Śledź mnie na:

Pijany Rowerzysta: Salvador (Wąsosz)



By  Patryk Piechocki     11.2.16    Tagi:,,,,,, 

Jest już cieeepłooo... czy jak to tam szło. No może nie tak do końca ciepło w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Po prostu nie jest już zimno i nie muszę ubierać chusty na rower, która mi później przymarza do brody. Aby uczcić jakże piękną i słoneczną niedzielę wpakowałem do plecaka Salvadora i wyruszyłem odkrywać nowe (stare) miejscówki. 



Od razu przetestuje sobie nowy zegarek (Garmin Fenix 2). Jak niektórzy z Was zapewne pamiętają miałem Polara M400, ale okazał się on cholernie niepraktyczny na rowerze. Bateria trzymała max 6h na włączonym GPS a to stanowczo za mało. Weź z tym wyjedź w góry na przykład, no nie da się. Sama budowa zegarka też średnio się sprawdziła. Materiał typu guma szybko łapał zadrapania, których nie dało się potem usunąć. Garmin z kolei to coś kompletnie z innej beczki. Co do samego wyjazdu, piwo wypiłem coś koło 16km. W słuchawkach sjakieś nowsze darcie mordy np. Vultures Above - Buried in Verona.


Pierwsze co zauważyłem siadając na rower to to, że niedokładnie go wymyłem po ostatnich zimowych wyjazdach. Jakiś rdzawy osad się pojawił w pary miejscach, ale to raczej spokojnie do wyczyszczenia jest. Nie mówiąc już o tym, że będę wymieniał łańcuch na nowy i tak. Po paru kilometrach było widać, że człowiek jest jednak zwierzęciem ciepłolubnym. Dookoła pierwszego jeziora przemieszczało się pełno rodzin, piechotą, z kijkami, było też paru rowerzystów. Wiosna, panie sierżancie



Dojeżdżając do mojej ulubionej części owej trasy zacząłem się zastanawiać jak moje bagienka mają się po niby-zimowej przerwie. Wiedziałem, że będzie syf, ale nie spodziewałem się, że aż tak duży. Resztki gałęzi po wycinkach (chyba) jesiennych to idealne warunki do przebicia opon, na szczęście udało mi się przejechać bez szwanku. Ucieszył mnie fakt, że bagna znowu nabrały wody. Ostatniego lata były nieziemsko suche.



Przy lekkim odjeździe od samego jeziora (akurat tak trasa prowadzi) trochę się wkurzyłem. Jakaś miejscowa rodzinka postanowiła zrobić sobie ognisko nad wodą. Nie było w tym nic złego, ale cały nazbierany chrust i gałęzie wrzucili wprost na drogę rowerową. 



Objechałem w końcu całe jezioro, brudząc przy tym dość mocno siebie i rower. I tak muszę go całego rozebrać, wyczyścić i nasmarować na nowy sezon więc za bardzo się tym nie zmartwiłem. Co do samej przyrody, dużo się jeszcze nie dzieje bo przeca budzi się ona dopiero do życia. Przejdźmy zatem do piwa z wąsem, za które chciałem się wziąć już od dawna.


Etykieta typowa dla wąsoszowej serii "z wąsem" czyli prosta i schludna. Denerwują mnie jednak te metaliczne wstawki, przez które cholernie ciężko jest zrobić dobre zdjęcie na słońcu. W szkle piwo wygląda bardzo dobrze. Jest ciemnobrązowe, a nawet czarne wręcz i bez przebłysków. Bardziej mętne niżeli mgliste. Wysoka, beżowa piana może i jest przeplatana grubymi pęcherzami, ale daje wrażenie zbitej i puszystej. Ma mały problem z utrzymaniem się na miejscu, dość szybko redukuje się do kożuszka. Pozostawia jednak po sobie całkiem zacną koronkę. 


Jak się ma aromat do spokojnego tym razem jeziora? Ano całkiem dobrze. Zapach jest wyrazisty, mocny i trwały. Jest wyraźna aczkolwiek delikatna wędzonka, amatorów zachwyci a hejterów nie odrzuci. Zaraz za nią chowa się czekolada, słodsza, wydawałoby się mleczna. Zapewne to zasługa słabego diacetylu, który w tak niskim stężeniu nie przeszkadza zbytnio. Do tego tło z palonych słodów. Cud, miód i orzeszki jak to mówią. 

Rozłożyłem się na pomoście (w sumie to bardziej kładce) i zacząłem powoli sączyć. Zaraz obok jakaś rodzinka rozpalała sobie ognisko. Facet, który robił chyba za ojca tejże rodziny coś tak z zazdrością spoglądał na mnie gdy przechodził szukając starego drewna. Nie dziwie mu się, Salvador okazał się być bardzo przyjemnym trunkiem. Oleisty, fajnie oblepiał przełyk i był zarazem bardzo pijalny, tak jak bym się tego spodziewał po tym ekstrakcie. Na pewno pomogło też średnie do niskiego wysycenie. Masełka nie ma przez co piwo wydaje się być wytrawniejsze niż w aromacie. Mamy lekko gorzkawą czekoladę (która dominuje po całości) i muśnięcie wędzonki. Może jest ona trochę słabsza niż w zapachu, ale przesłanie pozostaje to samo: ma być wyraźna, ale nienachalna. Do tego dość zmasowany atak palonych słodów. Goryczki praktycznie żadnej, jej miejsce zajęła wszechobecna gorzka czekolada co mi akuratnie pasuje. Pewnie tak samo jak ja zastanawiacie się gdzie w tym wszystkim tytułowa kawa... otóż, zamieniła się w finisz, który jest niczym innym jak delikatnie zalegająca małą czarną. Salvador nie zawiódł moich oczekiwań, jest idealnym piwem na wczesnowiosenne, jeszcze chłodne przejażdżki. Nie urwie Wam tyłka, bo nie o to w nim chodzi. Rzemieślniczym laikom ma pokazać, że stout to nie tylko Guinness w 4paku a dla normalnych craftopijców ma być czymś, co mogą spokojnie przelać do szkła i się tym po prostu nacieszyć.

----------

Styl: Smoked Coffee Stout
Alk: 5% Obj.
Ekstrakt: 13% Wag.
IBU: 30
Skład: słód (pilzneński, jęczmienny wędzony bukiem, żytni czekoladowy, caramunich typ III, carafa special typ II), jęczmień palony, chmiel (Marynka, Sybilla), ziarnista kawa arabska, drożdże Safale US-05.
Do spożycia: 23.06.2016

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com