Śledź mnie na:

Baribal (Deer Bear)



By  Patryk Piechocki     21.12.17    Tagi:,,,,,, 

Pamiętam dzień, w którym jarałem się jak młody informacją o Hadesie, czyli RiSie z chilli z browaru Olimp. Uwielbiam ostre rzeczy i dodanie papryczek do mocnego, ciemnego piwa wydawało mi się rzeczą oczywistą. Później jakoś temat ucichł. Rynek zweryfikował, bo Polacy to naród pieprzu, a nie chilli.

Dlatego nie powinno Was dziwić to, że na Baribala polowałem od momentu ogłoszenia przez browar wysyłki do hurtowni. W dodatku kupiłem dwie butle, jedna pójdzie na leżak. Czy mój wewnętrzny fetyszysta zostanie zaspokojony? Sprawdźmy. Tak na marginesie wiedzieliście, że baribal to po prostu niedźwiedź czarny? The more you know.


Kreskówkowe etykiety Deer Bear chyba każdemu przypadły do gustu, łącznie ze mną. Z tą nie jest inaczej. Problem pojawia się przy metryczce. Brak pełnego składu obudził w internecie obawę o używanie aromatów. Samo piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Piana wysoka, lekko dziurawa, ale za to z ładną koronką na ściankach. 


Pachnie... wybornie milordzie. Rzeczywiście człowiek ma bardzo mocne skojarzenia z goframi, i to w dodatku szczodrze posypanymi cynamonem. Nie mam zielonego pojęcia jak im się udało uzyskać taki efekt świeżych wafli. Aromaty? Cholera wie. Do tego słodycz dość specyficzna, miód? Nie... może to syrop klonowy? Wstyd się przyznać, ale nigdy nie próbowałem. Po ogrzaniu wychodzi czekolada i nuty ciemnych owoców. Te ostatnie tak mocno w tle.

Wyobraźcie sobie mnie kaszlącego ze zdziwieniem w oczach. Tak wyglądałem po wypiciu pierwszego łyku. Mam dość wysoką tolerancję na ostre rzeczy, ale papryczki w tym piwie wzięły mnie z zaskoczenia. Pikantność Baribala można określić jednym zdaniem: "będziesz tego żałował później". To ona dominuje nad wszystkim i wielu się to nie spodoba. Mi... ahh ten fetysz wewnętrzny. Przy kolejnych łykach zacząłem się przyzwyczajać, a co za tym idzie wyczuwać też inne smaki. Mianowicie słodycz, taką przytulaśną i na pewno nie pochodzącą ze słodów. Toż to prawdopodobnie syrop klonowy z cynamonem. Widać, że się stara jak może, ale w tej nierównej walce z habanero raczej nikt nie wygra. Dalej mamy czekoladę, słodkawą i z wyższej półki. Całość (nie licząc papryczek oczywiście) kojarzy mi się z naprawdę wyśmienitym deserem. Goryczka... no nie wiem, pewnie gdzieś tam jest. Może pod postacią popiołu? Trudno stwierdzić przy tym pożarze w przełyku. Na finiszu, co zaskakujące, wybija się kawa zbożowa i paloność. Całość przepięknie ułożona, alkohol rozgrzewa wyłącznie z ukrycia. Ciało grubaśne, piwo gęste i oblepiające. Wysycenie niskie, jak Duch Craftu przykazał. Dla mnie bomba, taka paląca w obie strony.

----------

Styl: Imperial Cinnamon Waffle Chilli Maple Stout
Alk: 11% Obj.
Ekstrakt: 25% Wag.
IBU: 4/5
Skład: zawiera słód jęczmienny, płatki pszenne, żyto palone, pszenicę paloną.
Do spożycia: 01.01.2020

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com