Śledź mnie na:

Hop! Sarenka (Łąkomin)



By  Patryk Piechocki     3.11.17    Tagi:,,,, 

Zrobiłem sobie ostatnio małe kuku... Rozpisywać się tutaj nie będę, o owej kontuzji możecie przeczytać na moim rowerowym blogu. W skrócie cieszę się, że mam pare degustacji zaległych w kopiach roboczych. Jedną z nich jest właśnie belgijskie IPA z browaru Łąkomin.

Nie, żeby łatwo mi się teraz pisało ten tekst. Jestem praworęczny, a muszę pisać lewą... Wyglądam jak nasi dziadkowie, którym ktoś pierwszy raz podsunął klawiaturę pod palce. Zabawny widok, ale czego ja dla Was nie zrobię moje robaczki. I nie żebym się nudził na zwolnieniu lekarskim i nie miał nic lepszego do roboty... no gdzie.


Na samym początku wielki plus za zmianę etykiety. Nowe grafiki na poszczególnych piwach wyglądają bardzo przyzwoicie. Jedyny problem jaki z nimi mam to ilość niepotrzebnego badziewia dookoła. To Sarenka powinna przyciągać oko, a nie jakiś medal zaprojektowany w Paintcie. Piwo ma ładny kolor bursztynu i jest tylko delikatnie zamglone. Piana wysoka, ale dość dziurawa. Utrzymuje się za to długo.


Aromat średnio intensywny, ale za to mocno belgijski. Są brzoskwinie, trochę mandarynek i coś "pomelopodobnego". Niby słodko, ale nie przymuląco. Pojawiają się też przyprawy. Tutaj głównie pieprz, ale też lekki miks goździka i (chyba) kardamonu. Im bardziej się to piwo nagrzewa tym bardziej zaczyna dominować suszona brzoskwinia, którą mógłbym jeść garściami cały dzień. 

Po pierwszym łyku Sarenka wydaje się być dość mocno wypełniająca, ale przy każdym kolejnym to uczucie maleje. Ciałko jest naprawdę spoko i całość zdaje się być gładka jak pupa niemowlęcia. Wysycenie średnie, pasuje idealnie do ciała. W smaku mała powtórka z aromatu, ale w trochę innych proporcjach. Brzoskwinia połączyła się z cytrusami (od amerykańskich chmieli) tworząc ciekawy miks owocowy. Ten wspomagany jest delikatnie przez przyprawy, co by człowiek nie dostał fioła od tej słodyczy. Całość na bardzo znajomej słodowości... biszkopt? Chyba tak. Goryczka grapefruitowa, to nie podlega dyskusji. Jest wyraźna i wystarczająca. Nie zakrywa Belgii, ale stawia bardzo wyraźny opór. Finisz już mocno przyprawowy, brzoskwiniowy i trochę taki jakiś dziwnie gryzący, ale to możemy pominąć spokojnie. Miła pozycja, gdzie USA nie przytłoczyło wszystkiego, a jest zwyczajnie miłym dodatkiem.

----------

Styl: Belgian Blond IPA
Alk: 7% Obj.
Ekstrakt: 15,2°
IBU: 3/6
Skład: słód (pilzneński, carabelge), cukier kandyzowany biały, chmiel (Chinook, Citra, Centennial), drożdże Fermentum Mobile Artefakty Trapistów.
Do spożycia: 11.2017

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com