Śledź mnie na:

Pijany Rowerzysta: Pumpkin Ale Piotrek z Bagien (Jan Olbracht)



By  Patryk Piechocki     18.10.15    Tagi:,,,, 

Polska złota jesień? Ten termin istnieje chyba wyłącznie w pamięci osób starszych. Co roku mamy może 1-2 dni słoneczne, gdy rzeczywiście liście mienią się na złoto a reszta... to deszcz, błoto i gnijąca zieleń koloru brązowego. Nie żeby mi to jakoś mocno przeszkadzało, w końcu każdy człowiek z rowerem górskim zaciesza mordę gdy widzi takie warunki do jazdy.

Nie inaczej jest ze mną, własnie dlatego postanowiłem wybrać się na przejażdżkę (mimo braku odpowiednich spodni na tą temperaturę). Trasa standardowa, przez bagna jeziora Niesłysz. W słuchawkach nowe albumy starych znajomych jak np: Palisades - Player Haters' Ball.


Całe 5 minut się zastanawiałem, czy jest w ogóle sens wyprowadzać rower bo na łańcuchu miałem smar tzw "suchy". Bardzo dobry na suche lato, beznadziejny na deszczową jesień. Między innymi dlatego przejechałem tylko 31km. Nie ma nic gorszego niż skrzypiący łańcuch, którego nawet muzyka w słuchawkach nie zagłuszy.



Do lasu chciałem dostać się jak najszybciej więc wybrałem szybką drogę pomiędzy wioskami. Na miejscu zastałem pustą plażę i od razu przypomniały mi się te tłumy z parawanami, które jeszcze w sierpniu atakowały ten biedny, publiczny skrawek piasku. Teraz było tu cicho i spokojnie, nie licząc 3 wędkarzy (każdy na własnej łódce), którzy przekrzykiwali się o sens połowów w sobotnie popołudnie.


Im bardziej wjeżdżałem w las tym większy banan pojawiał mi się na twarzy. W takich warunkach szerokie opony pokazują klasę i człowiek zapomina o tym jak ciężko się toczą po asfalcie. Jedno, co mnie wkurzyło to (jak co roku) wycinka drzew. Znowu panowie z piłami zapomnieli, że niektórzy nie kończą sezonu rowerowego we wrześniu. Ja rozumiem, że ścinka jest potrzebna ale zostawianie koron drzew na ścieżkach rowerowych to już jest chamstwo. W tym roku w dwóch miejscach (na tym krótkim odcinku) coś takiego odwalili. Gdzieś koło 15 kilometra wjechałem w typowe bagno i to tam postanowiłem zdegustować piwo (i przemyć twarz bo błota od przodu przyjąłem chyba z pół wiadra). 



Tuż po skończonej, samotnej alkoholizacji leśnej usłyszałem po raz pierwszy tak znienawidzony przeze mnie dźwięk zgrzytającego łańcucha. Wyjście było jedno, powrót jak najkrótszą drogą do domu. Może i trochę nadużyłem słowa "najkrótszą" ale zrobiłem o jakieś 20km mniej niż sobie założyłem. Trochę szkoda, bo pogoda dopisała mimo pełnego zachmurzenia. Nie było zimno a i wiatr nie przeszkadzał (wolę niską temperaturę od wiatru). Po drodze spotkałem jeszcze dwóch rybaków (tym razem lądowych), którzy bardzo ochoczo nucili jakieś piosenki. Obok samochodu mieli namiot... chyba jacyś znajomi Beara Gryllsa.

Zabierzmy się jednak w końcu za piwo. Browar Jan Olbracht Rzemieślniczy wysłał mi je w paczce z listem, w którym prosi o szczerą i obiektywną opinię. Jako, że sezon na piwa dyniowe praktycznie się rozpoczyna postanowiłem spełnić ich prośbę. Swoją drogą muszą być pewni swojego trunku, przecież jako bloger mam już na swoim koncie parę niepochlebnych opinii o poszczególnych darach losu.



Znowu ten metaliczny, odblaskowy papiery... dzięki Bogu słońce nie świeciło, inaczej bym pewnie cisnął butelką o drzewo. Z plusów, jest to chyba najlepszy wariant etykiety z "Piotrkiem". Bardzo przypadła mi do gustu kolorystyka, pasująca z resztą do wyglądu samego piwa. To ma kolor czegoś pomiędzy miedzią a rubinem, opalizujące. Myślałem, że będzie bardziej zmętnione (plecak) a tu takie zaskoczenie. Piana miała lekko beżowy odcień i była w większości drobnopęcherzykowa. Bardzo ładnie się prezentowała i dość długo utrzymywała się w nienaruszonym stanie. Podczas opadania zostawiała nawet jakiś lacing. 


Pumpkin Ale jest specyficznym stylem. Jedni je tolerują, inni nienawidzą. Ja uważam, że jest idealnym urozmaiceniem piw segmentu zwanego "na chłodniejsze wieczory". Aromat zdziwił mnie jednak, nie był tak mdły jak przy innych piwach tego typu. Owszem, zapaszki dyni były obecne ale bardziej pod postacią pestek niżeli samego miąższu. Praktycznie na tym samym poziomie atakowały aromaty belgijskie, zapewne od użytych drożdży. Przyprawy zmiksowane z delikatną stajnią. Gdzieś z tyłu lekko ziołowe, chmielowe zapaszki. Tym, którym nadmierna dynia zawsze przeszkadzała w tym stylu na pewno będą zadowoleni. 

W smaku pierwsze co człowiek zauważa to lekkość jak na ten styl. Czuć, że jest to 12,5% ekstraktu. Dodatkowo dynia (znowu pestkowa) nie jest dominująca i zachowuje się bardziej jak wspomagacz. Na pierwszym miejscu znajduje się bowiem Belgia. Przyprawy, może nie tyle co pieprzowe a po prostu korzenne z bardzo wyrazistymi ziołami. Do tego całkiem fajna baza słodowa i lekkie zacięcie chmielowe. Takie ziołowo-cytrusowe jeżeli miałbym być dokładny. Goryczka bardzo krótka ale stanowcza, jak szybki liść w policzek. Profil ma żywiczny i mieści się w granicach 26 IBU podanych na etykiecie. Finisz znowu przyprawowy ze specyficznym posmakiem żywiczno-ziemistym. Wysycenie średnie do wysokiego, trochę za mocne jak dla mnie. Czy mi smakowało? I tak i nie. Z jednej strony drożdże belgijskie zrzuciły dynię na drugi plan, ale z drugiej strony piwo może się okazać pijalne dla tych, którzy uważali wcześniej nam znane pumpkin ale za zbyt mdłe. To samo się tyczy goryczy i ogólnej chmielowości, dobrze by kontrowały dynię gdyby... było jej trochę więcej. Mimo tego daję kciuk w górę. W końcu lubię piwa belgijskie, dyniowe też zresztą.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Ciekawy projekt "kuźnia piwowarów" piwa dobre na poziomie, wszystko fajnie ale żeby odkleić etykietę z Piotrka...

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com