Śledź mnie na:

Night Wolf Extreme (Szpunt)



By  Patryk Piechocki     28.2.17    Tagi:,,,,,, 

Browar Szpunt wyrósł nam na cichego, ale zacnego kontraktowca. Chłopaki nie wywyższają się zbytnio, nie robią też nie wiadomo jakiego marketingu. Trochę szkoda, bo warzą dobre piwa, czasami dziwne i niezrozumiałe przez wielu, ale nadal dobre. Tutaj najlepszym przykładem może być ich Venom.

Moim ulubionym trunkiem z ich stajni jest jednak Night Wolf, degustację wersji podstawowej możecie przeczytać tutaj. Dziś sprawdzimy sobie wersję extreme, gdzie 83% zasypu stanowił słód wędzony torfem. Czy przebił on swojego starszego brata? Zobaczmy.


Etykieta odnowiona, i nie mam na myśli tylko wersji extreme. Podstawowa też została odświeżona. Jeżeli mam być szczery to nie jestem do końca przekonany do tych zmian. Jakoś wcześniejsze wydawały mi się bardziej czytelne. Samo piwo jest czarne, nieprzejrzyste. Wysoka piana szybko pęka redukując się do całkiem sporego kożucha. 


Aha, w tej wersji nie ma miejsca na poboczne aromaty. To piwo nie bierze jeńców, zapomnijcie o karmelu czy też innych łagodnych zapaszkach. Spalone kable w sali operacyjnej szpitala to jedyny miks jaki poczujecie wąchając Night Wolfa. I to w dodatku narastający z czasem. Jeżeli by się człowiek uparł to wyczułby też delikatną gorzką czekoladę, ale to bardziej na zasadzie pielęgniarki o imieniu Zofia, która podając skalpel zrobiła to ręką ubabraną właśnie czekoladą. Yyy, o czym ja piszę? 

Ok, gładki jak pupa niemowlęcia jest ten stout. Wysycenie też dobrze dopasowanie. Jest niskie więc nie przeszkadza w powolnym sączeniu. To tyle z podobieństw jeżeli chodzi o wersję normalną, bo paradoksalnie wydaje mi się jakby miał on mniej ciała. Czy to źle? Może trochę. Zapomniałem jednak o tym szybko, bo smakowo to tu się dzieją rzeczy magiczne. Torf rządzi, trzyma pijącego za gardło i nie odpuszcza praktycznie do ostatniej kropli. Znowu pojawiają się spalone kable, stare bandaże, asfalt gorący jak ten pierwszy pocałunek i pani Zofia. Tym razem cała w gorzkiej czekoladzie, która robi za całkiem fajną podstawę dla całości. Czekolada, nie pani Zofia... Goryczka wyraźna, ale dość krótka. Taka lekko popiołowa. Na finiszu bandaże w czekoladzie z domieszką kawy zbożowej. Czy jest extreme? W porównaniu z wersją normalną na pewno. Czy jest dobrze? Jak najbardziej. Piłbym litrami najlepiej do jakichś żeberek w sosie BBQ... albo steka.

----------

Styl: Whisky Stout
Alk: 6,3%
Ekstrakt: 16°
IBU: "średnie"
Skład: słód (jęczmienny, whisky, carafa III special, pszeniczny czekoladowy), chmiel Iunga, płatki owsiane, drożdże.
Do spożycia: 09.07.2017


Trzeba szybko robić zdjęcia, bo szkło zaczyna zamarzać.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com