Śledź mnie na:

Minibrowar Haust w Zielonej Górze czyli z pamiętnika winobraniowego alkoholika



By  Patryk Piechocki     13.9.14    Tagi:,,,,,,, 

Nadszedł ten okres, gdy cała Zielona Góra upija się winem (i nie tylko) bezkarnie w centrum miasta. Zawsze uważałem, że jest to impreza trochę wieśniacza i tandetna. Czemu? Ano wina (nadal) nie można kupić na straganach a i samych stanowisk jest mniej... w porównaniu na przykład do stoisk z tandetnymi pierdołami z Chin i ozdobami/biżuterią kompletnie nie związaną z Bachusem. Oczywiście samego trunku można się napić... jako próbkę z plastikowego kubeczka, szał ciał mówię wam.

W tym roku miałem zamiar olać totalnie to "święto" ale trafiłem do zielonego miasta bo musiałem dowieść papiery na studia. Wracać miałem PKSem to stwierdziłem, że jednak zajdę zobaczyć co tam cyganeria sprzedaje na rynku. Oczywiście pierwsze co poczułem wchodząc na deptak to swąd starego oleju, aż się zastanawiałem czy przypadkiem nie wyjdę stąd lepki jak frytka z budki koło dworca. Potem był już standard, lalki barbie (oczywiście podróbki), pluszaki (w życiu bym nie kupił takiej zabawki swojemu dziecku, cholera wie kto to dotykał), koraliki, cyganki co wywróżą Ci wygraną w totka (i jej dwóch synów stojących za tobą) i wszelkiego rodzaju inne bzdety, które nikomu są niepotrzebne. Żeby nie było, jest jedna rzecz, która mi się po części podoba: stragany ze starociami, które mają swoje miejsce w jednej z alej deptaku. Czasami można na nich wyhaczyć prawdziwe skarby, np piwne, za grosze. Pewnie już zaczynacie krzyczeć: "Przecie to jest święto wina! Czemu nie piszesz o dostępności tego wspaniałego trunku?". Już tłumaczę, tak jak napisałem wyżej, kupić wina nie kupisz. Nienawidzę pić wina z plastikowych kubeczków, wolę to robić w domowym zaciszu a i tak robię to raz na rok bo nie jestem koneserem tego napoju. Cała otoczka tandety przytłacza i niweluje jakiekolwiek skojarzenia z winem (przynajmniej mi). Tak na marginesie mam nadzieję, że WFDP nie dopuści do takiej sytuacji w przyszłych edycjach. Nie rozumiem też jeszcze jednego, czemu nikt nie pomyślał, żeby połączyć to w jakiś sposób z piwem? Zaprosić parę browarów, żeby zamiast tandety wystawili swoje stoiska z craftowym piwem. Alkohol alkoholowi przyjacielem jak to mówią. Zamiast tego widziałem tanie cydry i siarę dla mniej "wymagających" konsumentów.


Dobra koniec narzekania, czas przejść do rzeczy przyjemniejszych. Znudzony i zażenowany skierowałem swoje nogi w stronę Minibrowaru Haust. Była godzina 11:46 więc jak prawdziwy alkoholik czekałem na otwarcie bram przed lokalem. Co najśmieszniejsze nie byłem sam. 12:03 i miałem już nalanego Piwonautę, którego degustowałem podczas wrocławskiego festiwalu. Warka ta sama, trochę leżakowała sobie. Czy coś to dało piwu? Kurna dało i to mocno. Aromat się wzmocnił. Czekolada, kawa i paloność przykryły alkohol i śliwkę, które wcześniej dominowały. W smaku to samo, palona kawa stała się głównym aktorem ale nie przyćmiła swoim blaskiem reszty. Przepyszne, już nawet zapomniałem, że wypiłem 10,5% piwo w południe. Drugim piwem na zdjęciu powyżej jest haustowy Quadrupel, podobno jakaś końcówka na ukrytym kranie. Tak mi smakował, że wybłagałem piwowara Pawła o nalanie mi go do butelki na później. Pewnie napiszę o nim degustacje na dniach. A właśnie, Paweł. Spoko koleś, z resztą jak cała ekipa Hausta.



Wygląd lokalu jest dość specyficzny. Pomieszczenie barowe jest całe oblepione podstawkami piwnymi, siedzisz albo przy barze albo przy wysokich stołach. W sumie jest najbardziej klimatyczne i spędzałbym swój czas haustowy tylko tam. Wcześniej, w pomieszczeniu do którego trafiamy po otwarciu drzwi wejściowych, witają nas tanki, lekko już zakurzone. Jest bilard, są boxy, jest telewizor. Na piętrze większe sale np na jakieś imprezy. Dawno temu, na studiach dziennych, zrobiliśmy tam kulturalne picie piwa z wykładowcą z wysp. No ale... ten tego. Za barem znajduje się też tajemniczy tank nr 3, w którym podobno mieszka najnowsze piwo browaru, niestety piwowar był twardy i nie chciał wyjawić co to będzie. 



Spontaniczna wizyta jak najbardziej udana w moim mniemaniu. Korciło mnie, żeby wypić jeszcze jednego Piwonaute ale wtedy chyba bym lekko chwiejnym krokiem szedł na dworzec PKS. Myśl przewodnia: taki minibrowar we własnym mieście to skarb.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

3 komentarze:

  1. Patryku, uwielbiam Hausta. Uwielbiam Red AIPĘ, Piwonautę jako tako.
    Nie zgadzam się natomiast z paroma kwestiami:
    - na Winobraniu, jakkolwiek paździerzowym "świętem" by nie było, MOŻNA kupić wina z lokalnych winnic. Legalnie i prościutko ze straganu.
    - co do browarów, które mogłyby się wystawiać był sam Haust, a oprócz niego m.in. mikrobrowar Edi z Nowej Wsi k.Wschowy oraz Witnica.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziwne bo sprzedawca ze straganu koło kwiaciarni (nie pamiętam nazwy winnicy) nie chciał sprzedać swojego wina mówiąc, że nie może.

      Usuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com