Śledź mnie na:

Jurajskie Amerykańska Pszenica (Browar na Jurze)



By  Patryk Piechocki     7.8.14    Tagi:,,,, 

Dziwną sytuacje miałem ostatnio w sklepie. Przygotowując się na typowe spotkanie "planszówki plus piwo" u kumpla zaszliśmy do sklepu z lepszym piwem co by przyjemnie spędzić ten wieczór, nie tylko dzięki Horrorze w Arkham. No więc wchodzimy sobie do sklepu i zaczynamy przyglądać się piwom na półkach. Pszenica, pszenica, pszenica... ja rozumie, że jest sezon akurat przy takim upale ale wydawało mi się, że to i tak przesada. Oczywiście mowa jest o najnowszym trendzie czyli american wheat.

Było też pełno IPA... i w ogóle IPA'ish gatunków piwnych. Nim się obejrzałem miałem pełną torbę typu sześciopak, co prawda było w niej dziesięć piw ale pomińmy ten fakt. Większość z nich była właśnie na amerykańskich chmielach i chyba ze trzy sztuki to były wheaty, których jeszcze nie piłem. W tamtym roku narzekali ludzie na amerykanizacje polskich browarów... to co teraz można powiedzieć? Nie żeby mi to jakoś szczególnie przeszkadzało, problem jest tylko jeden. Jak już wydaje te 80zł na piwo (sic!) to chciałbym mieć trochę większą różnorodność. 


Przy okazji premiery tego piwa Browar na Jurze zaprezentował nową etykietę i logo. Sam nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Niby jest fajnie i nowatorsko. Mamy praktycznie każdą informację potrzebną pijącemu: pełny skład, IBU, ilość alkoholu, temperaturę serwowania itd. Logo pasuje idealnie... ale do tego stylu. Nie jestem taki pewien czy będzie pasowało do mniej nowofalowych stylów jak np stout. Czas pokaże, narazie jest wypaśnie. Kolor jasnozłoty, taka trochę niedojrzała pomarańcza. Piana z początku przypominała obłoczek na niebie, dosłownie. Była tak delikatna i zbita. Niestety szybko zanika i pozostaje po niej tylko cieniuteńki kożuszek.


Pierwsze wąchanko i... o kurczę. Jest lekko i rześko, aksamitnie wręcz. Są tropiki, wybija się głównie cytryna i brzoskwinia. Amerykańskie chmiele pełną gębą. Pieprz wychodzi dopiero po ogrzaniu i to w znikomych ilościach. Wszystko wsparte lekkim zbożowym aromatem. Dla mnie bomba i poezja w jednym czyli chyba jakiś... dramat? Bardziej thriller i to taki... przyjemny. Pijem i dalej się dziwię. Jak to kumpel powiedział: "Naprawdę amerykańskie piwo". I nie chodzi tu o profil chmielowy tylko o ilość alkoholu, 4% idealnie pasuje do rześkości i aksamitności jakie prezentuje ten zacny trunek. Jest pszenicznie, cytrusowo i bardzo ale to bardzo delikatnie pieprzowo. Nic się nie pcha i nie próbuje człowiekowi wcisnąć taniego bubla nachmielonego do granic możliwości. Po prostu każdy element wie kiedy i jak ma się pojawić. Najlepsza jest jednak goryczka, która mizia podniebienie zaraz po przelaniu piwa do ust. Z czasem pieprz staje się coraz bardziej wyczuwalny i łączy się z goryczką pozostawiając przyjemnie kojący posmak w ustach. Jest to kompletnie inne doznanie niż przy Hey Now z Pracowni Piwa. Tutaj nie ma wojny, jest za to gra w szachy gdzie każdy ruch jest starannie przemyślany. Ba, nawet wysycenie jest średnie i człowiek praktycznie o nim nie myśli podczas picia. Lekkie i pijalne jak cholera. Na pewnym znanym portalu piwnym piszą, że piwo jest w pewnym stopniu mdłe... przepraszam, ale powaliło chyba kogoś mocno we łbie.


Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Piję i zastanawiam się czego jednostką jest IBU, jeśli to ma tylko 15, bo chyba nie goryczki ;-)

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com