Śledź mnie na:

Grand Imperial Porter Chili (Amber)



By  Patryk Piechocki     17.3.14    Tagi:,,, 

Pierwsze moje spotkanie z eksperymentalnym Grandem miało miejsce coś koło wakacji, na grillu u znajomego. Pamiętam zdziwienie na twarzy ludzi, w końcu kto wypuszcza nowego portera w lecie? Jakoś tak mocno olałem ostrzeżenia i zakupiłem go do karkóweczki. Dopiero gdy zapadł zmrok przekonałem się, jak bardzo będę tego żałował.

Pierwszy problem był taki, że nie mogłem go dopić. Zmusiłem się do wypicia max 1/3 butelki, resztę wypili inni grillowicze. Podczas snu miałem duże nieprzyjemności żołądkowe z nim związane. Nie dość, że nie przypominał mi on wtedy ukochanego Granda to jeszcze te chili wydawało mi się jakieś sztuczne. Stwierdziłem, że już nigdy go nie wleję do ust. Nie wiem co mnie opętało ale będąc 2 miesiące temu w Tesco chwyciłem dwie butelki i poszedłem do kasy. Jedna leżakuje, drugą postanowiłem dzisiaj otworzyć. Pogoda beznadziejna więc czemu nie?


Znowu te zdobione butelki... no nic. Etykieta to po prostu czerwona wersja tej znanej nam ze zwykłego Grand Imperial Portera. Kapsel mógłby być bardziej wyrazisty, troszku grubsza czcionka by wystarczyła według mnie (co nie zmienia faktu że jest ładny, klasyczny, like a sir). Piwo prezentowałoby się wyśmienicie gdyby nie krótko utrzymująca się piana. Trzeba jej jednak przyznać, że wygląda dostojnie. Kolor piwa to nieprzejrzysta czerń. Lekkie, rubinowe refleksy na spodzie.


Wącham i... jest dobrze, nie odrzuca mnie (wychodzi na to, że obrzydzenie mi już przeszło). Wprawdzie aromat jest mało intensywny ale da się wyczuć śliwki w czekoladzie (oczywiście alkoholowe) i odrobinkę papryczek chili (trzeba się jednak mocno nawdychać żeby je wyczuć). Zaczynam pić i dziwić się zarazem. Pierwsze łyki są bardzo delikatne, słodkawe, owocowe (głównie śliwkowe) z wyczuwalnym i bardzo fajnie rozgrzewającym alkoholem. W miarę picia pojawia się kawa z czekoladą i chili. Bardzo podoba mi się to jak papryczka jest przedstawiona w tym piwie, systematycznie rośnie jej moc wraz z piciem. Pod koniec zaczyna już mocno dawać w podniebienie. Jeżeli komuś to przeszkadza mam idealną radę: chwyćcie piernika i zagryzajcie delektując się trunkiem. Ja tak zrobiłem, mniej więcej od połowy i było miodnie. Wysycenie niskie, co tylko wzmaga przyjemność picia. Trochę mi jednak nie pasuje konsystencja, spodziewałem się większej gęstości. Według mnie największym wrogiem tego piwa był okres, w którym browar postanowił je pokazać światu. W tak ponury dzień jak dzisiaj jest wręcz idealne, oczywiście z piernikiem.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

1 komentarz:

  1. Bardzo dziękujemy :) Ciekawe początki i happy end :) Browar Amber

    OdpowiedzUsuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com