednak po piętach.

----------

Styl: Bezalkoholowe New England IPA
Alk: poniżej 0,5% Obj.
Ekstrakt: b/d
IBU: niskie.
Skład: słód (jęczmienny, żytni), chmiel, drożdże.
Do spożycia: 07.12.2018

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com