Śledź mnie na:

Megaloman i Ursa z Połoniny (Ursa Maior)



By  Patryk Piechocki     11.9.14    Tagi:,,,,,, 

Po Śniegu z Beniowej byłem pewny, że reszta piw z Ursy mnie nie zawiedzie. Megalomana postanowiłem wypić po koszeniu działki, Jelenia Filipa (w sumie gdybym miał tak na imię pasowałoby jak ulał do sytuacji) wsadziłem do plecaka i hop pojechałem rowerem do znajomego. 45 kilometrów dalej przekonałem się, że tak samo jak przy pierwszym, mogłem go wypić w domu, przed kompem i bez jakiejkolwiek wzmianki na blogu. Ale nie, jak to mówią: warto rozmawiać (a w tym wypadku pisać).


Pierwszym problemem od razu rzucającym się w oczy był syf w Megalomanie. Nigdy w życiu nie widziałem tak odpychających farfocli a przyznam szczerze, że uważałem się za kolesia, którego takie rzeczy nie ruszają w ogóle. Oczywiście same butelki obu piw jak najbardziej przyciągają i proszą się o otwarcie. Etykiety z Ursy są przepiękne i z chęcią dałem 4zł za sztukę w browarze. Kapsle też przyciągają oko, czerwone z oryginalnym logiem browaru. Niestety wszystko inne było przynajmniej parę poziomów niżej w skali jakości...

Megaloman:


Żeby było śmiesznie napiłem się przed ursowym trunkiem czeskiej IPA, która zajeżdżała tygodniowymi skarpetkami. Taki mały reset kubków smakowych. Co zobaczyłem w szkle oprócz farfocli? Ano całkiem fajnie wyglądające piwo w kolorze jasnego bursztynu, zmętnione (oczywiście pomijając syf). Piana pozostawiała jednak wiele do życzenia. Brzydka, eurolagerowa wręcz, dziurawa. Co dziwne jednak zredukowała się do poziomu jednego palca i tak pozostała prawie do końca picia. 


Szybkie wąchanie przy marudzącej chrześnicy i zastanawiam się czy przypadkiem pijąc to piwo ja nie zacznę gorzej marudzić pod nosem. Aromat jest słaby, są jakieś zalążki amerykańskich chmieli ale mieszają się z dość mocną nutą rozpuszczalnikową. Nie brakuje też gumy balonowej. Ogólnie cholernie ciężki zapaszek i iście męczący. W smaku nie jest lepiej, pierwsze skojarzenie to: gęsta woda. Głównie słodowe ale niestety z rodziny tych męczących. Czasami trochę kwiatowej słodkości się pojawia i może trochę grapefruita (ale nie jestem do końca przekonany czy po prostu sobie tego nie wmawiam). Goryczki praktycznie żadnej, jedyną rzeczą, która może ją przypominać jest posmak żywiczny, który się raz na milion łyków pojawia. Wysycenie średnie, nie przeszkadza ale też się nie wyróżnia. To piwo jest po prostu męczące i mdłe i na pewno nie jest to AIPA.


Ursa z Połoniny:


Patrząc tak jakoś na piękny kawał żeberek w sosie barbecue zrobiło mi się cholernie sucho w ustach. Otworzyłem więc pierwsze piwo z plecaka po przyjeździe do kumpla. Nonic ujawnił iście ciemną miedź ze średnią pianą, dość dziurawą i szybko redukującą się do kożucha. Nie wiem czemu ale pomyślałem sobie wtedy: kurde, Perła tak nie wygląda. Kolejna złota myśl dla potomnych.


Nijakość, takie słowo powinni wyryć na etykiecie zamiast jelenia Filipa. Aromat jest nikły, ledwo co wyczuwalny. Trochę karmelu i nic poza tym. Chciałbym wam tu napisać o jakichś pomidorach, kukurydzy czy nawet maluteńkim masełku (dla samego pisania, nie ważne, że negatywnie) ale zapach jest po prostu bliski wodzie i tyle. W smaku nie jest o wiele lepiej, takie jakieś wodniste się wydaję. Wyczuwalny karmel i powszechna słodowość. Pojawia się goryczka, wyższa niż w Megalomanie (sic!) ale i tak średnio intensywna i na pewno nie jest zdecydowana jak to raczyli napisać na etykiecie. Gdzie w tym piwie jest Ameryka? Nie mam pojęcia. Wysycenie niskie do średniego. Podsumowując trunek słaby i zahaczający o mdlenie. Popatrzałem na grilla... dawać moje mięso!


Liczyłem na coś więcej od Ursy, nie miałem gotowych uprzedzeń jak to większość ludzi z miast gdzie są wielokrany i gdzie ogólnie można o wiele łatwiej dostać piwo inne niż eurolager. Niestety dzięki tym dwóm ursowym tworom wyhodowałem własnego, małego hejta na browar z Podkarpacia.


Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com