Śledź mnie na:

Dzikie Ale (Zwierzyniec/Perła)



By  Patryk Piechocki     22.9.14    Tagi:,,,, 

Nadchodzi ten okres gdy ogródki działkowe zaczynają dymić jak Australia w lecie. Jak właściciel takiego przybytku wybrałem się ostatnio sprawdzić czy "to już czas". Już przed bramą poczułem, że wędzenie pobliskich ubrań wyjętych z pralki idzie pełną parą. Gdy doszedłem do mojego poletka zauważyłem jeszcze coś: dziką obecność pewnego zwierza.

(zdjęcie robione tosterem)

Gdybym miał wiatrówkę urządziłbym sobie nielegalne straszenie tej gadziny. Dobrze, że ogrodziłem jakiś czas temu moją działkę i te cholerstwa przeryły tylko alejkę przed wejściem. Starsze panie już tutaj nie przejadą swoimi hipsterskimi holenderkami, no cóż. Oczywiście zupełnie przypadkiem (lub nie) zabrałem ze sobą piwo także z dziką naturą, a przynajmniej tak twierdzi browar, którego Perła traktowała w ubiegłych latach jak zwykły... magazyn (co by nie wypisywać skojarzeń bardziej wulgarnych). Czy brown ale podtrzyma smaczną obojętność pilsa?


Dziwnie wygląda ten dzik na etykiecie... taki bardziej guziec, taka świnia z Afryki. Wykonanie całości trąci jednak koncernem. Jedynie kapsel mi przypadł do gustu, jest taki pocieszny. Kolor piwa przypomina sjakiś taki ciemniejszy bursztyn, nie wiem czemu ale zdziwiłem się że udało im się taki uzyskać (ah te uprzedzenia). Piana dość kiepska, wysoka na jeden palec ma wszelakiej wielkości bąble, które mają w zwyczaju paskudnie pękać. O dziwo jednak sporej ilości kożuch trzymał się do końca.


Teraz mam problem, co to znaczy brown ale? Patrząc na ekstrakt i alkohol można to podpiąć pod południowego wyspiarza i tak je będę traktował. W aromacie mamy istną dzikość... Coli. I to takiej z taniej saszetki 10g ze sztucznym aromatem tej bomby cukrowej. Słodowość też się gdzieś przebija ale Cola pozostaje na pierwszym miejscu niestety. Karmel albo toffi? Zapomnijcie. W smaku nie jest lepiej. Pierwsze co nasuwa się na myśl to wodnistość i brak goryczki. Jak to drugie można wybaczyć bo styl tego nie wymaga tak brak głębokiej słodowości to już duży problem. Piwo jest po prostu wodniste z takim lekkim posmakiem toffi i dziwnym czymś pozostającym na języku po każdym łyku. Długo się zastanawiałem co to może być i najbliższe skojarzenie miałem z posmakiem, który zostawia najtańsza podróbka coli z biedry. Wiecie co jest jednak najgorsze? Było jakoś tak fetyszystycznie orzeźwiające... ale to chyba zamroczył mnie dym z ogniska i brak jakiegokolwiek innego napoju na działce.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Ja bym temu piwu nawet 1/10 nie dał... W moim przypadku był wyraźnie wyczuwalny diacetyl, żelazistość, a brak smaku spowodował, że wylałem to po prostu do zlewu.
    Jedyny powód dla którego warto to piwo polecić to osobie, która chciałaby poznać jakie są wady piwa, a tak to nie ma sensu.

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com