Śledź mnie na:

O miłości, gorzkich żalach i Tyskim czyli Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa 2014



By  Patryk Piechocki     12.5.14    Tagi:,,,, 

Tak jakoś od początku roku, a na pewno już od lutego (gdy wypisywałem druczek urlopowy) oczekiwałem wrocławskiego festiwalu z utęsknieniem. Hamulce w aucie wymienione na nowiutkie, świecące. Trochę kilometrów mam do Wrocka więc jakoś mi się nie chciało specjalnie wylądować na przydrożnym drzewie. Zapytacie się czemu autem i to w dodatku sam. Po prostu nie widzi mi się ściskanie w PKP z tobołami i dwiema torbami butelek, które miałem zamiar zakupić na festiwalu. Wszystko miało wyjść świetnie, w końcu dojechałem spokojnie i chyba nawet rekordzik strzeliłem w oszczędzaniu na paliwie. Rundka po pubach w czwartek też się nam udała. Przyszła jednak sobota... ale to wyprzedzam fakty, zacznijmy może od tych przyjemnych rzeczy.



Zadziwiła mnie mocno pracowitość i determinacja zespołów praktycznie każdego browaru. Ci ludzie przez większość czasu nie widzieli słońca. I to nie przez chmury, które co jakiś czas zakrywały niebo (i nawet trochę deszczu puściły) ale przez ogrom klientów, którzy próbowali się dobić choćby po 200ml np takiego B-Day 2.0 albo Jankesa. No i te uśmiechy, nawet gdy taki jegomość recytuje skład piwa i z wielką zadumą (i wstrzymywaniem kolejki) rozmyśla jak to może smakować (zamiast wziąć łyk). Zaznaczam, że ludzi było co najmniej trzy razy więcej niż rok temu.



Kolejnym pozytywem na pewno było miejsce. Tak wiem, Leśnica miała klimat. Słyszałem to już tyle razy, że rzygam tym stwierdzeniem już. Co z tego? Rok temu park wyglądał gorzej niż pole woodstockowe gdy już wszyscy opuścili festiwal. Pod stadionem było czysto, i to nawet w niedzielę. Gdy sobie przypomnę co się działo przy tojtojach przy zamku... brrr. Tutaj mieliśmy dostępne WC na stadionie, do cholery tam nawet ręczniki papierowe były! O parkingu dla aut za dychę (zarabiam to mogę!) nie muszę chyba wspominać? No i zielone pole też było, z zamkami i innymi funsies dla dzieci. Co prawda zalatywało to trochę festynem rodzinnym ale z poziomu gdzie były namioty browarów nie było tego widać więc whatever. Zastanawia mnie tylko jedno, co zmusza ludzi do załatwiania spraw pod drzewami gdy są dostępne czyste toalety? Brud wewnętrzny i zacofanie społeczne ot co.



Jedzenie też było, i to w dużych ilościach. Od oscypków i innych serów po kiełbasy i inne mięsa, w wielu przypadkach wędzone na miejscu. Litewskie przysmaki, zwykłe kiełbasy z grilla, przekąski prosto z mazur, prażone orzeszki, miód prosto z pasieki. No po prostu wszystko.



A szkło festiwalowe? Ano było, piękne Teku, w którym się zakochałem od samego początku. Nie ważne, że znajoma kumpla nazwała mnie geyem, dla mnie jest to przepiękne szkło i będę z niego pił kiedy tylko nadarzy się taka okazja. W sumie to powinienem się cieszyć, że postanowiliśmy odwiedzić festiwalowy beton zaraz po otwarciu w piątek. Już wtedy było średnio z dostępnością a w sobotę to podobno do kradzieży nawet dochodziło. Kufel był dostępny do końca, według mnie brzydszy niż rok temu i jakiś taki bez wyrazu. Było też szkło do piwa pszenicznego, zwykłe, coś pokroju tego z podróży kormorana.




Największym jednak plusem są oczywiście... piwa. Chyba rekordowa liczba browarów wystawiła się na tegorocznym festiwalu. Oczywiście może dziwić fakt, że ludzie chodzili popijając np taką mirabelkę albo fortunę czarną. Większość jednak w swoich szkłach miała coś bardziej przypominającego piwo. Osobiście za dużo nie wypiłem lanego, Ortodox Mild i Jankesa... czemu? O tym za chwilę. Cieszę się jednak z zakupionych piw butelkowych, w końcu dorwałem Jankesa i B-Day 2.0 plus parę innych smaczków. Nie zabrakło również materiałów i sprzętu potrzebnego do warzenia piwa w domu. Dobrym pomysłem było też stanowisko samoobsługowe (naliczyłem jedno) do mycia szkła, zaraz koło namiotu AleBrowaru. Jeżeli chodzi o premiery, było ich trochę. Polecam przeczytać ich degustacje na Polskie Minibrowary i Piwna Zwrotnica.



Teraz jednak nadszedł czas na negatywy... załączamy więc Rains of Castamere i lecimy dalej. Jak to już ktoś ładnie zauważył głównym hasłem festiwalu było zdanie: "Ku... jakie kolejki!". Rok temu było okej, za długo się nie czekało. Może i przez pogodę i mniejszą reklamę na festiwal przyjechało mniej ludzi i było całkiem znośnie. Wyobraźcie sobie, że w tym roku stoiska były tak samo przygotowane ale ludzi chcących chwycić ducha craftu za nogi było znacznie więcej. Według mnie mnożnik sięgał liczby trzy. Doprowadziło to do 30-40 minutowego czasu oczekiwania na dojście do kranów, i to przy praktycznie każdym stanowisku. Kurde, nawet Trybunał miał takie kolejki! Polskość też dała się we znaki i ludzie wpychali się w kolejkę z lewej i prawej strony. Można było się wycwanić i kupić parę butelek od razu ale człowiek nie jedzie na taki festiwal żeby spróbować trunków tylko z jednego browaru nie? Rozśmieszyło mnie zdanie w wybiórczej, która wszech i wobec ogłosiła, że festiwal to mega sukces bo kolejki po browary są długie... really? Rozwiązaniem problemu na pewno byłyby większe stoiska i ilość kranów ale tutaj dochodzimy do drugiego problemu.



Nie wiem jak to było dokładnie z wykupem dzierżawy ale po pierwsze, brakowało miejsc do siedzenia a po drugie miałem dziwne wrażenie, że stanowisk z żarciem było więcej. To jest miejski festyn rodzinny czy festiwal piwa do jasnej cholery? Metrów kwadratowych betonu nie brakowało oj nie. Spokojnie mogliby postawić większe namioty i zamontować 2 krany więcej. Tak samo spokojnie połowę stoisk z żarciem mogliby wyrzucić z oferty i postawić więcej ławek i stołów. No i po co komu stoisko z plastikową biżuterią, balonami albo innymi pierdołami kompletnie nie związanymi z piwem? Bardziej z tandetą sprowadzaną z Chin na bazary rynkowe. Jeżeli dobrze słyszałem to spora większość winy leży po stronie wynajmującego powierzchnie, podobno ceny były ładnie wygórowane. Musimy więc pomóc naszym ukochanym browarom i kupować jeszcze więcej ich piw, może wtedy będzie ich stać na nasze polskie realia wielkich miast.


Lubie WFDP ale jeśli się nie ogarną w następnym roku będzie jeszcze gorzej. Rok temu to była zabawa i spokojne degustowanie piwa a w tym głównie atmosfera ścisku i pośpiechu. O degustacji w postaci 200ml za free też w większości przypadków można było zapomnieć. Znajomi z Wrocławia narzekali też na ofertę, mało premier i większość piw dostępna w sklepach. Ja się pod tym nie podpisuję bo z małego miasta jestem i dla mnie większość piw była exclusive. Sytuację trochę uratował Wrocławski Szlak Piwny ale kurde nie o to chyba chodzi. Podobny uczymy się na błędach... mam taką nadzieję. Ale co z tym Tyskim? Ano ktoś z marketingu postanowił zareklamować koncerniaka na festiwalu... latającym balonem z logo Tyskiego, takim dużym na ogrzane powietrze. Funny hahas jak to mówi młodzież gimnazjalna.



Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

4 komentarze:

  1. Jedziesz na browar fest do poznania za dwa tyg?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, kończę urlop i nie wiem czy nie będę miał trochę roboty w pracy.

      Usuń
  2. Z tego, co się orientuję, kufla festiwalowego też zabrakło w sobotę :(

    OdpowiedzUsuń
  3. A gdzie ty pracujesz, że już w lutym piszesz urlop na maj :-) ?

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com