Śledź mnie na:

Jurajskie Porter Bałtycki (Browar na Jurze)



By  Patryk Piechocki     27.9.15    Tagi:,,,, 

Kontynuujemy celebrowanie jesieni i po ostatnim, bardzo przyjemnym leżaku z koguciej fermy spojrzymy sobie dzisiaj na coś świeższego dla odmiany. Browar na Jurze ma wiele dobrych piw, dlatego lały mi się łzy rzęsiste gdy nie udało mi się zakupić pierwszej warki opisywanego dzisiaj porteru. Drugiego wypustu nie mogłem odpuścić dlatego zakupiłem dwie sztuki, jedna pójdzie do piwnicy.

Wiele osób polecało jurajski porter twierdząc, że jest on jednym z lepszych w naszym kraju. Szczerze mówiąc jest to jakiś wyczyn bo rzadko zdarza się u nas spieprzony przedstawiciel tego stylu. Nawet Żywiec robi całkiem dobrego, może go w końcu wyciągnę z piwnicy? Co do Jurajskiego, parę butelek pojawiło się w Tesco jakiś czas temu.



Pierwsze co zaskakuje to pojemność, browar postanowił rozlać swoje czarne złoto do butelek 330ml co mnie trochę zdziwiło. Zrozumiałbym gdybyśmy mieli do czynienia z wysokim ekstraktem (brak info na butelce). Po ilości alkoholu można powiedzieć, że jest on raczej w dolnej granicy stylu. Po internetach krąży jednak informacja, że ma on 22% ekstraktu, dziwne. Tak na marginesie to browar mógłby w końcu odświeżyć swoją stronę internetową... Samo piwo wygląd ma dwojaki. Kolor jak najbardziej okej, czarny, bez prześwitów, wydaje się też być klarowne. Problem pojawia się przy pianie, która mimo sporych rozmiarów bardzo szybko pęka i redukuje się do niskiego kożuszka. Na osłodę pozostawia słabą koronkę.


Niestety już przy pierwszym rzucie nosem wychodzi alkohol z lekką nuta rozpuszczalnikową. Ciemne owoce, tutaj głównie śliwka, próbują się przebić i nawet im się to czasami udaje. Szkoda, że tylko czasami. Do tego możemy dodać jeszcze półsłodką czekoladę, która chyba jest najbardziej trwałym punktem całego aromatu. Z intensywnością jest różnie, z początku wydawało się okej ale już po chwili zapachy zaczęły zanikać. Kurde nie tego się spodziewałem, skąd ten beznadziejny alkohol?

22% ekstraktu? No nie wiem, ani nie jest on oblepiający ani wypełniający. Szczerze mówiąc to wydaje się dość lekki jak na porter bałtycki. Nie jest to jeszcze szeroko pojęta wodnistość, ale wolę jednak grubsze. Niestety, pierwsze na co się natykamy to (znowu) ten nieszczęsny, lekko rozpuszczalnikowy alkohol. Na szczęście nie w aż tak mocnym stężeniu jak w aromacie i tylko na samym początku, gdy trunek dotyka języka. Bardzo szybko pałeczkę przejmuje gorzka czekolada wraz z ciemnymi owocami, z dojrzałą wiśnią na czele. Do tego lekka paloność gdzieś z tyłu. Ogólnie słodowość wydaję się być dziwna, niezdecydowana... wystraszona nawet. Goryczki brak, serio. Zamiast niej wszechobecna cierpkość. Finisz, o dziwo, mocno palony, popiołowy wręcz. Niestety, każdy ze smaków jest jakiś taki czerstwy, kłujący a nawet szczypiący. Nic ze sobą nie współpracuje, nie jest to tak fajnie drapieżne jak przy okazji Corneliusa. Tak jak treściwość wydaje mi się za niska tak wysycenie jest o wiele za wysokie. Coś chyba jest nie tak z tą drugą warką. Zaczynam powoli wątpić w słuszność jej leżakowania...

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Coś ewidentnie jest nie tak. Piłem pierwszą i była wręcz wyśmienita. Na szczęście jedna powędrowała do leżakowania. Mam też drugą warkę kupioną na początku sierpnia z zamiarem leżakowania, teraz jednak muszę sprawdzić czy warto :)

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com