Śledź mnie na:

Hoppy Meal (Deer Bear)



By  Patryk Piechocki     15.2.16    Tagi:,,,, 

Od jakiegoś czasu próbuje stworzyć sobie w piwnicy prowizoryczne miejsce do robienia zdjęć po nocach (czy też w zimie, gdy po powrocie z pracy jest już ciemno). Z przyzwyczajenia robię każde zdjęcie "z rąsi" co dość mocno wpływa na ostrość przy tak słabym oświetleniu. Ostatnio jednak coś mnie tknęło i pomyślałem: "Ty leniwy durniu, weź w końcu ten statyw".

Tak zrobiłem, ustawiłem dłuższy czas naświetlania na aparacie i voilà la, wszystko piękne i ostre. Głupi statyw (rozpadający się w dodatku) za coś koło 50 złociszy a taka różnica. Teraz tylko muszę się zmusić do ustawiania go za każdym razem gdy będę chciał zrobić nowe zdjęcie... moje wewnętrzne lenistwo krzyczy z rozpaczy (na szczęście wiosna idzie). Mam nadzieję, że piwo mi jakoś to wynagrodzi. Jest to już drugi trunek z browaru o sympatycznej nazwie Deer Bear. Niby drogi misiek, ale jednak nie.


Już przy pierwszym piwie mówiono, że etykiety są bardzo silną stroną browaru. Jak można się z tym nie zgodzić? Postacie jak z kreskówki, trochę komiksowe. Ładne kolory, ciekawa kreska, z lekkim humorem. Etykieta ładnie naklejona a i sam nadruk wysokiej jakości. Po przelaniu do szkła widzimy wysoką, białą pianę, która opada w średnim tempie. Wydaję się być zbita, ale po chwili pęka od środka. Pozostawia po sobie ładny lacing na ściankach. Sam trunek ma kolor miedziany, lekko zamglony.


Panowie z browaru napisali na swoim profilu fejsowym, że "chmiele z Nowej Zelandii i Australii wymagają trochę większego nosa". Śmierdzi mi to zwykłą próbą wytłumaczenia się ze słabego aromatu, ale... nic z tych rzeczy. Zdążyłem zrobić zdjęcia, spakować sprzęt, wygramolić się z piwnicy i zgrać zdjęcia na kompa. Po tym wszystkim aromat nadal utrzymywał się zacnie. Słodziutkie pomarańcze, mango i brzoskwinki. Gdzieś w oddali pojawia się też karmel, nie przeszkadza jednak w niczym. Boję się jednak trochę tej słodyczy...

Pierwszy łyk uspokoił mnie trochę, w smaku na pewno nie jest aż tak słodkie jak w aromacie. Zacznijmy jednak od odczucia w ustach gdyż jest dość... specyficzne. Piwo jest mocno nasycone, ale też gładko-gęste i wypełniające zarazem (owsianka dała czadu). Coś jak nagazowany kogiel-mogiel... jeśli zdołacie sobie to wyobrazić. W smaku, niestety, górują słody. Przewaga pszenicy wraz z karmelem nie pasuje mi zbytnio do IPA. Oczywiście lekka owocowość się pojawia, ale głównie w postaci dzikiej żółtej śliwki (to takie małe, okrągłe), czyli też lekko mulące. Gdzieś z tyłu pokazuje się zroszona trawa, która próbuje (ale jej to za cholerę nie wychodzi) orzeźwić trochę to towarzystwo. Goryczka średnia, może delikatnie grapefruitowa, ale stanowczo za krótka. Finisz mnie za to bardzo zaciekawił. Z początku wydawał się być łodygowy, żywiczny nawet. Z każdym łykiem stawał się coraz to bardziej cytrusowy. Może to ten kumkwat? Podsumowując piwo bardziej po tej słodkiej stronie (wbrew informacji na etykiecie) i dość mulące. Czy o to chodzi w owsiankowej wariacji na temat IPA?

----------

Styl: Oatmeal India Pale Ale
Alk: 6,4%
Ekstrakt: 14° BLG
IBU: 44
Skład: słód (pilzneński, monachijski I, caramunich typ I, pszeniczny), chmiel (Pacifica, Waimea, Vic Secret, Summit), płatki owsiane, owoce kumkwatu, drożdże US-05.
Do spożycia: 19.07.2016

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com