Śledź mnie na:

Petronelka (SzałPiw)



By  Patryk Piechocki     9.6.16    Tagi:,,, 

Przyznam się Wam do czegoś... Mam ostatnio bardzo dziwne podejście jeżeli chodzi o degustacje piw. Chodzi o to, że jeżeli dany trunek jest zwyczajnie w świecie słaby to nie chce mi się go opisywać. Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę być jakimś obrońcą polskiej sceny craftowej wychwalając tylko te piwa, które są wyśmienite. Po prostu szkoda mi czasu na opisywanie wpadek piwowarskich.

Wiem jednak, że paru kolegów "po fachu" ma podobne podejście dlatego nie mogę robić czegoś takiego. Kto Was wtedy uchroni przed niepotrzebnymi wydatkami? W tym przypadku było trochę inaczej. Piłem ostatnio Gose, które Gose nie było i olałem wpis o nim (aczkolwiek może go skończę). Zdegustowany chwyciłem za drugie piwo, które miało być w miarę dobre, jeżeli człowiek zawierza internetom oczywiście. No właśnie... zacznijmy jednak od początku.


Muszę przyznać, że uzbrojona po zęby biedronka wymusiła na mojej twarzy lekki uśmiech. Kolorystyka też przypadła mi do gustu, browar bardzo dobrze połączył ołówkowy styl (czarno-biały) z kolorem. Niestety tego samego nie mogę powiedzieć o piwie. Kolor ma pomarańczowy i jest cholernie mętne, z widocznymi farfoclami (udało mi się większość zatrzymać w butelce na szczęście). To jeszcze spokojnie można wybaczyć, ale braku piany w Saison już raczej nie. Nalewałem z wysokości pół metra a i tak nie chciała się utworzyć. 


Nos w szklanicę i... zdziwienie wielkie. Poczułem morelę, brzoskwinię i... truskawki. W dodatku gdzieś z tyłu pałętała się też guma balonowa. Jałowiec schowany bardzo daleko, momentami praktycznie niewyczuwalny. Słodkawy, ale jednak przyjemny aromat. Szkoda tylko, że trzeba się mocno namęczyć aby cokolwiek wyczuć.

Słaby aromat zawsze kojarzył mi się z wodnistymi piwami, nie wiem sam czemu. Dlatego zdziwiłem się wielce biorąc pierwszy łyk, bo Petronelka broń Boże nie jest wodnista. Niby ma te 14% ekstraktu, ale da się też wyczuć ciężkość dodatków. Jest też bardzo słabo wysycona, według mnie przesadnie nisko. W smaku króluje słodowość w parze z jałowcem, który dodaje takiego specyficznego ziołowego smaczku. Są też przyprawy, głównie imbir. Jakieś to jednak takie... bez wyrazu. Dodatkowo całą kompozycję psują jednak drożdże, nie mam zielonego pojęcia co one tutaj robią. Goryczki to piwo nie ma praktycznie w ogóle. Jakaś tam lekko cytrusowa próbuje się przebić, ale z marnym skutkiem (chociaż jest ona w tym stylu średnio wymagana). Finisz za to okazał się być całkiem zacny. Jałowiec, zioła, i przyprawy w dość wysokim stężeniu. Wyraźne i niezalegające. Niestety całość smakuje jak średnio udany wyrób początkującego piwowara domowego. Wiem, bo sam takie warzyłem. Trochę jak "tańsze" i gorzej uwarzone Sahti można rzec. 

----------

Styl: Saison
Alk: 6,4% Obj.
Ekstrakt: 14° BLG.
IBU: b/d
Skład: słód (pilzneński, pszeniczny), chmiel (Columbus, Citra, Simcoe), jałowiec, imbir, anyż, kardamon, kolendra, drożdże.
Do spożycia: 20.04.2017

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com