Śledź mnie na:

ANTYbiotyk (Antybrowar)



By  Patryk Piechocki     4.1.17    Tagi:,,, 

Antybrowar jest w pewnym sensie dla mnie jak ta baśniowa bestia z ludowych opowieści. Gdzieś o nim słyszałem, gdzieś widziałem butelki (zapewne w internetach), ale jakoś nigdy nie spróbowałem ich wyrobów. Z pomocą przyszła hiena antybrowarowa w czapce Mikołaja i podarowała mi zestaw ich ostatnich piw. Ryszard R. może i wylądował w pace, ale dary losu nadal spływają.

Dwa pierwsze wypiłem tak o, wydawały mi się najmniej ciekawe. Okazały się być bardzo poprawnie uwarzonymi belgian AIPA i american pale ale. To drugie było nawet bardzo, ale to bardzo pyszne. Zostawiłem sobie rumiankowego saisona, beczkowanego kwasa i pełne pszeniczne AIPA. Wszystkie pojawią się na blogu, zacznijmy od sezą.


Wszystkie etykiety Antybrowaru są spójne i różnią się tylko poszczególnymi detalami. Nawet nazwy są zazwyczaj podobne, na bazie słownych gierek z wyrazem "anty" w tle. Proste to i nawet ładne trzeba przyznać. Trochę szkoda, że nie mają kapsla firmowego, hiena idealnie by się nadawała. Piwo ma kolor bursztynu i jest lekko opalizujące. Nie wiedzieć czemu spodziewałem się większej mętności. Piana urosła wysoka, ale po krótkiej chwili pojawiły się w niej dość spore bąble niwelując ją do dość sporego kożucha. Ten pozostał praktycznie do końca picia.


Lekki to saison nie będzie, oj nie. Ze szkła dosłownie bucha aromatami. Jest owocowo (suszona brzoskwinia pierwsza przychodzi na myśl), są zioła i przyprawy (w tej roli rumianek i pieprz) i jest też alkohol. Ten ostatni na szczęście bardziej w dopełnieniu i z tych przyjemniejszych. Całość tworzy dość ciężki, ale przyjemny zapaszek. 

Oj nie spodoba się to wielu ludziom, tego jestem pewien. Antybiotyk jest jednym z najbardziej cielistych saisonów jakie piłem. Czuć jego moc i ciało przy każdym łyku, w dodatku wysycenie jest na średnim do niskiego poziomie. Jest słodowość, ale całość pozostaje bardziej po tej wytrawnej stronie. Na początku wydaje się człowiekowi, że czuję brzoskwinkę (wraz z lekkimi cytrusami), ale bardzo szybko do ataku przechodzą przyprawy. Wyobraźcie sobie rumianek i kolendrę na sterydach, takie duże i bez szyi praktycznie. O wiem, takie dwa Marcinki z nowego Pitbulla. Goryczka średnia, jeżeli mam być szczery to ciężko jest się jej przebić przez te przyprawy i alkohol. A właśnie, ten ostatni dość mocno wyczuwalny, szczególnie na finiszu. Tyle dobrze, że nie jest jakiś gryzący czy też rozpuszczalnikowy. Mogli go jednak lepiej ukryć. Dodatkowo na końcu pojawia się też o wiele mocniejszy rumianek. Bardzo dziwne piwo. Nie powiedziałbym, że złe czy też wadliwe... po prostu specyficzne.

----------

 Styl: Saison
Alk: 7,3% Obj.
Ekstrakt: 14°
IBU: b/d
Skład: słód (pilzneński, monachijski, żytni jasny), chmiel, drożdże, kolendra, suszona skórka pomarańczy, rumianek.
Do spożycia: 12.03.2017

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com