Śledź mnie na:

A koko to obchodzi? (Artezan)



By  Patryk Piechocki     17.1.17    Tagi:,,,, 

Poszukiwania piwa idealnego na zimowe wieczory ciąg dalszy. Głównym kryterium znowu okazał się być kokos, tym razem w duecie ze stoutem. Artezanowi zazwyczaj udaje się trafić w moje gusta więc mam spore nadzieje. Jakoś też dziwnie się w tym roku złożyło, że w moje ręce nie trafiło ani jedno piwo piernikowe...

Jeżeli dobrze pamiętam pierniki w płynie były zazwyczaj domeną browarów regionalnych. Jak się dobrze nad tym zastanowić to można wyciągnąć prosty wniosek: ich dystrybucja albo zmalała, albo browary regionalne przestraszyły się Witnicy i wyniosły się z moich okolic. Lubuskie naprawdę zaczyna być istnym zadupiem piwnym... No, ale wróćmy do piwa. No bo w końcu koko obchodzi stan craftu w moim województwie?



Etykieta standardowa jeżeli chodzi o Artezana. Nie ma się co rozpisywać. Kapsel firmowy, jeden z nielicznych, przy którym nie przeszkadza mi zbytnio napis. Co do samego piwa... dziwna sprawa, pierwszy raz spotykam się z tak widocznym tłuszczem w piwie. Wiórki kokosowe dały czadu i na powierzchni zamiast piany (której nie ma praktycznie) utrzymują się małe, oleiste oka. Piwo wydaje się być czarne, ale momentami da się wychwycić brązowe refleksy.


Nie mam ostatnio szczęścia do aromatów w piwie. Tak jak w poprzednich degustacjach i tutaj zapach nie chce wyjść ze szkła i trzeba się ostro napocić aby coś wyczuć. Trochę pomaga mocne ogrzanie, ale fajerwerków i tak nie ma. Co czuć? Czekoladę, to na pewno. W tle ciemne słody, trochę chmielu i niestety absolutny brak kokosa. To już kolejne fiasko jeżeli chodzi o ten dodatek po Saint No More 2016.

W smaku też dzieją się jakieś dziwne rzeczy. No bo tak: piwo jest wystarczająco gęste i treściwe, stout owsiany z najwyższej półki można rzec. Problem w tym, że nagazowanie jest jakieś z kosmosu jeżeli chodzi o ten styl. Kompletnie psuje to odbiór całości. Na szczęście artezanowe Koko nadrabia smakowo. Jest czekolada, która z każdym łykiem robi się coraz bardziej gorzka. Zaraz za nią spaceruje odrobina kawy zbożowej i upragniony kokos. Ta mieszanka nie przypomina zbytnio dobrze wiecie jakiego batona, ale mi to akurat nie przeszkadza. Wyobraźcie sobie wytrawne Bounty... jeżeli jesteście w stanie oczywiście. Ja nie byłem, dopóki nie spróbowałem tego piwa. Goryczka umiarkowana, wystarczająca. Lekko palona nawet. Na finiszu dominuje kawa zbożowa wspomagana nutą kakao. Kokos niestety zanika kompletnie pod koniec. Podsumowując... całkiem dobry z tego stout owsiany. Niestety kokosowej powtórki z Rokokoko nie macie się co spodziewać.

----------

Styl: Oatmeal Stout
Alk: 5,5% Obj.
Ekstrakt: 14,5%
IBU: mało
Skład: słód jęczmienny, płatki owsiane, płatki kokosowe, chmiel, drożdże.
Do spożycia: 18.03.2017

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com