Śledź mnie na:

Opat Pepper (Broumov)



By  Patryk Piechocki     8.2.14    Tagi:,,,, 

Ma człowiek czasami taki jakiś kaprys. Chciałby spróbować może nie czegoś nowego, ale bardziej zaskakującego. Jednym z takich kaprysów był Opatowy Absinth, na którego z resztą poluję cały czas. Dzisiejszym wymysłem mojej alkoholowej wyobraźni będzie ten sam browar z Broumov'a a głównym bohaterem: pieprz!

Zacznijmy może jednak od małej, swoistej anegdoty. Dając ojcu do spróbowania usłyszałem zabawny tekst, któremu towarzyszył lekki grymas: "EB było o wiele lepsze". No cóż, mentalności ludzi nie zmienisz. Doszło do tego jeszcze stwierdzenie że: "Przecie Czesi nie potrafią robić piwa!". Mój wewnętrzny diabeł zaczął się śmiać.


Długo się zastanawiałem nad szkłem, naszła mnie chęć na wypicie piwa like a sir więc chwyciłem pokal z Chimaya. Kurde no, podoba mi się jak cholera. Samo piwo prezentuje się w nim pięknie. Piana drobniutka, puszysto-biała. Utrzymuje się dość długo, kożuszek pozostaje bardzo cieniutki ale według mnie wygląda wręcz elegancko. Trunek prawie że klarowny, złoty... jak miód.


Wącham i... ohohoho. To nie jest słodkie, oj nie. Mimo szerokiego szkła uderza eksplozja ziołowych aromatów, prosto z młynka. I znowu wspomnienia z dzieciństwa i niezniszczalny młynek na baterie babci. Czytam sobie opinie w internetach z roku 2009 i oczom nie wierzę. Że niby masło i stęchła piwnica? Nigdy! Biorę łyk i odpływam. Ziołowość jest ale ma panicza, prowadzącego owieczki, w swoim rodzaju monarchę. Pieprz, taki dopiero co zmielony, prowadzi bliżej mi nie znane zioła jak jakiś heros. Panoszy się niesamowicie po przełyku. Co najdziwniejsze nie zalega, ulatnia się dość szybko co by za bardzo nie zmęczyć człowieka podczas picia. Gdzieś na samym końcu tej wesołej gromadki ciągną się słody, są jednak tak małe, że nikt na nie nie zwraca uwagi. Wbrew pozorom, nie jest też wodniste. Jest to kompletnie inne doznanie pieprzowe niż w Triplu Chimaya ale nadal cholernie zaskakujące i przyjemne. Normalnie narzekałbym, że nic innego nie ma w tym piwie. Że sam pieprz, że jest ciągle takie samo. Nie mogę jednak... jest takie smaczne.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

3 komentarze:

  1. Na samo wspomnienie o tym piwie chce mi się rzygać, było ochydne

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja we Wrocławiu 100 ml tego piwa ledwo zdzierżyłem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To musiało być kompletnie inne piwo :P

      Usuń


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com