Śledź mnie na:

Córa Koryntu (Jan Olbracht)



By  Patryk Piechocki     18.10.14    Tagi:,,, 

Winter is coming a wraz z nią wszelakiej maści portery, stouty, RISy, po części black IPA, koźlaki no i oczywiście weizenbocki (o piwach świątecznych nie wspomnę). Te ostatnie są dość specyficzną grupą bo z moich ostatnich obserwacji wynikło, że ciężko jest wypić takiego, który nie byłby po prostu lekko zakamuflowaną pszenicą. Entuzjazmu dodaje fakt, że olbrachtowy stout okazał się całkiem przyzwoitym piwem. Może i pszeniczny koźlak też im wyszedł?

Prawda jest taka, że miałem się w końcu wziąć za piwa z browaru Olimp, nowy Prometeusz i Kentauros zalegają mi w piwnicy a dzisiaj dojdzie do nich jeszcze Hera i Nyks... Niestety moja wrodzona ciekawość zaprowadziła mnie w najczarniejsze czeluście internetu gdzie wyczytałem, że weizenbock z Olimpu jest mocno średniawy, u niektórych nawet zepsuty. Uwagę więc bardzo szybko skierowałem na coś, co według mnie jest o wiele bardziej złowieszcze niż taka etykieta Golden Monka.


Mleczko dał wodzę fantazji i połączył dwa światy: dawne czasy "poland strong" pomieszane z pyszałkowatym stylem życia i wątpliwej teraźniejszości (niedawno z resztą wliczonej do PKB). Z początku myślałem, że najbardziej rozbawia mnie mina króla, który jest wręcz wniebowzięty. Dopiero teraz, jak tak sobie patrze na zdjęcie, zauważyłem, że ta kobieta pracująca ma szpilki... znak naszych czasów mówię wam. Już nie będę się czepiał, że biorąc pod uwagę wysokość postaci ona się po prostu przytula do jego klaty, prawdopodobnie owłosionej jak u prawdziwego mężczyzny. Piwo owłosione nie jest, piane ma niską, na pół palca może. Drobna i kożuszek jak się już uformuje to pozostaje do końca. Kolorek ciemnego bursztynu, zmętnione jak być powinno. 


W aromacie uderza od razu banan z goździkiem i gdy już zacząłem powątpiewać pojawiają się też ciemne owoce, głównie rodzynki i bardzo specyficzny, lekki alkohol przypominający trochę dofermentowane owoce. Całość wydaje się taka pełna, powiedziałbym że nawet lekko zapychająca. Po wypiciu paru łyków już nie mam złudzeń, to jest weizenbock. Mocno chlebowe z ciemnymi owocami, znowu głównie rodzynkami. Niestety coś chyba poszło nie tak bo wszystko przykrywa mocny goździk i nawet przyjemny banan mu nie daję rady. Przesadyzm tych przypraw daje takie suche poczucie w ustach. Jakby sobie człowiek je nasypał prosto na język. Goryczka niska, książkowa. Końcówka trochę cierpka i niepotrzebnie zalegająca. Całość jest jednak pełna, zbożowa i przyjemnie wypełniająca. Mam problem z rozpoznaniem profilu alkoholowego, jest go mało ale jednak robi robotę i ogrzewa przyjemnie. Problem jest jednak w tym, że ma taki pusty smak... owocowy profil z aromatu poszedł gdzieś w cholerę i została taka pusta powłoka... cholera no nie wiem jak to wam wytłumaczyć. Podsumowując byłby to całkiem przyjemny koźlak pszeniczny gdyby nie te przytłaczające momentami przyprawy.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com