Śledź mnie na:

Hefeweissbier (Oettinger)



By  Patryk Piechocki     10.2.14    Tagi:,,, 

Naszła mnie ochota na pszeniczne. Coraz cieplej się robi, śnieg już prawie stopniał i pełno jest brązowych przebiśniegów. Patrze do lodówki, troszku głodny jestem. Każde danie, które z chęcią bym zjadł wymaga większego nakładu czasu i chęci. Oj lenistwo ty moje, zamykam lodówkę i kieruję się do piwnicy.

Wyciągam skryty w ścianie kluczyk i już wrota stoją otworem. Hmm, patrze na portery. Nie no one muszą leżeć, w końcu po to je tu schowałem. Dalej jakieś rosyjskie piwa z kapslem jak w tymbarku. Po otwarciu Igrzysk Olimpijskich mam dosyć tego kraju na dzisiaj. Zwracam więc swoją uwagę na drugą stronę i widzę dwa niemieckie piwa. Chwytam więc to jaśniejsze, dunkela wypiję kiedy indziej.


Kapsla nie ma co pokazywać, najzwyklejszy jaki widzieliście w życiu. Patrząc na wygląd butelki przypomniałem sobie jakie instrukcje dałem znajomemu, który kupował mi te piwa podczas delegacji. "Weź takie, które wyglądają jakby były warzone w garażu, ewentualnie w lesie obok bimbru" powiedziałem. Otwieram piwo i bardzo duże zdziwienie. Po szybkim niuchu prosto z butelki dało się przez ułamek sekundy wyczuć jajo. Szybko jednak ten aromat znikł... oj. Samo piwo prezentuje się standardowo, złoty, mętny kolor. Iście bananowy mógłbym rzec. Piana sprytnie ukryta, niby wydaje się ładna z daleka. Jak się jej jednak przyjrzy człowiek to widzi duże bąble w tej całej krzątaninie. Znika w szybkim tempie ale coś na tafli pozostaje. 


Wącham znowu, tym razem ze szklanicy. Brak goździka, jedyne co się tam pałęta to gotowane warzywa i może troszeczkę bananowej skórki. Miałem sobie umilić wieczór i co? Pije, bo co mam zrobić. Tutaj zaskoczenie, wyczuwalne słody z takim delikatnym kwaskiem. Coś jednak zalega po każdym łyku, coś niezdrowego... No cholera nie mogę dojść co to, jakby posmak kleju po oblizaniu znaczka pocztowego? Nie jest to najbardziej nagazowane pszeniczne jakie piłem w życiu. Powiedziałbym, że jest nawet średnio nabuzowane. Wbrew pozorom nie jest wodniste. Kolejny średni weizen z Niemiec. Zaczynam się powoli zastanawiać, czy oni potrafią warzyć swój własny styl. Z drugiej jednak strony, kosztuje coś koło 40 eurocentów więc mają możliwość wypicia okej pszenicy w cenie np takiego Kozackiego.

Patryk Piechocki

Podobał Ci się ten wpis? Podziel się nim ze znajomymi. Dzięki temu uświadomisz innym, że piwo nie kończy się na lagerach a i mi pomożesz w szerzeniu kraftowej kultury. Walczmy z koncernową niewiedzą, każdy z nas może być Rycerzem Ducha Kraftu! Pamiętaj też, że piwo kraftowe zmienia się i każda kolejna warka może inaczej smakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Informacje prawne:

Treści na blogu przedstawiają autorską ocenę produktów i mają charakter informacyjny o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz. U. 2012 poz. 1356). Blog jest dziełem całkowicie hobbystycznym i nie przynosi żadnych zysków. Treści na blogu tylko i wyłącznie dla osób pełnoletnich.

Copyright:

Wszystkie zdjęcia (jak i treści) na blogu są mojego autorstwa i nie zgadzam się na ich rozpowszechnianie, publikowanie, jakiekolwiek używanie (w celach zarobkowych lub nie) bez mojej zgody. Dotyczy to wszystkich mediów a głównie internetu, czasopism itd.

Kontakt:

Patryk Piechocki
e-mail: realdome@gmail.com