Śledź mnie na:

P.i.S. & Love (Birbant) leżakowany



By  Patryk Piechocki     22.2.17    Tagi:,,,, 

Wydawało mi się, że żaden dodatek do piwa mnie nie zmusi do odrzucenia takowego. W końcu Va Banque! ze śledziem bardzo mi smakował. Myliłem się, a przynajmniej po części. Pewnie wielu z Was słyszało, że Birbant uwarzył piwo na słodach wędzonych owczymi odchodami? Nie? No to już wiecie.

Miałem je nawet w rękach, ale średnio chciało mi się wydawać na nie pieniądze w sklepie. Jakaś blokada wewnętrzna zadziałała. W dodatku przypomniałem sobie, że mam w piwnicy pierwszą warkę P.i.S & Love i przydałoby się ją w końcu wypić. To samo z tym drugim RiSem BA...



Etykieta od FLOV jak zwykle na propsie. Taki Święty dla dorosłych, który z chęcią wbiłby się na każdą imprezę... i to w dodatku ze swoim stuffem. Trochę za duża mi się jednak ta etykieta wydaje, szczególnie na mniejszej butelce. Piwo czarne, nieprzejrzyste. Piania znikoma, szybko zredukowała się do dziurawego kożucha. Ten też jakoś nieszczególnie chciał się utrzymać.


Oho, aromaty może i nie należą do tych super duper monstro intensywnych, ale za to wwiercają się w nos jak nowiutkie wiertło widiowe w suporex. Nie będę ukrywał, że mam dość mocne skojarzenia ze Smoky Joe. Na szczęście RiS od panów z Birbanta wyróżnia się na tyle, aby człowiek nie musiał wybierać pomiędzy nim a znanym i lubianym klasykiem ze stajni AleBrowaru. Owszem jest torf, ale pod przykryciem dość specyficznego likieru. Dodajmy do tego suszone owoce (morela i moooże rodzynki) i mamy całkiem słodki zapaszek. Przyjemny i rozgrzewający w dodatku.

Pierwsze co się rzuca na język to to, że ni cholery nie czuć tego ekstraktu. Co prawda piwo jest gładkie i ładnie oblepia przełyk, ale czuć też, że ciała mu trochę brakuje. Na szczęście wysycenie jest na bardzo niskim poziomie i nie potęguje tego odczucia. W smaku królują suszone owoce. Znowu pojawia się morela, ale też śliwka i... żurawina. Leżą sobie ospale na całkiem fajnej czekoladowej podstawie z takim delikatnie palonym zacięciem. Oprócz tego torfowe nuty, które robią za idealny dopełniacz. Goryczki praktycznie żadnej, bardziej odczuwalny jest alkohol. Całkiem fajny muszę zaznaczyć. Nienachalny i przyjemnie rozgrzewający. Ciągnie się przez finisz wraz czerwonymi owocami i lekko zalegającą czekoladą. Nie wiem jak smakowała świeżynka, ale wersja leżakowana okazała się być bardzo fajnie ułożonym, aczkolwiek lekkim RiSem.

----------

Styl: Peated Russian Imperial Stout
Alk: 10,5% Obj.
Ekstrakt: 24,5°
IBU: 78
Skład: słody (Pale Ale, słód whisky, słód czekoladowy, słód melanoidynowy, słód karmelowy), jęczmień palony, cukier, chmiel Magnum, drożdże: S-04.
Do spożycia: 09.12.2016

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com