Śledź mnie na:

Złoty Pies na Targowej



By  Patryk Piechocki     4.1.16    Tagi:,,,,,,,, 

Byłem ostatnio we Wrocławiu przy okazji corocznego upijania się, potocznie zwanego Sylwestrem. Miałem wielkie plany związane z paroma multitapami wrocławskimi (i nie tylko), ale niestety, jak to bywa w życiu, zwyczajnie nie wyszło. Przez lenistwo niektórych ludzi liczba miejsc, które odwiedziliśmy okazała się być mało zadowalająca... tylko dwa przybytki z lanym piwem? Serio?

Na szczęście udało nam się zahaczyć o miejsca, w których jeszcze mojej brodatej mordy nie widzieli. Pierwszym była Targowa, pub z 12 kranami i podobno dobrym jedzeniem. Tego drugiego nie zamawialiśmy bom dopiero co wyszedł z pociągu i wyobraźcie sobie, że byłem bardziej spragniony niżeli głodny... 




Lokal umiejscowiony jest w podziemiach starej hali targowej przy ulicy Piaskowej. Miejsca dużo, stoły ustawione normalnie, bez niepotrzebnego ścisku. Brakowało mi jednak trochę miejsc siedzących przy samym barze. Może barman nie lubi rozmawiać z klientami? Nie wyglądał na takiego. Niestety na kranach za dużo ciekawych piw nie było, podobno premiery skończyły się dzień wcześniej. Zamówiłem więc Hoppy New Year z Pracowni Piwa i poszedłem podziwiać wystrój lokalu. Ściany z czerwonej cegły, pasujące grafiki i stare zdjęcia, takie klimaty lubię właśnie. Obsługa się uśmiecha do każdego klienta i z tego co widziałem zamówienia wychodziły dość sprawnie i szybko.

Szkoda tylko, że piwo z Pracowni temu nie dorównywało. Było nudne jak na AIPA, mulące i wręcz... tak jakby leniwe. Aromat miało fajny, bardzo chmielowy i wyraźny, ale w smaku niestety usypiało. Drugim piwem, które postanowiliśmy spróbować była Przekupka, czyli kooperacja Targowej z browarem Profesja. Ta na szczęście okazała się być bardzo fajnym imperialnym witbierem. Sytuacja odwrotna do poprzedniego trunku, aromat dość słaby (głównie cytrusowy), ale sam smak bardzo przyjemny, mocny i ogrzewający. Piwo słodowo-drożdżowe z dobrze zaznaczonymi cytrusami i kolendrą. Słodkawe, z zacięciem miodowym. Goryczka też niczego sobie aczkolwiek chyba trochę za wysoka jak na ten styl. Szkoda, że nie pomyślałem o zakupie butelki co by sobie na spokojnie je wypić w domu.




Trzeba było się w końcu zwijać. Znajomy, na którego czekaliśmy był już niedaleko (znany znachor ze specjalizacją "alkohol wysokoprocentowy i jego lecznicze skutki dla organizmu ludzkiego"). Szybki tramwaj na chatę i po krótkiej przerwie zabawa sylwestrowa. Następnego dnia nie było mowy o wyciągnięciu umierających kumpli na miasto. Dlatego wypiłem w samotności przywiezione z domu piwo z nowego browaru HopKins, które niedługo pojawi się na blogu. Soboty im nie odpuściłem i zaraz po seansie kinowym (nowe Gwiezdne Wojny, nie chcecie żebym Wam opisał moje zdanie na temat tego filmu) poszliśmy do browaru Złoty Pies, który reklamą na facebooku nie ustępuje Browarowi Stu Mostów. Znajduje się on na rynku, zaraz przy Bernardzie.




Trzeba im przyznać, że miejscówkę mają nieziemską, ale i konkurencje znaczną. Naprzeciwko Bierhalle, zaraz obok wspomniany już Bernard z zajebistymi (aczkolwiek drogimi) burgerami. Kawałek dalej cała gama znanych i lubianych multitapów. Wnętrze robi robotę jednak i według mnie wygląda przepięknie. Takie połączenie industriala ze starością i browarnictwem. Duża przestrzeń i światło, które pada przez okna (tego mi trochę brakowało w Targowej). Zamówienia przyjmują kelnerki, z tego co się orientuje nie można zakupić piwa przy barze (co zaczęło nas powoli naprowadzać na profil lokalu).

Złożyliśmy więc zamówienie, ja wziąłem premierowe piwo Femme Fatale, czyli idealnego na te mrozy weizenbocka. Reszta zamówiła IPA i lagera plus sznycle w panierce ze słodu. Jakoś nie byłem głodny, ale z tego co mi wielokrotnie komunikowano kotlet okazał się być bardzo smaczny, że zacytuję: "zajebisty". Problem pojawił się przy samych piwach. Owszem, smakowały każdemu. Niestety mam już wyrobione zdanie co do wartości piw i według mnie... żaden koźlak pszeniczny nie powinien kosztować 17zł za 0.4l. Lager w cenie 10zł (reszta chyba po 12-14zł) to też lekka przesada. Rozumiem zasady, że płaci się także za miejsce, ale Święty Jezu Nazareński nie aż tyle. Piłem koźlaki, które zjadłyby tego na śniadanie a pochodziły ze zwykłej produkcji i były butelkowane (i nie przekraczały 8zł). Femme Fatale było zwyczajnie poprawne (z małą przewagą koźlaka), aczkolwiek nie czuło się tych 20 Plato. Co nas wszystkich dodatkowo zdziwiło nie było informacji o zawartości alkoholu. Wychodząc z lokalu miałem odczucie, że jest to po prostu kolejna restauracja na rynku z mini browarem restauracyjnym w tle. No bo przecież własne piwo jest teraz w modzie więc można na nim dodatkowo zarobić, niekoniecznie warząc trunki wybitne, pasujące do żądanej kwoty. Znacie mnie więc wiecie, że nie rzucam takich słów na wiatr. W końcu nie raz wydałem większe kwoty za pojedyncze butelki naszego ulubionego trunku.




Mały zawód jest niestety. W końcu po Złotym Psie spodziewałem się czegoś lepszego (w sumie to nawet nie wiem dlaczego). Na szczęście sama wizyta u znajomych wypadła bardzo pozytywnie a i PKP mnie miło zaskoczyło. Ocieplone wagony, WiFi, prąd, czyste toalety i krótkie opóźnienia. W drodze powrotnej zdążyłem nawet na PKS!


Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

2 komentarze:

  1. 17 PLN za 0,4 weizenbocka to faktycznie cena osobliwa. Importowane niemieckie z górnej półki lane nie kosztują aż tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Osobliwa" - ładna nazwa na utratę kontaktu z rzeczywistością.

      Usuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com