Śledź mnie na:

Hades Gone Wild (Olimp) leżakowany'ish



By  Patryk Piechocki     17.3.15    Tagi:,,,,, 

Browar Olimp wie jak podniecić piwoszy z wąsem a i tych bez zarostu także. Pewnego pięknego i zapewne słonecznego dnia panowie postanowili zalać beczki po francuskim czerwonym winie resztką Hadesa, który jak zapewne pamiętacie bardzo mi zasmakował. Zostawili go tak w ciemnościach na ponad pół roku gdzie dzikie drożdże i odrobina magii zdziałały cuda... no, przynajmniej tak twierdzą.

Na początku byłem dość sceptyczny ale i podniecony zarazem, dziwne nie? No bo nie dość, że papryczkowy RIS to jeszcze leżakowany w beczkach po winie, jak można przejść koło takiego eksperymentu bezinteresownie? Z drugiej jednak strony dystrybucja była, lekko mówiąc, dziwnie przeprowadzona. Dla blogerek piwnych i innych mocno podnieconych piwoszy chłopaki postanowili udostępnić możliwość rezerwacji w danym sklepie. Chwała im za to, szczególnie, że na liście były też sklepy internetowe. Człowiek jednak zamawiał kota w worku bo nie wiedział ile go to będzie kosztować. Sklepy podawały cenę dopiero gdy dostały towar. Parę osób się wycofało słysząc 50 złociszy za butelkę 0,3l ale Wasz uniżony postanowił, że przyda się na lepszą okazję.


Parę blogów zdegustowało HGW od razu, dla przykładu Jerry Brewery czy Małe Piwko. Ja jakoś nie miałem serca... Stwierdziłem, że może poczekać do Bożego Narodzenia. Jak zapewne zauważyliście ani pogoda ani miesiąc się nie zgadza. Pasuje jednak święto, nie ma to jak wypić jednego z najbardziej wymyślnych stoutów na Dzień Świętego Patryka, mojego imiennika z resztą. Wbrew powszechnej opinii i głupocie ludzkiej nie pijemy dzisiaj zielonych piw tylko rasowe stouty.


Pierwsze co się rzuca w oczy to podwójny sposób zamknięcia butelki. Co prawda kapsel da się zdjąć ręką bez użycia większej siły (nie mam pojęcia czy tak miało być) ale korek siedzi mocno i stabilnie. Na szczęście udało mi się go wyjąć bez problemów i w całości. Butelka zielona co nie bardzo mi się podoba ale dość gruba i tak trochę stylowo przypomina te od wina. Etykieta... dość dziwna. Mamy znanego nam jegomościa, który nie patrzy się na wybuchy bo ma wszystko gdzieś ale zaraz obok jest naklejona druga eta z kodem QR (który prowadzi nas na stronę browaru) i słowami kojarzącymi się z piwem: RIS, wine, vanilla, barrel, habanero itd. Jest też trzecia eta ale ta robi zwyczajnie za metryczkę plus krótką historię stworzenia. Wszystko srebrną farbą na czarnym tle, to akurat mi się podoba. Do piwa nie mam zastrzeżeń, wygląda wyśmienicie. Wysoka i zbita piana trzyma się dość długo jak na te parametry i pozostawia multum brudu na szkle. Kolor piwa wydaje się czarny ale pod światło widać miedziane prześwity, które według mnie dodają piwu winiarskiego uroku. Hades wygląda też na dość klarownego. Niestety gnój okaleczył mi oryginalne szkło... pęknięcie przez prawie połowę ścianki (zdjęcie na końcu). Smutek i zgrzytanie zębami.


Dobra, przyznam się bez bicia, że nie za bardzo przepadam za winem. Z każdego jedzie mi siarką i nie ważne czy jest to beczułka za 6zł z osiedlowego sklepu czy czerwone wytrawne z najwyższej półki w Almie. Dlatego przy pierwszych niuchach mój nos od razu wyczuł aromaty typowe dla tegoż trunku, o dziwo jednak nie były one dominujące. Szybko przyzwyczaiłem się do nowej dzikości Hadesa i zaraz za winem zaczęły pojawiać się owoce, głównie śliwka i rodzynki. Przy kolejnych pociągnięciach wyłoniła się wanilia, odrobina ostrej papryczki i cholernie przyjemnie wypełniająca gorzka czekolada. Multum zapachów i to do samego końca bo mocarny aromat utrzymuje się do ostatniego łyku. Pierwszy raz nie przeszkadza mi zapaszek wina... nie dziwota, w końcu nie dominuje ono nad samym piwem. Niestety w smaku nie jest już tak fajnie cycuś glancuś. Minimalne wysycenie tylko potęguje uczucie braku ciała i co najgorsze wino po prostu przeważa w tym piwie. Papryczki wyparowały kompletnie, czekolada w znikomych ilościach pojawia się wyłącznie na finiszu i to też na chwilę. Czerwone wino hula sobie w najlepsze wraz ze śliwką i wanilią. W dodatku pod sam koniec mamy typową dla tego trunku kwaskowatość. Przy ostatnim łyku poczułem na finiszu lekką paloność od papryczek ale było już zdecydowanie za późno... RIS umarł. Gdyby równowaga z aromatu była zachowana także w smaku byłby to wyśmienity eksperyment. Nie wiem czy jest to wina leżakowania, jeśli tak to nie było warto czekać. W końcu kto starzeje piwo po to aby zamieniło mu się w wino? W dodatku straciłem przez tę degustacje szkło, bogowie Olimpu nie byli dzisiaj łaskawi...

www.browarolimp.pl / Gdzie wypijesz?

Piwo zabija... szkło.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Gdybym miał gdzieś jeszcze swoje szkło, odstąpiłbym... Ale akurat te były arcydelikatne :/

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com