Śledź mnie na:

Hades (Olimp) [Leżakowany'ish]



By  Patryk Piechocki     23.10.14    Tagi:,,,, 

Czekam i czekam i się doczekać nie mogę. Na pewno większość z was słyszała, że browar Olimp wlał coś koło 185l Hadesa do beczek po winie i dał mu dorosnąć przez parę miesięcy. Zrobili ładną rezerwacje na butelki w większości sklepów piwnych co by każdy „lepszy” piwosz miał szansę zakupić ten jakże dziwny specyfik. Jako szanujący się alkoholik zamówiłem swoją sztukę oczywiście.

Możecie powiedzieć żem durny i naiwny. W końcu ceny do dzisiaj nie znam tak samo jak daty dostarczenia. Oczywiście są już osoby, które miały przyjemność odkorkować butelkę (np. taki Jerry) i dzięki nim wiemy, że cena za butelkę 375ml waha się w okolicach 50 złociszy. Ja jednak nadal czekam aż sklep łaskawie mnie o mojej butelce poinformuje. Na początku tygodnia wysłałem im maila z zapytaniem ale zero odzewu jak narazie. Najśmieszniejsze jest jednak to, że całkowicie zapomniałem o leżakowanym w piwnicy zwykłym Hadesie. Biedny marzł tam od maja, no to co, przytulmy go może?


Styl butelki i etykiety ten sam co przy Zeusie. Bardzo ładny i dokładny nadruk na matowym, grubym papierze. Hades ma sylwetkę rodem z Batmana, jeżeli dobrze pamiętam plakaty z Bane’em były podobne. No i ta zalakowana szyjka, miodzio i istny artyzm piwny. Samo piwo jest po prostu czarne, bez refleksów, odcieni, no nic. Czarna dziura i tyle. Piana, jak na taki woltaż rośnie spora ale dość szybko się redukuje do kożucha, uporczywie chwytającego się szkła.


Pierwsza moja obawa potwierdziła się już przy aromacie. Jest słaby, leżakowanie najwidoczniej bardzo mu zaszkodziło (ale w sumie nie wiem jak było przy świeżynce). Z tego co mój lekko przepalony nos wyczuł można na pewno wyszczególnić papryczki. Nie ma co uciekać jeżeli boicie się ostrego, jakoś tak dziwnie delikatny ten zapaszek się wydaję (pomijając intensywność). Na drugim planie mamy alkoholową śliwkę wspomaganą słodkimi rodzynkami.  Kurde, gdyby całość była mocniejsza mógłbym to wąchać godzinami. Co się dzieje w ustach? O jezu, bardzo dużo i fajno. Zacznijmy od nie do końca gorzkiej czekolady mocno wspomaganej przez alkoholową śliwkę, która wydaje się słodsza niż zazwyczaj. Pięknie się to łączy z głównym aktorem, którym jest specyficzna paloność, i to podwójna. Zaczyna się typowo, jak w każdym dobrym stoucie. Kończy się lekkim papryczkowym opalaniem, troszkę zalegającym ale dodającym dzięki temu uroku. Wręcz idealnie dobrana kompozycja tworząca paloność ver 2.0. Nie są to papryczki jak przy Grand Imperial Porter Chili gdzie ich intensywność rosła aż zaczęły przykrywać większość smaków. Tutaj są wspomagaczem, idealnie zbalansowanym. Po ogrzaniu wychodzą słodkie rodzynki, którym i tak kontra palona daję radę. Goryczki praktycznie żadnej ale jakoś mi to nie przeszkadza. Nagazowanie niskie, nie jest wypychające ale treściwe. Lepi mi się do wąsa jak skurczybyk. Całość nie jest agresywna lecz bardzo dobrze wyważona i wyraźna. Popijając człowiek wręcz wyobraża siebie na bujanym fotelu przed kominkiem. Nawet czuje to ciepło, nie za mocne, nie za słabe. Po prostu idealne. Dla wielu może to być problem. RIS ma niby bić po mordzie aż człowiek straci przytomność ale mi się podoba bardziej ta wersja, gdzie doznania przypominają specyficzny orientalny masaż. Niby relaksacyjnie ale z pazurem.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com