Śledź mnie na:

Muerto (Kingpin)



By  Patryk Piechocki     23.1.15    Tagi:,,, 

Pumpkin Ale to bardzo specyficzny styl. Wstyd się przyznać ale nie wypiłem ani jednej dyni podczas ostatniego okresu halloweenowego. Pewnie było wtedy wiele bardziej ciekawych piw, jeżeli dobrze pamiętam miałem akurat okres podniety na browar Olimp. Jakim jednak byłbym blogerem, gdybym przynajmniej nie spróbował jakiejś dyniowatej nowości?

Browar Kingpin znany jest w naszym światku piwnym z tego, że po pierwsze primo robi bardzo dobre piwa a po drugie primo jednym z jego członków jest Michał (blog Piwny Garaż). Są to też ludzie, którzy uwielbiają wrzucać do kotła wszelakie zielska, zapewne znalezione przez przypadek na polach. Jestem jak najbardziej za, właśnie takie eksperymenty można nazwać ewolucją piwowarstwa a nie dorzucanie chmielu amerykańskiego wszędzie gdzie popadnie... Ale ten, ja nie o mojej amerykanofobii miałem pisać. 


Jak widzicie na zdjęciach staram się eksperymentować w domu, używając wszelakich narzędzi kuchennych, ogrodowych itp. Muszę jakoś przeżyć te ciemnice na dworze, którą zastaje po powrocie z pracy. Czasami mi to wychodzi... jak jednak widać, tym razem nie wszystko zagrało tak jak trzeba. Za cholerę nie jestem zadowolony z jakości zdjęć ale bardzo chciałem podzielić się z Wami wrażeniami. Co do etykiety, jestem wielkim fanem kingpinowej świni. Co prawda na początku myślałem, że to jakiś misiek ale internety pomniejszyły moją niewiedzę. Popatrzcie na te kolory, są soczyste ale nie oczojebcze. Młodzieżowy styl połączony ze starym wyjadaczem w wytartej skórze na harleyu, takie mam skojarzenia patrząc na etykiety Kingpina. Jest to drugi wypust (z trzech), który nawiązuje w jakiś sposób do śmierci, tutaj przez meksykański dzień zmarłych. W szkle piwo z początku prezentuje się zacnie. Piana wydaje się wysoka i zbita, niestety po pewnym czasie pojawiają się pęknięcia i całość redukuje się dość szybko do kożucha. Ma za to całkiem fajną koronkę. Kolor... ciemny, to na pewno. Coś pomiędzy przyciemnioną miedzią a czerwienią. Lekko mętnawe.


Pierwsze wąchanko, skojarzenia z dynią dość mocne. Nie wiem tylko czy o taki efekt im chodziło. Jako tako zapachu tego przerośniętego kartofla można ze świecą szukać, jest za to efekt dyniowy w postaci pełni, takiego bogactwa na co najmniej dwa fałdy na brzuchu. Niektórzy mogą stwierdzić, że jest po prostu mdłe ale to by było bezpodstawne okaleczeni tego piwa. Jest słodowo, karmelowo, dość słodko. Są też chmielowe tropiki ale bardziej intensywne wydają się bliżej nieokreślone ciemne owoce... to nie śliwka, może rodzynki? Dopiero po mocnym ogrzaniu wychodzi czysta dynia, która pokrywa większość zapaszków. Całość jednak średnio intensywna.

W smaku od razu da się wyczuć swoistą cierpkość i kwaskowatość, to na pewno rokitnik. Spodziewałem się też większej treściwości ale wbrew pozorom (i ekstraktowi) wchodzi lekko i bez rozpychania się. Nie jest też przesadnie słodkie, momentami jest nawet bardziej wytrawne. Tutaj pomaga też średnia ale dość wyraźna goryczka i bardzo słaba chmielowość. Wszędzie pałęta się posmaczek dyni, tradycyjnie lekko mdły. Wysycenie średnie, pasuje i nawet pomaga w piciu. Widać, że chłopaki próbowali walczyć z tradycją dodając rokitnika i według mnie udało im się to. Nadal jest to jednak pumpkin ale, dość specyficzny trunek. Jak ktoś nie przepada za bardzo za dynią nie ma nawet po co startować do tego stylu. Ja mam neutralne podejście do dyniowych wynalazków, jeżeli jednak miałbym wybierać spośród wypitych przeze mnie piw Kingpina to na pewno na koniec świata zabrałbym Berserkera.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com