Śledź mnie na:

Red AIPA razy dwa czyli Haust vs Birbant



By  Patryk Piechocki     19.10.14    Tagi:,,,, 

Co się odwlecze to... no właśnie. Birbantowa czerwona AIPA leżała u mnie w piwnicy już ładny kawał czasu (tak samo z resztą jak ich Robust Porter, już miesiąc po terminie) i mogłaby poleżeć jeszcze trochę. W końcu datę ważności ma do stycznia 2015. Nadarzyła się jednak piękna okazja gdy po raz kolejny wybrałem się rowerem do większego miasta, z tą różnicą, że wracać musiałem PKSem. 



Zaszedłem więc (znowu) do pewnego miejsca w centrum Zielonej Góry zwanego Minibrowar Haust. Człowiek spragniony, szczególnie po wizycie w całkiem zacnej burgerowni o rzut beretem od browaru. Na kranach pięć specyfików ale tylko dwa mnie interesowały: red i bitter. Dużo dobrego słyszałem o tym pierwszym więc sięgnąłem właśnie po niego. W ogóle nie myślałem o zrobieniu porównania z wypustem dawnych piwowarów Hausta, blogerska natura obudziła się dopiero po paru łykach.

Haust:


Z tego co wyczytałem Haust musiał zmienić wygląd etykiety bo projekt należał do jednego z dawnych piwowarów. Według mnie wyszło im to na dobre, indiański pióropusz mi się osobiście bardziej kojarzy z nazwą trunku. A właśnie, ten jest rzeczywiście red. Taka miedź przechodząca w rubin, lekko opalizujące. Piana jest czymś fenomenalnym. Owszem jest niska ale jest także drobniutka, zbita, i trzyma się tak do końca picia. I ten lacing, nie jakieś tam wyspy pozostawione na szklanym morzu lecz cały kontynent praktycznie bez pustych miejsc. Zwykły shaker zamienia się w dzieło sztuki, aż mi się łezka alkoholika polała.


Pierwszy niuch i... o co tu chodzi? Mocno słodkawy aromat i cholernie przyjemny zarazem. Nektar kwiatowy ale przede wszystkim liczi w syropie. Reszta cytrusów majaczy gdzieś z tyłu. Jednak to czym mnie najbardziej zapaszek tego piwa zaskoczył to... maliny? Nie... toż to truskawka albo poziomka! Wszystko zlepione lekką żywicą. W ustach wydaje się cholernie gładkie. Słodycz liczi i poziomek jest bardzo ładnie kontrowana dość wysoką, grapefruitową goryczką. Dodajmy do tego żywiczne wypełnienie, trochę karmelu i powszechny las iglasty i wychodzi nam przepyszne piwo. Kogoś może odrzucić trochę zalegające albedo grapefruitowe pod koniec ale mi nieszczególnie przeszkadzało. Wysycenie dość niskie jak na AIPA ale mi to tylko podniosło pijalność, dobrze wiecie, że wolę mniej nagazowane piwa.


Birbant:


Wywołana wcześniej etykieta z drobną zmianą. Mianowicie w tle pojawiła się flaga USA. Nie wiem tylko jaki był zamysł umieszczenia tych dwóch panów na etykiecie. Taką gangsterkę mamy też w Polsce, no może bez tej specyficznej Beretty. Mafiozi, krew, czerwień, jakiś pomysł może to jest. Próbowałem też porównać wizerunki obu piwowarów czyli Jarka Sosnowskiego i Krzyśka Kulę do tych jegomości z etykiety no ale... nie ma bata żeby to byli oni. Samo piwo jest na pewno bardziej czerwone niż haustowy twór. Tu już nie ma mowy o miedzi, czysty rubin jak się patrzy. Nie ma też jakiegokolwiek zmętnienia. Piana drobna i dość wysoka ale opada szybko. Na plus na pewno lacing, tym razem innego typu. Mianowicie tutaj mamy istne górki z piany przyczepione do szkła.


O, pojawia się pierwszy problem. Ciężko jest coś wywąchać ze szkła. Aromat jest znikomy, w ilości podobnej do tych paru liści na drzewach w październiku. Wkładając nos w pianę da się wyczuć trochę cytrusów i nektar kwiatowy. Najwięcej jednak jest żywicy, której trochę mi brakowało w haustowym redzie. Niby nie zachęca ale ja nie odpuszczę, za dużo ludzi polecało mi to piwo mówiąc, że jest wręcz wybitne. Co zatem wlewamy do ust? Ano goryczkę, dużo goryczki. Niech was jednak nie zwiedzie mój prosty styl pisania, nie jest ona na tak wysokim poziomie jak w poprzednim piwie. Tutaj jest po prostu wyraźna i niestety czuć ją po całości każdego łyku. "Dlaczego niestety?!" zapytacie, przecie ja uwielbiam goryczkę. Ano tak, uwielbiam, ale chciałbym też coś innego, jakąś słodowość na przykład, która by przynajmniej udawała że walczy. Tutaj mamy słabiutki karmel na wózku inwalidzkim, który pchają jeszcze słabsze nuty kwiatowe na których od razu dokonuje się mord z rąk owej goryczki i po części żywicy. No i to zaleganie głównej podejrzanej, które ujawnia się w połowie picia i nawet mi zaczęło mocno przeszkadzać... no po prostu nie. Wysycenie średnie, okej. Po ogrzaniu pojawia się też alkohol, który na szczęście nie jest natarczywy i nie przeszkadza w piciu, nawet można powiedzieć że przyjemnie ogrzewa końcówkę. Nie zrozumcie mnie źle, piwo nie jest jakieś złe czy nadające się do rury ściekowej. Goryczkowi geekowie (do których się też zaliczam niby) na pewno się w nim zakochają. Jednak w porównaniu do pierwszej AIPA ta wypada po prostu słabiej.

----------

Styl: Red AIPA
Alk: 6,7% Obj.
Ekstrakt: 16,5° Blg
IBU: b/d
Skład: słód (pilsneński, monachijski, karmelowy), chmiel (zeus, cascade, amarillo), drożdże US-05.
Do spożycia: 05.01.2015


Ja rozumiem, że oryginalna receptura Red AIPA należy do panów z Birbanta ale nie będę ukrywał, że o wiele bardziej smakowało mi podejście nowego piwowara w Hauście. Może byłoby inaczej gdybym pił tylko to drugie piwo, wtedy jakoś bym usprawiedliwił ten cały najazd goryczkowej armii. Problem jednak tkwi w tym, że pierwsze piwo pokazało jak można uzyskać te same, mocne doznania bardzo fajnie kontrowane słodowością/słodkością.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Wg mnie Red Aipa z Hausta to jedno z najlepszych tego gatunku piw na rynku. Choć wypuscili ostatnio nowosc - piwko Victoria, która jest nie gorsza, a nie wiem czy nawet nie lepsza........ Zapraszam do ZG na degustacje Victorii. Ciekaw jestem, jaka będzie Twoja opinia :)

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com