Śledź mnie na:

Woda chmielowa rdzą przyprawiona (Nepomucen vs Browar Jana)



By  Patryk Piechocki     15.11.16    Tagi:,,,,,,, 

Każdy z nas tam był... w tej mrocznej dziczy, z której da się wrócić wyłącznie przez męczarnie, pot i łzy. Gdy jedynym słusznym rozwiązaniem wydaje się być litr gorącej herbaty z miodem i cytryną... ewentualnie można się też poddać i umrzeć. Tak tak, chodzi o to jakże zadziwiające każdego (i za każdym razem) zjawisko zwane kacem mordercą.

Na szczęście na horyzoncie pojawiły się nowe metody walki z tym potworem. Browary chcą pokazać, że dbają o swoich klientów (szczególnie w trzeci dzień festiwali piwnych) i obmyśliły plan dość prosty, ale jakże skuteczny zarazem. No bo co im szkodzi nachmielić wodę? Niby nic takiego, a każdy craftopijca rzuci się od razu żeby przynajmniej spróbować


Zacznijmy jednak od miejsca, w które zabrałem swoich nowych towarzyszy podróży. Most nad Odrą w Cigacicach. Przedwojenny, wysadzony zaraz pod koniec WW2 i potem odbudowywany parę razy. Rdzewieje sobie już od ładnych paru dekad, zadziwiając przy tym mieszkańców i przejezdnych. W końcu jest to ważne odciążenie często zakorkowanej S3, a jakoś pieniędzy na jego remont nie ma... Oczywiście ruch na nim jest wahadłowy... odkąd sięgam pamięcią. 




Miejscówka idealnie nadaje się na próbę wody. Akurat jechałem do Zielonej Góry więc czemu miałbym nie stanąć na chwilę w celu bezalkoholowej degustacji? W dodatku przyjrzałem się kładce dla pieszych, po której codziennie przemieszczają się mieszkańcy pobliskich wiosek i w pewnym sensie muszą oni mieć przysłowiowe balls of steel. Praktycznie każda deska się rusza i wygląda jakby zaraz miała się załamać.


Wyjąłem szybko obie butelki co by strzelić parę fotek. Było cholernie zimno więc nie miałem zamiaru sterczeć tam jak dureń. Degustowałem oczywiście w aucie co musiało lekko zdziwić przejeżdżających obok. Nikt jednak nie zadzwonił po policję (albo chociaż podszedł i się zainteresował) widząc kolesia za kółkiem pijącego coś co do złudzenia przypominało piwo... ot taki przypadkowy eksperyment na znieczulice społeczną. 

Wracając do piwa, tfu, wody. Nepomucen ma pewną przewagę, bo posiada etykietę i... nazwę. Co prawda grafika jest trochę nijaka i delikatnie mówiąc chaotyczna, ale całość wygląda w miarę dobrze. Biały kapsel z logo bardzo mi się spodobał. Wytwór Browaru Jana nie ma (jeszcze) ani nazwy ani etykiety, więc nie ma co oceniać. Same trunki różnią się lekko. Oba mają słomkowy kolor, ale Nepomucen wydaje się być ciemniejszy. W dodatku jest idealnie klarowny. Dlaczego tak jest dowiecie się za chwilę. Oba wynalazki zdobyłem na Poznańskich Targach Piwnych z tym, że "Lemo" z Browaru Jana przemyciłem pod ladą (bo było dostępne tylko na kranie). 

Nachmielona (Nepomucen)



Chciałbym być zabawny pisząc, że całość pachnie jak woda, ale... no nie. Wyraźnie wyczuwam świeży granulat chmielowy. Ciężko mi jest jednak rozpoznać czy jest to rzeczywiście chmiel amerykański. Jedynym śladem mogą być delikatne nuty cytrusowe gdzieś w tle, ale to też nie wiem czy nie zaatakowała mnie właśnie ta jakże straszna autosugestia.

Smakowo mamy znowu wyraźny granulat chmielowy, ale wychodzą też specyficzne jego atrybuty. Mowa tu o żywicy, która robi co chce z naszymi kubkami smakowymi. Nie powiem fajne uczucie. Jest jednak jedno ale: goryczka. Zalegająca, mocna i według mnie psująca trochę odbiór. Trzeba by ją jakoś stonować w kolejnych wypustach. 2/3 butli opróżnione a ja mam już dość tej goryczy. Co zatem mają powiedzieć ludzie z nie tak mocno przepalonym przełykiem od wszelakich ajp-srajp? Szczególnie w dobie wód słodzonych na umór. Rzeczą, która mi też nie pasuje (ale to już bardziej chodzi o moje gusta) to wysycenie. Nie pijam wód gazowanych, można nawet rzec, że ich nienawidzę. Nachmielona jest niestety nagazowana do granic możliwości.

Hopniada (Browar Jana)



Hopniada to już zupełnie co innego. Mamy tu bowiem do czynienia z lemoniadą chmielową. Jej skład to: cytryna (skórka jak i wyciśnięty sok), świeża mięta, cukier brązowy i chmiel. Cały ten miks czuć już z butelki. Cytryna (trochę przypominająca limonkę), mięta i delikatna słodycz tworzą bardzo ładny, spójny obrazek. Chmiel bardziej w tyle, ale nadal wyczuwalny. Wydaje się być czysty, nowofalowego nie wyczuwam.

Dobra, po pierwsze wysycenie. Jest niższe niż w Nachmielonej, więc jak dla mnie jest to już jakiś plus (powiedziałbym, że jest na średnio-wysokim poziomie). W smaku jest to typowa lemoniada... with a twist. Świeża cytryna wraz z miętą po całości z zauważalną słodyczą w tle. Brązowy cukier okazał się być strzałem w dziesiątkę, bo idealnie kontruje chmielową goryczkę, ale też nie przesładza całości. Sam chmiel robi za przyjemny dodatek, kręcąc się gdzieś z tyłu. Finisz wyraźnie miętowy i dość wytrawny o dziwo. Całość cholernie orzeźwiająca, piłbym litrami w każdej sytuacji. Nie tylko na kaca, ale np. też podczas treningu rowerowego. Jak widzicie oba trunki różnią się od siebie diametralnie. Jak narazie moim faworytem jeżeli chodzi o eksperymenty wodne jest "Lemo". Mam nadzieję, że szybko trafi do szerszej dystrybucji.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

2 komentarze:

  1. Fajnie, że napisałeś o "Lemo" bo nie każdy miał okazję być na poznańskich targach i nie ma jeszcze za dużo informacji na temat tego produktu. Taka "chmieloniada" to dobra i łatwa do zrobienia sprawa też w wersji domowej. My robiliśmy z miodem zamiast cukru i szyszkami zamiast granulatu, ale to była akurat kwestia ich zagospodarowania.

    Co do wody to ma być ponoć jeszcze wersja znacznie bardziej chmielowa. Jeśli chodzi o odczuwalność goryczy to na pewno trochę kwestia braku balansu ze strony cukrów jak to jest w piwie czy chmieloniadzie. Niestety, nie było jeszcze okazji do spróbowania.

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro nie pasuje intenywna chmielowa goryczka to zastanawia mnie po co kupować wersję hoptimum? XD

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com