Śledź mnie na:

McStout (Mason)



By  Patryk Piechocki     23.2.15    Tagi:,,, 

Chyba nie było jeszcze w moim życiu piwa, na które tyle osób by mnie namawiało i które tyle dobroci usłyszało z internetów. Nie potrafię Wam wytłumaczyć dlaczego olałem temat, szczególnie gdy jest to mój najulubieńszy styl czyli stout. Coś mnie tknęło jednak gdy po raz kolejny odwiedzałem szóste pod względem wielkości miasto w Polsce. Szkot stał sobie samotnie na półce w zaprzyjaźnionym sklepie piwnym a mi akurat brakowało jednej butelki do perfekcyjnego wypełnienia plecaka. Przypadek? Nie sądzę.

Trochę średnio mi się potem jechało PKSem z tak wypchanym bagażem ale na szczęście musiałem przebyć tylko połowę drogi. Zatrzymałem się u znajomych, którzy akurat wsadzali domową pizze do piekarnika. Czy byłem głodny? Nie bardzo. Czy odpuszczę sobie kawałek (lub trzy) pysznej pizzy na domowym cieście? Never.


Czemu Mason? Ano tak pieszczotliwie zwą piwowara czyli Marcina Chmielarza. Czy dąży on do rozwoju człowieka wbrew podziałom społecznym i religijnym? Któż to wie, jedno jest jednak pewne, dąży on do minimalizmu etykietowego. Jak użycie cyrkla w nazwie browaru jest dobrym powiązaniem z ruchem masońskim tak reszta jakoś mnie nie przekonuje. Do brodatej mordy nic nie mam, po prostu całość wygląda jak złożona w Office Word z clipartem na środku. Białe tło też jakoś nieszczególnie pomaga. Piwo prezentuje się już o wiele lepiej. Czarne, nieprzejrzyste, zero prześwitów. Piana dość ładna ale ma ubytki to tu to tam. Jakoś też nieszczególnie chciała się trzymać szkła i opadła w dość szybkim tempie.


Pierwsze zderzenie z rzeczywistością nastąpiło już przy aromacie. Był cholernie słaby, gdybym degustował to piwo na dworze (a tym bardziej podczas przejażdżki rowerowej) to bym prawdopodobnie nic nie wyczuł. Trochę kawy, prażonego słonecznika i jakbym się miał mocno uprzeć to słodkawej czekolady. Zero wędzonki, o której tak wszyscy pisali w internetach. Najbardziej jednak boli mnie brak intensywności, uwielbiam stouty i tak samo kocham się w nie wwąchiwać (pewnie nie ma takiego słowa ale kto blogerowi w internecie zabroni?).

Smak to już kompletnie co innego na szczęście. O wiele bardziej wyraźny, z jajem i mocą godną tego stylu. Przez całość przeciąga się paloność, taka popiołowa, która dodatkowo rośnie przy finiszu. Nie wiem jak bardzo Wam to pomoże ale kumpela (która za bardzo piwa nie pija) stwierdziła, że to „takie papierosy dziadka” ale według mnie troszku przesadziła. Gorzka czekolada ciągnie się zaraz za popiołem, jeszcze bardziej podbijając wytrawność. Jest też dość wyraźna jak na stout chmielowa goryczka. Co do profilu mógłbym się spierać ale wydawała mi się odrobinę żywiczna. Jeżeli chodzi o torfową wędzonkę to wydaje mi się, że jest jej odrobinę, tak prawie na skraju autosugestii. Gdybym wcześniej o niej nie przeczytał to prawdopodobnie bym jej nie wyczuł w ogóle. Koniec próbuje umilić (po tej całej wytrawności) lekko słodkawa czekolada ale i ona zostaje ogarnięta przez popiół. Całość w miarę pełna i treściwa. Nagazowanie średnio wysokie, ciut za duże jak dla mnie. Podsumowując, nie jest to stout, o którym się tyle naczytałem. Nie oznacza to jednak, że jest to złe piwo. W smaku przyjemne, dogasające ognisko ale w aromacie tragedia... pizza za to pierwsza klasa pod każdym względem.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com