Śledź mnie na:

Too young to be Herod 2017 (Artezan)



By  Patryk Piechocki     24.12.17    Tagi:,,,,, 

Pamiętam, że w bodajże pierwszej klasie podstawówki zmusili mnie do zagrania w przedstawieniu świątecznym. Miałem być Herodem... ja. Człowiek niespotykanie spokojny i bez konfliktów. Dodatkowej pikanterii do tej całej sytuacji dodawał fakt, że byłem chyba jedynym świeżakiem w tej całej bandzie niby aktorów.

Oczywiście jak na świeżaka przystało robiłem na złość nauczycielkom. Wydawałem dziwne dźwięki, upadałem szybciej (była scena, gdzie mnie strażnicy "rzucali" na ziemie) i ogólnie byłem małym wrednym bachorem wprost z amerykańskiego filmu lat 80-90'tych. Jak tak teraz o tym myślę, to lałbym nawet samego siebie linijką po tyłku na miejscu tych nauczycielek. Tak jakoś mi się przypomniało pijąc tegorocznego świątecznego stouta z Artezana.



Herodzik bardzo ładnie prezentuje się na butelce i trochę przypomina mnie z czasów aktorskiego debiutu. Inna sprawa, że sam styl graficzny kojarzy mi się, nie wiedzieć czemu, z Małym Księciem, a przynajmniej wersją, którą czytałem za młodu. Kapselek firmowy zawsze na propsie. Piwo ciemnobrunatne, nieprzejrzyste. Z początku piana była zadziwiająco wysoka i prawie że czarna. Dość szybko jednak, mimo zbitej konsystencji, zaczęła się redukować do tego co macie poniżej. Szkoda trochę.


Aromat? Miazga. Tak intensywny, że nawet bigos w pobliskim garnku go nie zdominował. Czekolada 75%, marcepan, trochę palonego słonecznika i odrobina skórki pomarańczy. Całość posypana szczyptą cynamonu. Bardzo ładnie się to wszystko zgrywa ze sobą i rzeczywiście pachnie świętami. No no Panie Artezan, jak Ty mnie zaimponowałeś w tej chwili.

W ustach gładkie i aksamitne, ale też z proper ciałkiem. Tak, płatki owsiane zrobiły robotę. Wysycenie średnie do niskiego. W smaku znowu przyjemna czekolada, taka nie z pierwszej łapanki. Gorzka i w dodatku wspomagana przez kakao. W tle prażony słonecznik i bardzo delikatna pomarańcza. Goryczka średnia, momentami niska. Ma palony profil, który przechodzi w popiół na finiszu. Taki nie za mocny, ale za to bardzo dobrze współgrający z czekoladą. Ogólnie końcówka taka trochę jednowymiarowa się wydaje. Podsumowując... dobre, nawet bardzo. Brakowało jednak  tego pazura z aromatu i jakby nie patrzeć trochę różnorodności. Gdzie się podział marcepan?

----------

Styl: Christmas Orange Stout
Alk: 8% Obj.
Ekstrakt: b/d
IBU: b/d
Skład: słód jęczmienny, płatki owsiane, ziarna kakaowca, skórka pomarańczowa, chmiel, drożdże, cynamon cejloński.
Do spożycia: 30.03.2018

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com