Śledź mnie na:

Summer Memories (Fabryka Piwa)



By  Patryk Piechocki     11.6.15    Tagi:,,, 

Fabryka Piwa to nowy browar kontraktowy (jeszcze), który zdążył już zrobić małe zamieszanie, niekoniecznie związane z piwem. Dużo osób uważało, że ich logo to swoista kopia grafiki Fabryki Słów. Druga sprawa, że nazwa browaru łudząco przypomina niektórym Pracownie Piwa. Co ja to tym sądzę?

Bullshit. Użycie zębatki w logo to norma jeżeli chodzi o fabryczne nazwy firm. Z zarzutem nazewnictwa browaru też się nie zgodzę, jakoś nikt z Manufaktury Piwnej nie krzyczał gdy powstawała Pracownia Piwa (a według mnie to ten sam poziom pokrewieństwa). Odrzućmy więc wszystkie spory i niepotrzebne domysły i spójrzmy na piwo, jest bowiem na co.


Mimo beznadziejnego sposobu naklejania, etykieta prezentuje się całkiem zacnie. Główna grafika cholernie przypadła mi do gustu, kojarzy mi się z klimatem Alicji z Krainy Czarów. Białe tło trochę nudą zawiewa ale udam, że mnie to nie interesuje. Kolor piwa niczym się nie wyróżnia ale jest dość przyjemny dla oka, zmętnione złoto (aczkolwiek nie tak mocno jak typowe pszeniczniaki). Piana jest za to bardzo problematyczna, nie chcę się tworzyć i dość szybko redukuje się do dziurawego kożuszka. Ślady na szkle minimalne.


Hmm, pachnie ładnie. Jest słodkość tropików przełamana lekką kwaskowatością cytrusów. Jest też guma balonowa i to dość wyraźna. Z początku myślałem też, że wyczuwam lekkie warzywka ale przeszło mi po trzech niuchach. Cech zbożowych też nie wyczuwam, mimo tego delikatność (nie mylić ze słabą intensywnością) aromatu sprawia, że wącha się całkiem przyjemnie. W smaku nasz wieloryb jest dość rześki ale lekko zapychający pod koniec picia, czyżby aspirował do tytułu „walenia roku”? (har har, suchy żarcik prowadzącego). Tropiki kompletnie znikły (czyżby zostały zamordowane?), cytrusy przejęły władzę i wprowadziły swoje lekko kwaskowate rządy. Pomaga im w tym żywica, która rośnie w siłę na finiszu i niepotrzebnie zalega. Goryczka na dość niskim poziomie, nie gra żadnej roli w smaku. Całość raczej wytrawna, po lekkim ogrzaniu wcześniej wspomniane żywiczne zaleganie robi się dość nieprzyjemne. Zbożowość na cholernie niskim poziomie, tym bardziej dziwi mnie fakt jak zapychające robi się to piwo pod koniec. Na pewno w tym odczuciu pomaga niskie, jak na ten styl, wysycenie. Całość nie grzeszy intensywnością, nawet owe dominujące cytrusy są jakieś takie nijakie. Z początku myślałem, że będzie orzeźwienie ale pod koniec była już tylko nuda i wieloryb, który osiadł na mieliźnie. O właśnie, mielizna to dobre określenie tego american wheat.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com