Śledź mnie na:

Pszeniczne (Witnica)



By  Patryk Piechocki     8.7.14    Tagi:,,, 

Po piwach kontraktowego browaru Birbant chyba każdy zaczął się zastanawiać jak to możliwe, że  w browarze słynącym z wadliwej marki piw Lubuskie można uwarzyć coś naprawdę dobrego. No sorry ale jeden dobry trunek, Black Boss, szczęśliwego piwosza nie czynią. Powiecie, że to wina warzyciela tego pięknego nektaru. Ja mówię bullshit i sprawdzam. 

Jedną z zalet użyczenia browaru kontraktowcom jest możliwość podpatrzenia ich pracy a nawet jakakolwiek współpraca. Można się naprawdę dużo nauczyć i potem to przenieść na własną linię produkcyjną. Takie wrażenie miałem przy Lubuskim IPA, które mnie wręcz zaskoczyło i dało nadzieję, że oto mój regionalny browar zaczyna się uczyć. Legendy o lagerowym wręcz piwie pszenicznym z Witnicy krążą od pokoleń w internetach. Czy nowa etykieta i chyba nowe piwo da radę i pociągnie efekt naprawy lubuskiego browaru?


Jak patrze na tą etykietę to aż mnie ściska... nie jestem szczególnie obdarzony artystycznym umysłem ale takie rozszczepienie jednego słowa doprowadza mnie do delirki. Psze nicz ne? Na co to? Zabrakło pomysłu na tło to rypniemy styl piwa na praktycznie całą etykietę, a co. Jeszcze damy troszkę naszego loga i stylową czcionką nazwę w innym języku, taka zagramanica! Dziwi mnie jednak brak jakiejkolwiek wzmianki wojewódzkiej. Czyżby Witnica chciała się pozbyć wizerunku serii piw Lubuskie? Nie wiem. Po nalaniu do szklanki wielkie zdziwienie, to jest mętne! Jak prawdziwa pszenica! Złote z pianą, która nie chcę się unosić nawet przy dużych staraniach z mojej strony. Ratuje ją kożuch, który utrzymuje się do końca picia. 


W aromacie wyczuwalny banan z czymś jeszcze... musiałem znajomemu dać spróbować. Doszliśmy do wniosku że banan w tym piwie ma taki zapaszek vibovitu. Niby lekko apteka ale jeszcze nie. Oprócz tego zapowiedź typowego kwasku pszenicznego. Problem jednak w tym, że ostro trzeba się nawąchać żeby to wszystko wyczuć. W smaku kwaskowate, bananowe dalej z tym posmaczkiem vibovitu wyjadanego w młodości palcami z saszetki. Wspomnienie fajne ale w piwie to mi w ogóle nie pasuje. Raz nawet wyczułem trochę wanilii. Mało nut pszeniczno-drożdżowych, lekko wodniste. Na końcu pojawia się niska i zalegająca goryczka, coś pokroju kory drzewnej. Takie nudne trochę... chciałem napisać, że jest jakoś orzeźwiające ale bym wtedy skłamał. Ono jest po prostu wodniste (pod koniec szczególnie) i tak samo orzeźwia, jak woda z kranu.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com