Śledź mnie na:

Hopsbant Fresh IPA (Birbant)



By  Patryk Piechocki     21.4.16    Tagi:,,,, 

Same wynalazki chmielowe się nam ostatnio trafiają. Było już o garze pełnym zielonej dobroci we wpisie o Dżentelmenelu a dzisiaj porozmawiamy sobie o kosmicznych technologiach z tym związanych. I to jeszcze wybudowanych przez polskich rzemieślników i cały czas udoskonalanych.

Mowa tu oczywiście o dziwnej maszynie, z której korzysta browar Birbant. Hopsbant, jeżeli dobrze pojmuję, jest urządzeniem, które pozwala przepuścić przez chmiel (i pod pewnym ciśnieniem) prawie, że gotowe już piwo. Taka nowa forma chmielenia na zimno. Sam proces trwa parę godzin. Czy zdaje to egzamin? Sprawdźmy sobie.



FLOV, czyli agencja odpowiedzialna za etykiety Birbanta, poleciała po bandzie tym razem. Bardzo przyjemny chaos im wyszedł na tej grafice trzeba przyznać. Idealnie pasuje do określenia "kosmiczne technologie". Mam jednak dziwne wrażenie, że komuś się tusz w drukarce kończy. Samo piwo ma złoty kolor i jest lekko zamglone, ale syfu zostało trochę na dnie butelki. Śnieżnobiała piana bardzo ładnie wyrosła, ale w szybkim tempie zaczęła opadać. Pozostawiła po sobie jednak całkiem zacną koronkę na ściankach.


Holy crap... jak to pięknie pachnie. Świeże szyszki chmielu dają rade... i to tak mocno. Może i samo chmielenie na zimno w przepływie też coś dodało, ale tego zapachu świeżego chmielu nie da się zapomnieć. Pamiętam jak pierwszy raz powąchałem własnoręcznie posadzoną Sybillę... cud, miód i malina. W tym przypadku mamy multum słodkich owoców tropikalnych z bardzo fajnym zacięciem sosnowym. Po lekkim ogrzaniu wychodzi też karmel, który delikatnie psuje mi całą kompozycję niestety. 

W smaku to już nie jest to samo piwo. Zacznijmy od tego, że chmiele nie dają rady kontrować słodowości. Przy każdym łyku czuć głównie lekko karmelową podbudowę z taką delikatną nutą pszeniczną gdzieś z tyłu. Nie można jednak chmielom odmówić chęci walki. Próbują, już bardziej iglaście niżeli tropikalnie, ale próbują. Czuć też, że są świeże, ale... no nie mają szans. Goryczka też im nie pomaga, bo na pewno nie ma tych zadeklarowanych 80 IBU. Jest średnia, a nawet bym powiedział, że słaba jak na IPA. Wydaje się mieć cytrusowy profil. Finisz chyba najbardziej przypomina styl, który to piwo reprezentuje. Jest prawie, że czysto chmielowy, cytrusowo-ziołowy. Średnio wyszło, trzeba przyznać. W dodatku wysycenie wydaję się być za niskie, a samo piwo jest dość zapychające i mulące momentami.

----------

Styl: Fresh IPA
Alk: 6,7% Obj.
Ekstrakt: 16,5°
IBU: 80
Skład: słód (jęczmienny: pale ale, karmelowy jasny; pszeniczny, owies), chmiel (Simcoe, Amarillo, Centennial, Zeus), drożdże US-05.
Do spożycia: 30.09.2016

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com