Śledź mnie na:

Pijany Rowerzysta: Kłos Wielozbożowy (Kormoran)



By  Patryk Piechocki     23.3.15    Tagi:,,,, 

Uwielbiam takie wyjazdy. Człowiek się ubiera w sportowe ciuszki, napala się bo słońce daje jak szalone a na niebie żadnej chmury. Wychodzi na dwór i jebs! Wszystko fajnie i pięknie ale temperatura nie przekracza 3 'C. Mocno zacząłem się zastanawiać czy jest w ogóle sens zabierania piwa ze sobą...

(Kliknięcie w mapkę odniesie Was do treningu)
Miałem zamiar zabrać Rogatego ale przy takich zimnicach większości smaków bym nie wyczuł. Jedynym sensownym wyborem był Kłos z Kormorana, temperaturę miał dość wysoką więc opatuliłem go w ręcznik co by nie zmarzł za mocno i w drogę. W uszach w końcu coś nowego, kupiłem sobie w odtwarzacz Sony NWZ-E585 i mogę go polecić każdemu. Super dźwięk, bardzo dobre słuchawki douszne i wytrzymała obudowa. Na playliście między innymi Carpenter Brut - Disco Zombi Italia.


Na początku chciałem zaapelować do wszystkich debili, głównie gimnazjalistów i licealistów, którzy nie wiedzą co się robi ze śmieciami: wsadźcie sobie te butelki w dupę zamiast zostawiać je w lasach czy na drogach rowerowych. Takiej ilości bajzlu na moim ulubionym szlaku już dawno nie widziałem. Wszędzie walają się butelki po piwie, wódce, napojach gazowanych itd. Wiem, że większości mamusia spod tyłka śmieci wyrzuca i nie są nauczeni samodzielności ale jak zobaczę takich delikwentów na swojej drodze to Bóg mi świadkiem któryś dostanie rowerem po plecach. Co najgorsze takie sytuacje były nie tylko w lesie ale też na plaży gdzie nowiutkie kosze na śmieci stały 3 metry dalej. Do odstrzału na miejscu, takie moje zdanie.



Trasę wybrałem standardową z lekką modyfikacją. Możecie się zdziwić ale dalej mnie stopa boli, co prawda ledwo ledwo ale jak musiałem się podeprzeć nagle nogą siarczyście przekląłem z bólu. Na szczęście tylko raz mi się to zdarzyło i cała wyprawa była bardzo lekka i przyjemna, co widać po czasówkach. Nie było się też co rozpędzać bo mądrzy panowie leśnicy postanowili wycięte pnie składować na zakrętach. Jak się człowiek nie wyrobi to pięknie się może wkomponować w drzewo.



Uświadomiłem sobie też jak dużo jest starych cmentarzy, głównie niemieckich, na tych ziemiach. Niektóre dosłownie przy domkach letniskowych zaraz przy plaży. Pozostając w temacie (uwaga czarny humor) na jednej z plaż zamontowali takie fikuśne siłownie na których spotkałem parę siwych już osób z kijkami. A podobno emeryci w naszym kraju siedzą tylko w domu i jedzą suchy chleb, przynajmniej tak mówią w telewizji. Jeden z nich miał nawet drona, którym uczył się sterować przy samej wodzie...


Oprócz postoju przy siłowni zaliczyłem takowych jeszcze parę, jakoś tak lenistwo mnie ogarnęło (bardziej niż zazwyczaj). Przy jednym zjeździe w lesie mój rower zaatakowała chmara pająków i innych owadów. Żyjątko ze zdjęcia musiałem jakoś przetransportować bo mam zasadę, że wielonożnych nie zabijam, toż to pożyteczne stworzonka są. Co najgorsza budzą się już te skurw... kleszcze. Są jeszcze ospałe ale uważać trzeba. 


Piwo wypiłem przy siłowni, zdziwił mnie fakt, że żaden z emerytów tego nie skomentował choćby dziwnym spojrzeniem. Był to mniej więcej czternasty kilometr trasy. Trochę się martwiłem, że jednak będzie za zimne ale gdy wyjąłem je z plecaka okazało się wręcz idealne. Co najlepsze słońce przyjemnie grzało przy samej wodzie, żyć nie umierać mówię Wam.


Co my tu mamy? Typowa, nowa etykieta Kormorana na bardzo fajnym, szorstkawym papierze. Jest to czego można było się spodziewać, kłosy zboża z bardzo przyjemną czcionką. Cholernie mi się podoba pomysł ujednolicenia etykiet, szczególnie logo na górze i wstążka na dole. Jak teraz patrzę na półkę z butelkami Kormorana... no szał ciał i wszystkie kolory tęczy. Piwo ma kolor iście złocisty, zmętniony jak na taką ilość zboża przystało. Myślałem jednak, że będzie bardziej brudne przez żyto a tu takie zaskoczenie. Piana śnieżnobiała, wysoka i mimo wietrznej pogody nad jeziorem trzymała się długo. Gdy tak powoli sobie opadała zostawiając spore kawałki na szkle zacząłem się zastanawiać nad stylem tego piwa. Browar twierdzi, że trudno jest je przyporządkować do jakiegokolwiek istniejącego już stylu... a taki american rye lekko zmodyfikowany?


Problem jest w zasypie ale o tym za chwilę. Już przy otwarciu butelki buchnęło zapaszkami aż miło. Ze szkła też było dość intensywnie i to biorąc poprawkę na mój lekko zasmarkany nos przez ten chłód. Cytrusowość rządzi. Mogłoby się zdawać, że grapefruit panuje niepodzielnie ale czasami wdziera się lekka przyprawowość. Zbóż jak na lekarstwo, gdzieś w oddali wypełniają luki. Jak narazie przypomina american wheat. Jak dla mnie przydałoby się trochę polskości, jakaś żywica, trawy, może trochę sosny. W smaku jest odwrotnie, zboża atakują od samego początku. Do głosu w końcu dochodzi żyto ze swoją specyficzną kwaskowatością na poziomie niskim, wręcz delikatnym. Nadaje całości smak chleba razowego i wtapia się całkiem dobrze w resztę zbóż, głównie orkisz, płaskurka i samopsza, które same tworzą bardzo intrygujący efekt. Mianowicie specyficzny posmaczek na finiszu, coś jakby połączenie ziemistości z... ziarnami? Tak jakoś dziwnie mi się skojarzyło z wakacjami z czasów młodości jak żeśmy z kuzynostwem wyjadali ziarna zbóż na wiosce. Z początku myślałem, że to goryczka tak zalega ale nie... dość intrygujące i przyjemne zarazem. Co do niedawno wymienionej, jest na bardzo niskim poziomie ale idealnie pasuje do piwa i jest dość wyraźna, amerykańska. Cytrusy jako takie gdzieś w oddali i głównie na początku, bardzo mi to odpowiada. W końcu ma to być wielozbożowe piwo. Płatki owsiane zrobiły swoje i całość jest bardzo aksamitna. Piję się gładko, przyjemnie i jak na tak treściwy trunek dość orzeźwiająco. Wysycenie średnie, spodziewałem się wyższego ale dzięki Bogu takie nie jest. Kolejny udany eksperyment piwowarów z Kormorana, taka wariacja w tematach pszenicznych. Mam nadzieję, że na stałe zagości w ich portfolio.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

2 komentarze:

  1. Klos bardzo nijaki. Nawet uprawy ekologiczne i citra go nie ratuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, to musiał się popsuć w porównaniu z pierwszą warką.

      Usuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com