Śledź mnie na:

Porter Noster (Czarna Owca)



By  Patryk Piechocki     2.10.17    Tagi:,,,, 

Jakiś czas temu usłyszałem dość zabawne zdanie, szło jakoś tak: "Weź mnie jakiegoś portera z lodówki. Jak to co to... no jakieś ciemne piwo no". Jak się tak przez chwilę zastanowić to rzeczywiście większość ludzi w naszym kraju używa tej nazwy jako zamiennika do wszystkiego co ciemne. Można z tego wyciągnąć jeszcze jeden lekko naciągany wniosek: większość porterów smakuje tak samo i w gruncie rzeczy nie ma się czym podniecać.

Ale czy to źle? No nie, sam nie raz sięgam po np. żywieckiego. Stała jakość za grosze i do wypicia w garażu bez obawień. Problem pojawia się wtedy, gdy chce się czegoś więcej. Tak do pocmokania w domu na spokojnie. W takich przypadkach sięgam zazwyczaj po jakiegoś RiSa z piwnicy, ale wewnętrzny patriotyzm każe wypić porter bałtycki... Z odsieczą (lub nie, zobaczymy) nadszedł browar Czarna Owca ze swoim trunkiem warzonym raz do roku i leżakowanym przez 7 miesięcy. Zobaczmy jak im to wyszło.


Etykieta bardzo minimalistyczna i gdyby nie inna czcionka powiedziałbym, że też tandetna. Na szczęście jakoś to robi robotę. Piwo czarne, ale nie będziecie mieli problemu z wymuszeniem brązowych refleksów. Nawet przy minimalnym oświetleniu. Beżowa (i nawet ładnie zbita) piana całkiem wysoka o dziwo. Niestety szybko się redukuje do dość grubego kożucha. Mniej więcej w połowie picia nie ma po nim śladu.


Średnio intensywny aromat już przy pierwszym niuchu bardzo przyjemnie mnie zaskoczył. Głównie bardzo specyficznym miksem mlecznej czekolady i delikatnej paloności. Cały czas krąży mi też po głowie marcepan w czekoladzie, który osobiście uwielbiam. Po większym ogrzaniu dochodzą też suszone owoce, ale tak bardziej w tle. Tutaj w głównej roli śliweczka.

Właśnie takiej konsystencji się spodziewałem po 22,5° Plato. Całość jest gęsta, ale nie tak do bólu. Dzięki temu porter zdaje się być wręcz aksamitny... jak balsam na spragnione dusze niewiernych lageropijców. Wysycenie niskie, idealnie pasuje. Na pierwszym planie znowu marcepan w czekoladzie i szczyptą kakao. Cholernie mi podszedł ten miks i nie przypominam sobie, abym w jakimś innym piwie miał takie skojarzenia. W tle suszone owoce, tutaj znowu śliweczka. Całość słodka, ale bez przesadyzmów. Po pewnym czasie do ataku rusza goryczka. Może i jest dość wyraźna jak na ten styl, ale za to krótka i nieinwazyjna. Profil ma lekko palony co jest idealną zapowiedzią finiszu. W nim czekolada, palone nuty i momentami kawa. Ta wydaje się być trochę słaba jak dla mnie. Weźcie jednak pod uwagę to, że jestem uzależniony od wcześniej wymienionej i mogę przesadzać trochę. Alkohol ukryty całkowicie, rozgrzewa z ukrycia. Cholernie przyjemny i nietuzinkowy porter. Ułożony i gotowy do wypicia, nie musicie martwić się o leżakowanie.

----------

Styl: Porter Bałtycki
Alk: 9% Obj.
Ekstrakt: 22,5°
IBU: 50
Skład: słód (jęczmienne), chmiel Marynka, drożdże.
Do spożycia: 08.09.2018

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com