Śledź mnie na:

Moskiewska ofensywa czyli o tym jak się mają Khamovniki do ścieku



By  Patryk Piechocki     1.6.14    Tagi:,,,,,, 

Opowiem wam dzisiaj jak szybko i przyjemnie wylać trzy piwa do betonowego ścieku, bez żadnego problemu i choćby krzty zwątpienia. Pamiętacie weizena spod Moskwy? Oto jego trzej bracia, o których zapomniałem. Siedzieli sobie w piwnicy na półce i obmyślali plan jak się na mnie zemścić.

Robiłem wczoraj swoją pierwszą porterówkę (o której post w tygodniu powinien się pojawić) i gdy odkładałem butelkę z czarnym złotem zwróciłem uwagę na tych trzech jegomości, stojących w ciemnym kącie. Wziąłem więc ich ze sobą na ogród, wraz z dedykowanym szkłem. Kubki smakowe od razu zareagowały sceptycznie, przypominając mi jak aptecznie skończyła się wizyta ich pszenicznego brata. To było jednak dawno więc może tym razem połączy nas słowiańska miłość? 

Plzner Pilsner:


Tymbarkowe kapsle w piwie chyba nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać. Tak samo jak mało może być pilsa w pilsie. Ale od początku, barwa słomkowa, jak dla mnie trochę za bardzo wyblakłe. Piana trzymała się do końca, wielkości kobiecego palca. Zapaszek jest wielką zagadką, po otwarciu butelki wydobył się iście pilsowy aromat chmielowy. Po przelaniu do szkła znikł on jak młoda piosenkarka estradowa w thrillerze z dawnych lat. Magia! No bo jak można porwać zapach? W smaku... haha "w smaku" praktycznie zero słodowości. Pod koniec pojawia się nieprzyjemnie zalegająca goryczka, która bardziej przypomina syrop na kaszel dla dorosłych. Całość mocno wodnista... nie mam na to czasu, do ścieku!


Vienna Lager:


Drugi do odstrzału jest lager wiedeński. Piana praktycznie ta sama co u poprzednika ale kolor już  bardzo fajnie prezentuje się w szkle. Miedziany, momentami wydawał mi się iście czerwony, hah. Wąchamy i mamy czyste, rodowite, bez skazy masełko. Gdzieś próbują przebić się słody ale to tak jakby z nowym lambo Aventador próbował konkurować nasz rodzimy Maluch. Z tą małą różnica, że to lambo śmierdzi na kilometr. W smaku mamy fenomen pod postacią braku goryczki. Nic, nothing, nada, null, ничего. Pojawia się za to rzecz niepożądana czyli lekki (ale zawsze) karmel i jakby się uprzeć trochę słodów. Całość znowu wodnista... next!


Munich Lager:


Tutaj nie wiem co to ma być. Monachijski lager powinien być raczej jasny, blade złoto albo coś. Sami widzicie czemu jestem zdezorientowany. Przez chwilę myślałem, że może miałem dwa wiedeńskie ale nie. No to jak, duży minus za wygląd? Bo i piana najmarniejsza ze wszystkich trzech. Szybko zaczęła znikać ale przynajmniej zostawiła kożuszek. Aromatu w tym w ogóle nie ma, bo bardzo nikłą woń masła nie można nawet pochodnymi aromatu nazwać. W smaku od razu bije wodnistość, daję mu pierwsze miejsce jeżeli chodzi o ten fakt. Goryczki nie ma tak jak u poprzednika. Są jakieś słody ale przykrywa jest posmak kredowy. No nic, ścieki po raz trzeci!


Nie wiem czemu w ogóle mnie fakt wylania trzech piw do studzienki betonowej nie zdenerwował. Może podświadomie wiedziałem, że z Moskwy nic dobrego mnie nie spotka? A może wyrobiłem sobie już totalne olewanie niepowodzeń piw, na których mi w ogóle nie zależy. Ważne jest jedno, nie kupujcie tego gdy znowu będzie w zestawie ze szkłem w pobliskich marketach. Kapsle sobie zostawię, co by wnukom pokazywać.


Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Piłem je co prawda z pół roku temu, ale pszenica i wiedeński lager zrobiły na mnie raczej pozytywne wrażenie. Pozostałe dwa piwa niczym się co prawda nie wyróżniły, ale na pewno nie były chodzącymi próbnikami wad. (;

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com