Śledź mnie na:

American Black (Pinta)



By  Patryk Piechocki     6.9.16    Tagi:,,,, 

Jakich to dziwnych rzeczy czasami człowiek nie wyczai w sklepie osiedlowym, mówię Wam. Zaraz obok wynalazków z Browaru Staropolskiego (np. takiego Bestbira z kokosem) i podobno wybuchającego Zojera z browaru Golem leżał sobie całkiem zacny wybór piw z Pinty. W sklepie, powtórzę, osiedlowym.

Morda mi się ucieszyła jeszcze bardziej gdy zobaczyłem, że w gronie dostępnych trunków stoi pintowski stoucik amerykański, którego jeszcze nie miałem okazji pić. Wylądował on więc w koszyku wraz z bestbirowskim kokosem... czego później pożałowałem. Niech Was ręka boska broni od kupna tego wynalazku.



Wracając do dzisiejszego gościa, chyba większości z nas etykieta kojarzy się z Kapitanem Ameryką nie? Tylko w takiej trochę wersji black. Piwo pozostaje w tej konwencji i jest nieprzejrzyście czarne, mętne w dodatku. Piana to książkowy żart, bo tego kożucha, który powstaje po dość burzliwym nalaniu inaczej nazwać nie można. W dodatku szybko znika ze szkła. 


W życiu bym nie powiedział, że to american stout. W aromacie nic na to nie wskazuje przynajmniej. Na szczęście są typowo stoutowe zapaszki: czekolada, prażony słonecznik, jakieś trawiaste nuty i tylko odrobina niechcianego, gotowanego kalafiora. Trochę szkoda, że cały zapach wydaje się być ulotny jak olej silnikowy w leciwym Golfie.

Po pierwszym łyku przysłowiowy banan (taki duży i wyrośnięty) zawitał na mojej twarzy. Od początku: piwo jest cholernie pijalne (tak, użyłem tego zwrotu do opisania szeroko pojętej sesyjności), wyraźne, ale też gładkie zarazem. Średnie wysycenie pasuje tutaj idealnie. Profil zmienił się diametralnie (w porównaniu z aromatem). Na pierwszym planie paloność, słonecznik i żywica. Czekolada, lekko gorzkawa, wspiera całość gdzieś w tle. Oj wytrawny ten stout będzie, nie ma co. Goryczka wyraźna, ale krótka. Taka idealna do stouta według mnie. Profil żywiczny dzięki czemu wchodzi gładko, bo człowiek już jest na nią gotowy w pewien sposób. Finisz jest chyba najbardziej wyrazistą częścią tego piwa, mocno palony, gorzki, popiołowy wręcz. To tego ma takie intrygujące cytrusowo-żywiczne zacięcie, zadziwiająco uszczypliwe w dodatku. Kurde, spodobało mi się mimo swojej amerykanizacji... Może dlatego, że w końcu jest to prawdziwy palony stout a nie przechmielona do granic możliwości marna kopia mojego ulubionego stylu piwnego?

----------

Styl: American Stout
Alk: 4,7% Obj.
Ekstrakt: 12,0°
IBU: 45
Skład: słód (pale ale, Carafa® Special typ II), palone ziarna jęczmienia, płatki żytnie i pszeniczne, chmiel (Citra, Columbus, Cascade, Crystal), drożdże Safale S-04.
Do spożycia: 18.11.2016

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

3 komentarze:

  1. Cześć a w jakim to sklepie osiedlowym można dostać takie trunki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We Wrocławiu na Oporowie, nawet nazwy nie pamiętam ;p

      Usuń
  2. a już myślałem, że w naszym zapyziałym mieście:)

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com